reklama

Prezes wystawiał fakturę, prezes ją zatwierdzał. Gdańska prokuratura wraca do Piesiewicza

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Prezes wystawiał fakturę, prezes ją zatwierdzał. Gdańska prokuratura wraca do Piesiewicza - Zdjęcie główne
Autor: Puls Gdańska | Opis: Zdjęcie Poglądowe

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości GdańskCzternaście przeszukań w czterech województwach, siedemnaście miesięcy śledztwa, a w aktach wciąż nie ma ani jednego zarzutu. Prokuratura Regionalna w Gdańsku od marca 2025 roku rozplątuje sieć faktur, które krążyły między trzema czołowymi instytucjami polskiego sportu a jednoosobową firmą człowieka, który nimi kierował. W tle jest blisko 10 milionów złotych, warszawska restauracja i znajomości sięgające najwyższych gabinetów władzy.
reklama
reklama

Kolejny etap kontroli 

We wtorek, 4 sierpnia, funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego i Krajowej Administracji Skarbowej weszli do 14 lokalizacji w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Koszalinie. Zabezpieczyli dokumenty papierowe i elektroniczne nośniki danych. To już druga taka fala w śledztwie, które nadzoruje Prokuratura Regionalna w Gdańsku i które od półtora roku krąży wokół jednej postaci: Radosława Piesiewicza, prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, wcześniej wieloletniego szefa Polskiego Związku Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki SA.

Sprawa formalnie zaczęła się 3 marca 2025 roku. Miesiąc później, 24 kwietnia, służby przeprowadziły pierwszą serię 16 przeszukań w czterech województwach, w tym w domu Piesiewicza i jego rodziców w Koszalinie. Od tamtej pory akta śledztwa urosły do 58 tomów, a jego zakończenie prokuratura przesunęła już na 3 września 2026 roku.

reklama

Co dokładnie bada gdańska prokuratura?

Rdzeniem sprawy są faktury VAT wystawiane przez jednoosobową działalność gospodarczą Piesiewicza, zarejestrowaną pod nazwą P.H.U. Radam, na rzecz organizacji, którymi on sam kierował. Kontrola skarbowa zakwestionowała dokumenty na łączną kwotę około 9,3 mln zł wystawione w latach 2022 do 2024. Polska Liga Koszykówki SA miała z tego tytułu zapłacić 4,1 mln zł z 6,1 mln zafakturowanych, a Polski Związek Koszykówki blisko 3,2 mln zł, w całości rozliczone.

Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Mariusz Marciniak nie ma wątpliwości, że skala sprawy uzasadnia jej długość:

Postępowanie dotyczące faktur VAT i rzetelności wystawiania tych faktur jest w zasadzie głównym wątkiem tego śledztwa, bo w wyniku kontroli skarbowych zostały zakwestionowane faktury VAT na prawie 10 mln zł. Kontrolerzy stwierdzili, że najprawdopodobniej część usług wskazanych w tych fakturach nie została wykonana. W związku z tym pytanie, za co tak naprawdę płacili ci, którzy te faktury odbierali i którzy zatwierdzali je do wypłaty, a mowa tutaj prawie o 10 mln zł, w czasie gdy prezesem tych związków koszykarskich był pan Radosław Piesiewicz. Jeżeli wartość tych nierzetelnie wystawionych faktur VAT przekracza 10 mln zł, to powyżej tej granicy grozi kara od 5 do 25 lat pozbawienia wolności.

reklama

Faktura od samego siebie

Prokuratura podkreśla, że nikomu nie przedstawiono jeszcze zarzutów i nie można z góry twierdzić, że wymienione w fakturach usługi nie zostały wykonane. Pytanie, które stawiają śledczy, jest jednak proste: jak to możliwe, że związek sportowy płaci firmie własnego prezesa za doradztwo i pośrednictwo w kontraktach, skoro ten sam prezes zatwierdzał wypłaty.

reklama

Czasami dochodziło do takich kuriozalnych sytuacji, że prezes występował w dwojakiej roli, czyli nie dość, że zarządzał organizacją, to jeszcze był usługodawcą w tych organizacjach. To jest również przedmiotem śledztwa, mianowicie wyjaśnienie, dlaczego Polski Związek Koszykówki i Polska Liga Koszykówki SA rozliczała faktury, które pochodziły od działalności gospodarczej prowadzonej przez pana Radosława Piesiewicza. Firma pana Radosława Piesiewicza realizowała pewnego rodzaju czynności na rzecz tych podmiotów w czasie, gdy prezesem obu z nich był właśnie on. I tu rodzi się pytanie, czy ta firma zrealizowała te czynności, jakie to były czynności i czy były one celowe oraz konieczne.

Wyjaśnia Marciniak. Śledczy pytali też drugą stronę kontraktów sportowych o rzekomych pośredników. Jak relacjonuje prokurator, kontrahenci odpowiadali, że negocjowali bezpośrednio, bez żadnego pośrednictwa, mimo że faktury za takie pośrednictwo formalnie istniały.

Sam Piesiewicz odpiera te zarzuty od kwietnia 2025 roku niezmiennie w ten sam sposób.

Nie zrezygnuję z prezesowania w PKOl, ponieważ zostałem wybrany w demokratycznych wyborach. Nie mam sobie nic do zarzucenia i zapraszam wszystkich chętnych do wyborów w 2027 roku. Widzimy tu niezwykłą korelację zdarzeń i, niestety, uważam to za walkę polityczną. Podobno wyprowadziliśmy z PKOl 92 miliony złotych, a chwilę później byłem już zbrodniarzem VAT-owskim. Jesteśmy jedną rodziną olimpijską i nie damy się podzielić"

Mówił Radosław Piesiewicz na konferencji prasowej po pierwszej fali przeszukań.

Współpracują, ale prokuratura i tak wchodzi z zaskoczenia

Formalnie PZKosz, PLK i PKOl nie utrudniają śledztwa. Marciniak podkreśla to bez wahania, gdy pada pytanie o postawę tych trzech instytucji.

Nie mamy zastrzeżeń tutaj absolutnie ani do Polskiego Związku Koszykówki, do Polskiej Ligi Koszykówki, ani do Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Te wszystkie podmioty współdziałają z prokuraturą w wyjaśnieniu tej sprawy, jeśli zwracamy się o nadesłanie dokumentów, to te dokumenty są przysyłane. Czasami jednak, i tu mam na myśli sytuację sprzed roku, nie możemy czekać na przysłanie dokumentów, tylko musimy wysłać funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego albo Krajowej Administracji Skarbowej, żeby na miejscu przejrzeli dokumenty i zabezpieczyli je z zaskoczenia, żeby wzięli te dokumenty, na których nam szczególnie zależy.

Tłumaczy rzecznik prokuratury

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo