To zdarzenie pokazuje, że zimowa akcja na rzece bywa nieprzewidywalna nawet dla doświadczonych służb.
Sarna na krze na Wiśle zauważona kilkaset metrów od brzegu
Do sytuacji doszło w środę 18 lutego w pobliżu mostu w Kiezmarku w województwie pomorskim. Około 200 metrów od brzegu w kierunku Świbna zauważono sarnę stojącą na niewielkiej krze lodowej. Zwierzę dryfowało wraz z nurtem i nie było w stanie samodzielnie wrócić na ląd.
Zgłoszenie przekazała Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa, która monitorowała sytuację na rzece. Informacja natychmiast trafiła do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku, kierującego akcją lodołamania na tym odcinku Wisły.
Czas miał kluczowe znaczenie. Kra mogła w każdej chwili się rozpaść albo zostać wciągnięta w silniejszy nurt.
Kolejna akcja ratunkowa. Łabędź przymarzł do lodu
Jak poinformowały dziś Wody Polskie RZGW w Gdańsku, to nie jedyna interwencja wobec zwierząt w ostatnim czasie. Załoga lodołamacza „Nerpa” natrafiła na łabędzia, który przymarzł ogonem do lodu i nie mógł się poruszać. Ratownicy podjęli działania i uwolnili ptaka z lodowej pułapki. Akcja zakończyła się powodzeniem, a zwierzę odzyskało swobodę.
- Załoga lodołamacza Nerpa ruszyła na pomoc łabędziowi, który przymarzł ogonem do lodu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Łabędzia udało się uratować - podkreślają przedstawiciele Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku w mediach społecznościowych.
To pokazuje, że zimowa akcja na Wiśle to nie tylko walka z żywiołem i ochrona ludzi przed powodzią, lecz także nieustanna gotowość do ratowania dzikiej przyrody.
Lodołamacz przerwał pracę. Akcja wymagała precyzji
Załoga jednej z jednostek pracujących na Wiśle podjęła decyzję o natychmiastowej interwencji. Podejście do dryfującej kry było bardzo trudne. Zbyt szybki manewr mógł przewrócić taflę lodu i strącić zwierzę do wody o temperaturze bliskiej zeru.
Ratownicy musieli działać spokojnie i niezwykle ostrożnie. Sarna była wyraźnie osłabiona i zdezorientowana, ale nie próbowała uciekać. Ostatecznie udało się sprowadzić ją na brzeg i wypuścić w bezpiecznym miejscu.
- Otrzymaliśmy zgłoszenie i natychmiast wkroczyliśmy do akcji. Sarenkę udało się uratować i wróciła na ląd cała i zdrowa. Wisła potrafi zaskoczyć, a my staramy się być tam, gdzie jesteśmy potrzebni - podkreślają przedstawiciele Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku w mediach społecznościowych.
Akcja lodołamania na Wiśle trwa od początku lutego
Zdarzenie miało miejsce podczas intensywnych działań przeciwpowodziowych prowadzonych na dolnej Wiśle. W wielu miejscach rzeka jest skuta grubą warstwą lodu, a spływające z górnego biegu kry mogą tworzyć niebezpieczne zatory.
W akcji uczestniczy kilka specjalistycznych jednostek. Lodołamacze czołowe rozbijają zwartą pokrywę lodową, a jednostki liniowe poszerzają powstałą rynnę i kierują lód w dół rzeki, aby mógł bezpiecznie spłynąć do morza.
Jak informują Wody Polskie:
„Lodołamacze połamały już ponad 100 kilometrów lodu, minęły Grudziądz i kontynuują działania”.
Równolegle prowadzone są prace przy ujściu Wisły, gdzie kluczowe jest utrzymanie drożności odpływu do Zatoki Gdańskiej. To jeden z najważniejszych elementów całej operacji.
Zatory lodowe mogą wywołać nagłe podtopienia
Nagromadzony lód działa jak tama. Woda spiętrza się w górę rzeki i może w krótkim czasie zalać pobliskie tereny. Dlatego lodołamanie prowadzi się systematycznie w górę Wisły, aby zapewnić swobodny przepływ kry. Służby hydrologiczne na bieżąco monitorują poziom wody i warunki pogodowe. Utrzymujące się ujemne temperatury sprzyjają powstawaniu nowych pól lodowych, co oznacza konieczność ciągłej pracy jednostek.
Dla zwierząt pokryta lodem rzeka często wygląda jak bezpieczna przeprawa. Gdy tafla pęka lub zaczyna dryfować, nie mają już możliwości ucieczki. W takich sytuacjach nawet silne i szybkie zwierzę staje się całkowicie bezradne.
Komentarze (0)