W 2018 roku "Gazeta Wyborcza" opublikowała w dodatku "Duży Format" reportaż Bożeny Aksamit "Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?". Tekst opierał się głównie na relacji jednej osoby, Barbary Borowieckiej, która opisywała molestowanie przez księdza w latach 1967-1970, gdy był wikarym w kościele św. Barbary w Gdańsku. Artykuł zawierał też drugi wątek: sugestię, że Jankowski doprowadził do ciąży 16-letniej dziewczyny określanej jako Ewa, która miała później wyskoczyć przez okno.
Reportaż wywołał w Gdańsku prawdziwą falę. W 2019 roku rada miasta odebrała Jankowskiemu tytuł honorowego obywatela, usunięto jego pomnik, a skwer jego imienia przemianowano. Sprawa wróciła jednak do sądu, bo prałat zmarł w 2010 roku i bronić go mogła już tylko rodzina.
Siostry pozwały gazetę o dobrą pamięć
Trzy siostry zmarłego księdza wytoczyły Agorze proces o naruszenie dóbr osobistych, konkretnie prawa do dobrej pamięci o bracie. Reprezentujący je mecenas Michał Gilarski przekonywał, że kluczowe twierdzenia reportażu, zwłaszcza wątek Ewy, są nieprawdziwe i krzywdzące dla rodziny.
Sąd nie znalazł potwierdzenia śmierci Ewy
Sąd Apelacyjny w Gdańsku, w składzie trzyosobowym pod przewodnictwem sędzi Teresy Karczyńskiej-Szumilas, nie zakwestionował w całości relacji Borowieckiej o jej własnych doświadczeniach. Inaczej potraktował jednak wątek Ewy. Jak ustalił sąd, archiwa sądowe i milicyjne z lat 1967-1970 nie odnotowały żadnego zdarzenia odpowiadającego opisanej w tekście śmierci nastolatki.
"Nie można dopuszczać tekstu opierającego się jedynie na tym, co napisze dziennikarz na podstawie opowiadań jednej osoby" - stwierdziła sędzia Karczyńska-Szumilas w uzasadnieniu. Dodała, że dziennikarz przytaczający cudze wypowiedzi musi zachować szczególną staranność.
Przeprosiny bez komentarza w pięciu wydaniach
Wyrok, który zapadł 18 września 2026 roku, jest prawomocny. Sąd nakazał "Wyborczej" usunięcie z tekstu fragmentów dotyczących śmierci Ewy oraz opisów mających sugerować strach, jaki miał budzić ksiądz. Do tego doszedł obowiązek publikacji przeprosin, w czarnej ramce, bez prawa do komentarza, w pięciu kolejnych wydaniach gazety oraz na stronie internetowej.
Treść przeprosin ma zawierać przyznanie, że artykuł opublikowano "bez zachowania obowiązkowej, szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu materiałów prasowych", a informacje w nim zawarte naruszyły dobra osobiste sióstr. Agora ma też wypłacić po 1900 złotych każdej z trzech kobiet, łącznie 5700 złotych.
Pełnomocnik Agory zapowiada kasację
Redakcja "Wyborczej" nie wydała własnego oświadczenia w tej sprawie. Głos zabrał za to pełnomocnik wydawcy, radca prawny Tomasz Ejtminowicz.
"Oczywiście będziemy składać skargę kasacyjną" - zapowiedział, zaznaczając, że sąd apelacyjny w uzasadnieniu "nawet słowem się nie odniósł" do ustaleń sądu pierwszej instancji, który zeznania Borowieckiej jako świadka w sprawie uznał za wiarygodne. Sam wyrok pozostaje jednak prawomocny, a skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego jego wykonalności nie wstrzymuje.
Komentarze (0)