reklama

Sprawa Dolnego Miasta nabiera tempa. Posłanka mówi o „bombie ekologicznej” i prokuraturze

Opublikowano:
Autor:

Sprawa Dolnego Miasta nabiera tempa. Posłanka mówi o „bombie ekologicznej” i prokuraturze - Zdjęcie główne
Autor: MZ

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości GdańskDolne Miasto w Gdańsku znów znalazło się w centrum sporu o przyszłość tej części miasta. Podczas konferencji z udziałem posłanki Marty Stożek padły mocne słowa, a sprawa, o której mówią mieszkańcy, może mieć poważne konsekwencje.
reklama
reklama

Na Dolnym Mieście odbyła się konferencja prasowa poświęcona rewitalizacji tej części Gdańska. Posłanka Partii Razem, radny dzielnicy Śródmieście Michał Dziergas i mieszkańcy przedstawili swoje zastrzeżenia dotyczące planowanej zabudowy oraz zapowiedzieli działania, które mają doprowadzić do wyjaśnienia sprawy. W centrum uwagi znalazły się dawna zajezdnia tramwajowa, Boisko pod Wierzbami i umowa partnerstwa publiczno prywatnego.

Dolne Miasto w Gdańsku. Posłanka zapowiada zawiadomienie do prokuratury

Jednym z najważniejszych tematów konferencji była zapowiedź złożenia zawiadomienia do prokuratury. Marta Stożek chce, aby przeanalizowano umowę partnerstwa publiczno prywatnego oraz decyzje związane z inwestycją na Dolnym Mieście. Wątpliwości dotyczą między innymi procedur środowiskowych, dokumentacji oraz sposobu przygotowania przedsięwzięcia. Posłanka przekonywała, że partnerstwo publiczno prywatne nie powinno sprowadzać się do przekazywania atrakcyjnych terenów prywatnemu inwestorowi w zamian za realizację wybranych zadań publicznych. Jej zdaniem konieczne jest sprawdzenie, czy interes mieszkańców został odpowiednio zabezpieczony.

reklama

- Kolejną rzeczą jest to, że zwrócimy się z wnioskiem do prokuratury o przeanalizowanie całej umowy partnerstwa publiczno prywatnego, bo jednak partnerstwo publiczno prywatne nie powinno przypominać i sprowadzać się po prostu do sprzedaży czy oddania gruntu. Nie powinno przypominać po prostu wsparcia prywatnej firmy publicznymi pieniędzmi, jak to jest do tej pory. Liczymy na to, że zostanie to wyjaśnione, że ta inwestycja zostanie przeanalizowana, bo to, co tutaj grozi społeczności, mieszkańcom, to to, że zabudowa zostanie bardzo zagęszczona z brakiem poszanowania tak naprawdę miejsc, które dla wspólnoty były ważne i były miejscami, w których ta wspólnota dobrze działała - mówiła Marta Stożek podczas konferencji prasowej.

Jak wyjaśniła posłanka w rozmowie z Pulsem Gdańska, zawiadomienie ma mieć charakter sprawdzający. Oznacza to, że jego autorzy chcą przekazać organom ścigania informacje, które ich zdaniem wymagają weryfikacji. Wśród nich wskazują na sposób przeprowadzenia procedur środowiskowych oraz wątpliwości dotyczące zanieczyszczenia terenu dawnej zajezdni.

reklama

-To jest zawiadomienie sprawdzające. My oczywiście podamy informacje, które mamy. Na przykład tego, że tu został ominięty proces wydawania oceny skutków środowiskowych, czyli ta sprawa z RDOŚ. Zwrócimy się z uwagą na temat zaginionego, który się odnalazł. Pisma o tym, że ten teren jest skażony ołowiem i to naprawdę w bardzo niebezpiecznej ilości. Nic się z tym nie stało. Nie udało nam się otrzymać żadnych dokumentów, że cokolwiek miasto z tym zrobiło - przekazała Marta Stożek w rozmowie z Pulsem Gdańska.

Sprawa procedur środowiskowych była już wcześniej przedmiotem interwencji mieszkańców. Według uczestników konferencji inwestycję podzielono na mniejsze części, co mogło pozwolić na uniknięcie obowiązku przeprowadzenia pełnej oceny oddziaływania na środowisko. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zwróciła się w tej sprawie do wojewody. Mieszkańcy oczekują na dalsze rozstrzygnięcia. Samo złożenie zawiadomienia nie oznacza jednak, że doszło do przestępstwa. Ocenę przedstawionych okoliczności pozostawiono właściwym organom.

reklama

Ołów w gruncie dawnej zajezdni w Gdańsku. Padła liczba 650 procent

Jednym z najbardziej niepokojących wątków konferencji były wyniki badań gruntu na terenie dawnej zajezdni tramwajowej. Według informacji przedstawionych przez Michała Dziergasa badania, które miasto miało uzyskać w 2018 roku, wykazały przekroczenie norm stężenia ołowiu w glebie o 650 procent.

