reklama

Zobaczyli drona nad bazą wojskową i zadzwonili na 112 - jest komentarz MON

Opublikowano:
Autor:

Zobaczyli drona nad bazą wojskową i zadzwonili na 112 - jest komentarz MON - Zdjęcie główne
Autor: Zdjęcie Poglądowe | Opis: Dron nad bazą w Redzikowie nie stanowił zagrożenia - czytamy w oświadczeniu MON-u

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości PomorzeBezzałogowiec wleciał w zastrzeżoną strefę wokół amerykańskiej instalacji obrony przeciwrakietowej w Redzikowie i przez kilka minut nikt go nie zestrzelił. Gdy okazało się, że oficer dyżurny zamiast tego zadzwonił na numer alarmowy 112, politycy zaczęli pytać, po co Polska trzyma tam batalion ochrony. MON odpowiedziało dopiero wtedy, gdy sprawa trafiła do mediów.
reklama
reklama

Strategiczna baza

Redzikowo pod Słupskiem to nie jest zwykła jednostka wojskowa. To tu mieści się element amerykańskiej tarczy antyrakietowej Aegis Ashore, instalacja o znaczeniu strategicznym nie tylko dla Polski, ale dla całego NATO. Za jej ochronę odpowiada głównie polskie wojsko, choć na miejscu stacjonują też żołnierze amerykańscy. Dwa dni przed incydentem z dronem rosyjski bezzałogowiec uderzył w ciężarówkę około 800 metrów od przejścia granicznego w Dorohusku, a Polska musiała poderwać myśliwce. Napięcie wokół dronów nad polskim niebem było więc już wysokie, zanim ktokolwiek usłyszał o Redzikowie.

Pięć minut nad zakazaną strefą

Do zdarzenia doszło 15 września po południu. Cywilny bezzałogowiec wleciał w strefę, w której obowiązuje całkowity zakaz lotów dronów, i pozostał tam przez około pięć minut. Media podają rozbieżne odległości od samej bazy, jedne źródła mówią o około pół kilometra, MON w swoim komunikacie posługuje się szacunkiem „około kilometra”. Obie wersje zgadzają się jednak co do jednego: dron nie zbliżył się do newralgicznych obiektów instalacji, a wojskowe systemy rozpoznania śledziły go od momentu wykrycia aż do zniknięcia z zasięgu.

reklama

Telefon na 112 zamiast systemu antydronowego

Informację jako pierwszy ujawnił Onet, a szczegóły dotyczące reakcji wojska wywołały falę krytyki. Zamiast neutralizacji bezzałogowca oficer dyżurny zgłosił sprawę na numer alarmowy 112, poinformował też policję i inne właściwe służby. Poseł Konfederacji Sławomir Mentzen napisał, że nad bazą chroniącą element amerykańskiej tarczy antyrakietowej stacjonuje ponad 800-osobowy batalion ochrony, którego jedynym zadaniem jest pilnowanie tego obiektu, a mimo to wojsko na widok drona zadzwoniło po prostu na policję. Europoseł Waldemar Buda ironizował z kolei, że jeśli tak wygląda polski system antydronowy, to sprowadza się on do telefonu na 112. MON przez kilka dni nie komentowało sprawy publicznie i wydało oficjalne stanowisko dopiero, gdy pytania zaczęły się mnożyć w mediach.

reklama

MON: dron był pod pełną kontrolą

Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało komunikat, w którym tłumaczy przebieg zdarzenia i odpiera zarzuty o bierność.

W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami na temat rzekomego przebywania drona nad bazą amerykańską w Polsce informujemy, że wykryty ok. km od bazy w Redzikowie cywilny, bezzałogowy statek powietrzny nie stanowił żadnego zagrożenia dla obiektów bazy i był cały czas obserwowany przez wojskowe systemy obrony powietrznej. Dron nie operował nad bazą, ale jego lot odbywał się z naruszeniem strefy, w której obowiązuje zakaz lotów bezzałogowych statków powietrznych. Dron został wykryty, zidentyfikowano również miejsce, z którego operował operator drona. Zgodnie z obowiązującymi w Siłach Zbrojnych RP procedurami o zdarzeniu zostały poinformowane instytucje i służby, w tym Policja. Obserwacja obiektu odbywała się pod pełną kontrolą, dron nie zbliżył się do obiektów newralgicznych bazy w Redzikowie - poinformowało w komunikacie Ministerstwo Obrony Narodowej.

reklama

Resort nie ujawnił, czy w Redzikowie w ogóle działa sprzęt do neutralizacji dronów i czy tego dnia został uruchomiony. Ta informacja, jak podkreśla MON, pozostaje niejawna ze względów bezpieczeństwa. To właśnie ta luka, w połączeniu z faktem, że incydent trafił do opinii publicznej dopiero za pośrednictwem mediów, a nie z inicjatywy samego resortu, podsyca największe wątpliwości.

Co robić, gdy sami zobaczycie drona nad czymś ważnym

Redzikowo to sytuacja, w której dron leciał nad instalacją wojskową, ale te same pytania dotyczą każdego, kto zobaczy niepokojący lot bezzałogowca nad mostem, portem, elektrownią czy węzłem kolejowym, a w Trójmieście takiej infrastruktury nie brakuje. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w ramach kampanii „Cichy Front” ma na to jasną odpowiedź.

Zagrożenia wymierzone w bezpieczeństwo państwa nie zawsze mają charakter otwarty i militarny. Coraz częściej są ukryte, rozproszone i trudne do rozpoznania - czytamy w materiałach kampanii „Cichy Front”.

Jeśli sytuacja zagraża czyjemuś życiu lub zdrowiu, obowiązuje standardowy numer alarmowy 112. Do zgłoszeń dotyczących samej obserwacji, na przykład drona krążącego w nietypowych godzinach nad obiektem o znaczeniu strategicznym, służy dyżurny ABW pod numerem 22 585-82-21, a dla osób, które wolą napisać niż zadzwonić, agencja prowadzi bota na Telegramie o nazwie ABW_STOPdywersji_bot. ABW podkreśla też trzy zasady: nie podchodzić do osoby obsługującej drona ani się z nią konfrontować, nie publikować w sieci zdjęć ani lokalizacji zdarzenia, bo to może ostrzec sprawcę szybciej niż zdąży zareagować policja, i zapamiętać jak najwięcej konkretów, godzinę, miejsce, wygląd sprzętu czy osoby, ewentualny numer rejestracyjny pojazdu w pobliżu.

Redzikowo pokazało, że nawet wojsko z batalionem ochrony na miejscu sięga po ten sam numer, który dostępny jest dla każdego mieszkańca Trójmiasta. Różnica polega na tym, że zwykły obserwator nie musi się tłumaczyć z tego, dlaczego nie strzelił.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo