Strategiczna baza
Redzikowo pod Słupskiem to nie jest zwykła jednostka wojskowa. To tu mieści się element amerykańskiej tarczy antyrakietowej Aegis Ashore, instalacja o znaczeniu strategicznym nie tylko dla Polski, ale dla całego NATO. Za jej ochronę odpowiada głównie polskie wojsko, choć na miejscu stacjonują też żołnierze amerykańscy. Dwa dni przed incydentem z dronem rosyjski bezzałogowiec uderzył w ciężarówkę około 800 metrów od przejścia granicznego w Dorohusku, a Polska musiała poderwać myśliwce. Napięcie wokół dronów nad polskim niebem było więc już wysokie, zanim ktokolwiek usłyszał o Redzikowie.
Pięć minut nad zakazaną strefą
Do zdarzenia doszło 15 września po południu. Cywilny bezzałogowiec wleciał w strefę, w której obowiązuje całkowity zakaz lotów dronów, i pozostał tam przez około pięć minut. Media podają rozbieżne odległości od samej bazy, jedne źródła mówią o około pół kilometra, MON w swoim komunikacie posługuje się szacunkiem „około kilometra”. Obie wersje zgadzają się jednak co do jednego: dron nie zbliżył się do newralgicznych obiektów instalacji, a wojskowe systemy rozpoznania śledziły go od momentu wykrycia aż do zniknięcia z zasięgu.
Telefon na 112 zamiast systemu antydronowego
Informację jako pierwszy ujawnił Onet, a szczegóły dotyczące reakcji wojska wywołały falę krytyki. Zamiast neutralizacji bezzałogowca oficer dyżurny zgłosił sprawę na numer alarmowy 112, poinformował też policję i inne właściwe służby. Poseł Konfederacji Sławomir Mentzen napisał, że nad bazą chroniącą element amerykańskiej tarczy antyrakietowej stacjonuje ponad 800-osobowy batalion ochrony, którego jedynym zadaniem jest pilnowanie tego obiektu, a mimo to wojsko na widok drona zadzwoniło po prostu na policję. Europoseł Waldemar Buda ironizował z kolei, że jeśli tak wygląda polski system antydronowy, to sprowadza się on do telefonu na 112. MON przez kilka dni nie komentowało sprawy publicznie i wydało oficjalne stanowisko dopiero, gdy pytania zaczęły się mnożyć w mediach.
MON: dron był pod pełną kontrolą
Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało komunikat, w którym tłumaczy przebieg zdarzenia i odpiera zarzuty o bierność.
W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami na temat rzekomego przebywania drona nad bazą amerykańską w Polsce informujemy, że wykryty ok. km od bazy w Redzikowie cywilny, bezzałogowy statek powietrzny nie stanowił żadnego zagrożenia dla obiektów bazy i był cały czas obserwowany przez wojskowe systemy obrony powietrznej. Dron nie operował nad bazą, ale jego lot odbywał się z naruszeniem strefy, w której obowiązuje zakaz lotów bezzałogowych statków powietrznych. Dron został wykryty, zidentyfikowano również miejsce, z którego operował operator drona. Zgodnie z obowiązującymi w Siłach Zbrojnych RP procedurami o zdarzeniu zostały poinformowane instytucje i służby, w tym Policja. Obserwacja obiektu odbywała się pod pełną kontrolą, dron nie zbliżył się do obiektów newralgicznych bazy w Redzikowie - poinformowało w komunikacie Ministerstwo Obrony Narodowej.
Resort nie ujawnił, czy w Redzikowie w ogóle działa sprzęt do neutralizacji dronów i czy tego dnia został uruchomiony. Ta informacja, jak podkreśla MON, pozostaje niejawna ze względów bezpieczeństwa. To właśnie ta luka, w połączeniu z faktem, że incydent trafił do opinii publicznej dopiero za pośrednictwem mediów, a nie z inicjatywy samego resortu, podsyca największe wątpliwości.
Co robić, gdy sami zobaczycie drona nad czymś ważnym
Redzikowo to sytuacja, w której dron leciał nad instalacją wojskową, ale te same pytania dotyczą każdego, kto zobaczy niepokojący lot bezzałogowca nad mostem, portem, elektrownią czy węzłem kolejowym, a w Trójmieście takiej infrastruktury nie brakuje. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w ramach kampanii „Cichy Front” ma na to jasną odpowiedź.
Zagrożenia wymierzone w bezpieczeństwo państwa nie zawsze mają charakter otwarty i militarny. Coraz częściej są ukryte, rozproszone i trudne do rozpoznania - czytamy w materiałach kampanii „Cichy Front”.
Jeśli sytuacja zagraża czyjemuś życiu lub zdrowiu, obowiązuje standardowy numer alarmowy 112. Do zgłoszeń dotyczących samej obserwacji, na przykład drona krążącego w nietypowych godzinach nad obiektem o znaczeniu strategicznym, służy dyżurny ABW pod numerem 22 585-82-21, a dla osób, które wolą napisać niż zadzwonić, agencja prowadzi bota na Telegramie o nazwie ABW_STOPdywersji_bot. ABW podkreśla też trzy zasady: nie podchodzić do osoby obsługującej drona ani się z nią konfrontować, nie publikować w sieci zdjęć ani lokalizacji zdarzenia, bo to może ostrzec sprawcę szybciej niż zdąży zareagować policja, i zapamiętać jak najwięcej konkretów, godzinę, miejsce, wygląd sprzętu czy osoby, ewentualny numer rejestracyjny pojazdu w pobliżu.
Redzikowo pokazało, że nawet wojsko z batalionem ochrony na miejscu sięga po ten sam numer, który dostępny jest dla każdego mieszkańca Trójmiasta. Różnica polega na tym, że zwykły obserwator nie musi się tłumaczyć z tego, dlaczego nie strzelił.
Komentarze (0)