Uczestnicy spotkania domagają się wyjaśnienia, co wydarzyło się po uzyskaniu wyników. Pytają, czy przeprowadzono kolejne badania, czy przygotowano ekspertyzy dotyczące bezpieczeństwa terenu i czy podjęto działania niezbędne do jego zabezpieczenia przed planowaną zabudową mieszkaniową.

- Chciałbym bardzo, żeby wybrzmiało przede wszystkim też to, że w roku 2018 Miasto Gdańsk pozyskało badania gruntu, które mówią, że na terenie zabudowywanej zabudową mieszkaniową zajezdni tramwajowej znajdującej się za nami normy stężenia ołowiu w glebie zostały przekroczone o 650 procent. Chcemy, żeby zostało ustalone, co wydarzyło się dalej, ponieważ Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska mówi wprost, że nie ma wiedzy na temat tego, aby podejmowane były jakiekolwiek działania w związku z zanieczyszczeniem gruntu. Nie otrzymali takiej informacji od miasta, nie otrzymali takiej informacji od inwestora, nie wydawali też żadnych decyzji w tym temacie - mówił Michał Dziergas podczas konferencji.

Radny podkreślał, że według przedstawionych przez niego informacji badania miały wskazywać na konieczność przeprowadzenia dalszych analiz. Chodzi między innymi o ustalenie, czy grunt nadaje się do zabudowy mieszkaniowej i czy potrzebne są działania remediacyjne, czyli usuwające lub ograniczające zanieczyszczenie.

Do sprawy odniosła się również Marta Stożek. W rozmowie z Pulsem Gdańska zwracała uwagę, że problem miał być znany od lat, a mimo to nie udało jej się uzyskać dokumentów potwierdzających, jakie działania podjęto w tej sprawie.

- Sprawa trwa od 2017 roku i ja rozumiem, że zmieniały się władze, wybory, te sprawy, ale jednak to jest bomba ekologiczna potencjalnie, z którą nic nie zrobiono. A teraz wydaje się, że zamieciono sprawę pod dywan i sprzedano to deweloperowi. Może nikt się nie zorientuje. To jest drastyczne. Nie wiem, czy wszyscy Państwo oglądali film o Ołowianych dzieciach, ale to powinno mniej więcej nakreślić skalę zagrożenia. To jest samo zagrożenie dla osób, które tu pracują - przekazała Marta Stożek w rozmowie z Pulsem Gdańska.

Posłanka wskazywała na możliwe zagrożenie zarówno dla osób pracujących na terenie inwestycji, jak i dla przyszłych mieszkańców oraz osób już mieszkających w sąsiedztwie. Podczas konferencji nie przedstawiono jednak nowych wyników badań, które pozwalałyby niezależnie określić aktualny poziom zanieczyszczenia. Nie zaprezentowano również dokumentacji potwierdzającej, jakie działania naprawcze ewentualnie przeprowadzono po uzyskaniu wyników z 2018 roku. Właśnie ustalenie dalszych losów zanieczyszczonego terenu ma być jednym z elementów zapowiadanego zawiadomienia do prokuratury.

Rozwiń

Boisko pod Wierzbami w Gdańsku. Mieszkańcy pytają o pozwolenia

Drugim ważnym tematem konferencji była przyszłość Boiska pod Wierzbami. Teren został ogrodzony we wrześniu 2026 roku, co wywołało sprzeciw części mieszkańców. Boisko pełniło funkcję rekreacyjną i było miejscem spotkań lokalnej społeczności. Mieszkańcy podnoszą, że miało pozostać dostępne do czasu przygotowania obiektu zastępczego.

Marta Stożek zwróciła uwagę na dokumentację dotyczącą inwestycji. W rozmowie z Pulsem Gdańska wskazała, że zgoda konserwatorska nie jest tym samym co pozwolenie na budowę. Jej zdaniem poszczególne decyzje i dokumenty wymagają dokładnego sprawdzenia.

- To są właśnie te takie drobne uchybienia, niby drobne uchybienia w dokumentach dotyczących, w zezwoleniach dotyczących tej inwestycji, które w sumie jak to poskładamy wszystko, to się robi bardzo duży bałagan i bardzo duże zastrzeżenia co do legalności całej inwestycji i tego, jak to partnerstwo publiczno prywatne zostało przygotowane - przekazała Marta Stożek w rozmowie z Pulsem Gdańska.

Posłanka zapowiedziała również dalsze działania dotyczące decyzji konserwatorskich. Boisko znajduje się w pobliżu zabytkowej kamiennej śluzy, która podlega ochronie. Uczestnicy konferencji chcą ustalić, czy wszystkie wymagane zgody zostały uzyskane i czy procedury przeprowadzono prawidłowo. Ważną kwestią pozostaje postępowanie dotyczące decyzji środowiskowych. RDOŚ zwróciła się do wojewody o zbadanie sprawy, ale nie oznacza to automatycznego unieważnienia pozwoleń na budowę. O dalszym biegu postępowania zdecydują właściwe organy.

Dolne Miasto w Gdańsku. Mieszkańcy przypominają o konsultacjach i wycince drzew

Podczas konferencji głos zabrała Natalia Paluch, mieszkanka Dolnego Miasta zaangażowana w działania dotyczące przyszłości lokalnej zieleni. Przypomniała konsultacje prowadzone w 2016 i 2019 roku, podczas których mieszkańcy zgłaszali obawy o drzewa i przestrzenie rekreacyjne.

Jak relacjonowała, otrzymywali wówczas informacje, że nie ma przesłanek do wycinki starych drzew. W kolejnych latach doszło jednak do usunięcia części drzew, a Boisko pod Wierzbami zostało zamknięte.

- W 2016 oraz 2019 roku zgłaszaliśmy swoje uwagi, mówiliśmy bardzo wyraźnie o tym, że boimy się o wierzby, boimy się o drzewa, które rosną na Dolnym Mieście, i dostaliśmy informację zwrotną, że nie ma żadnych przesłanek do wycinki tych starych drzew. Siedem lat później prawie 50 drzew z terenu Dolnego Miasta zostało wyciętych, kolejne drzewa czekają na wycinkę, a miasto cały czas powtarza, że braliśmy udział w tych konsultacjach i wiedzieliśmy, jak będzie wyglądać realizacja tej umowy PPP - mówiła Natalia Paluch podczas konferencji.

Mieszkanka krytycznie oceniła również sposób prowadzenia konsultacji. Według niej część spotkań miała charakter prezentacji planów, a brak protokołów utrudniał późniejsze sprawdzenie, w jaki sposób uwzględniono uwagi mieszkańców.

- Te konsultacje to bardzo często były pikniki z prezentacją umowy, to były spacery, gdzie mogliśmy się ewentualnie dowiedzieć, jak ta realizacja PPP będzie przebiegać, natomiast spotkania te nie były protokołowane, więc nie do końca jest dla nas jasne, jak miasto mogłoby uwzględnić nasze uwagi, skoro nie ma ich nigdzie zapisanych. My sami próbowaliśmy własnoręcznie te spotkania protokołować, żeby był jakikolwiek po nich ślad. W tym momencie miasto nie chce prowadzić z nami żadnego dialogu, mimo że prezentuje się jako miasto, które z mieszkańcami rozmawia - mówiła Natalia Paluch.

Mieszkańcy podkreślają, że oczekiwali nie tylko możliwości zapoznania się z planami, ale także realnego wpływu na kształt zmian. Ich zdaniem konsultacje powinny uwzględniać potrzeby osób, które od lat mieszkają w tej części Gdańska.

Pęknięcia w kamienicach i parkingi podziemne. Mieszkańcy obawiają się o zabytki

Podczas spotkania poruszono również kwestię wpływu planowanych inwestycji na zabytkową zabudowę Dolnego Miasta. Mieszkańcy zwracali uwagę na pęknięcia ścian i sufitów oraz zalane piwnice. Obawiają się, że prace budowlane i realizacja parkingów podziemnych mogą wpłynąć na stan historycznych budynków.

- Tu jesteśmy na terenie Pomnika Historii, to jest wszystko pod ochroną, ochroną też archeologiczną, a miasto oddało po prostu połowę terenu, połowę Dolnego Miasta inwestorowi, który podkopie to wszystko. Tu będą wszędzie parkingi podziemne i już w tej chwili widać, co się dzieje z naszymi budynkami. Widzimy pęknięcia na sufitach, na ścianach, które tylko się pogłębiają, niektóre piwnice są zalane i wszyscy boimy się po prostu, co będzie z naszymi budynkami. W żaden sposób nie zostały zabezpieczone, nie zostały zinwentaryzowane i my nie jesteśmy ubezpieczeni - mówiła mieszkanka Dolnego Miasta podczas konferencji.

Uczestnicy spotkania wskazywali, że przed rozpoczęciem prac powinno się odpowiednio udokumentować stan sąsiednich budynków i ustalić, kto odpowiadałby za ewentualne uszkodzenia. Podczas konferencji nie przedstawiono jednak ekspertyz potwierdzających, że zgłaszane pęknięcia są skutkiem konkretnych prac budowlanych. Ustalenie przyczyn wymagałoby badań technicznych i analizy warunków gruntowo wodnych. Mieszkańcy zwracali także uwagę na miejsca gromadzenia odpadów. Według ich relacji podczas wcześniejszych konsultacji zgłaszali problem braku odpowiedniej przestrzeni na śmietniki. Obawiają się, że przeniesienie istniejącego miejsca składowania odpadów na teren planowanego parku kieszonkowego doprowadzi do utraty kolejnej przestrzeni, która mogłaby służyć mieszkańcom.

„Miasto nie dba o dobrostan mieszkańców”. Posłanka krytykuje zabudowę Dolnego Miasta

Marta Stożek oceniła, że w procesie planowania inwestycji zbyt mało uwagi poświęcono potrzebom mieszkańców. Podczas konferencji mówiła o zagęszczaniu zabudowy, ograniczaniu terenów zielonych i ryzyku utraty przestrzeni, które przez lata służyły lokalnej społeczności.

- Mamy tu do czynienia z klasyczną opowieścią o tym, jak deweloper właściwie może wszystko i planując inwestycje deweloperskie, mówiąc o rozwoju miasta, miasto Gdańsk nie dba o dobrostan mieszkańców, o to, jak będzie zaplanowana dana strefa, dana dzielnica, dba tylko o to, żeby dostać jak najwięcej pieniędzy za działkę, jak najwięcej mieszkań nabudować na danym terenie i do tego się to wszystko sprowadza - mówiła Marta Stożek podczas konferencji.

W dalszej części wystąpienia podkreślała, że rozwój miast i zwiększanie liczby mieszkań nie powinny odbywać się kosztem bezpieczeństwa, zieleni i usług publicznych. Zwróciła również uwagę na problem nadmiernego zagęszczenia zabudowy oraz ograniczania przestrzeni wspólnych.

- To nie powinno wyglądać tak, że buduje się mieszkania, w których faktycznie jeden lokator drugiemu zagląda w okno i to jest cały widok, że tak duże drzewa jak te wierzby na Boisku pod Wierzbami zostaną zlikwidowane tylko po to, żeby wybudować tam blok i nie będzie nic poza betonozą. To jest coś, co nie wspiera przyszłości miast, przyszłości Dolnego Miasta, przyszłości Gdańska. To ma negatywne skutki, bo wiemy, jak trudno później opanować sytuację na przykład z nawalnymi opadami, które, jak słyszymy, będą się zdarzać coraz częściej i będą coraz trudniejsze do opanowania nawet w miastach - mówiła Marta Stożek.

Posłanka odniosła się również do udziału przedstawicieli władz w wydarzeniach branży deweloperskiej. W rozmowie z Pulsem Gdańska mówiła o problemie lobbingu i wpływie interesów prywatnych na decyzje dotyczące przestrzeni miejskiej.

- Mamy problem z lobbingiem, który u nas w Polsce udaje się schować pod nazwą strony społecznej najczęściej, no bo może nie jestem deweloperem, tylko jestem członkiem stowarzyszenia, fundacji, czegokolwiek. Jestem stroną społeczną wtedy i w ten sposób się to omija. A to, co my widzimy i widzimy tak naprawdę od dekad, to to, że miasta chodzą na pasku deweloperów, że budownictwo mieszkaniowe czasami nawet trudno uznać, że mieszkaniowe, bo to są często budynki, które nawet nie mają mieszkań, tylko jakieś tak zwane mikroapartamenty, czyli coś, gdzie nie można mieszkać według polskiego prawa - przekazała Marta Stożek w rozmowie z Pulsem Gdańska.

Są to oceny i zarzuty przedstawiane przez posłankę. Ich potwierdzenie wymagałoby analizy konkretnych decyzji, dokumentów i relacji między stronami zaangażowanymi w realizację inwestycji.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo