- Maciej je odwiedził nową Halę Targową w Gdańsku
- Quesabilla za 45 zł okazała się strzałem w dziesiątkę
- Talerz za 53 zł pokonał droższe dania
- Matcha za 27 zł i donburi za 52 zł. Tutaj było różnie
- Restauracja Kuby Wojewódzkiego. Maciej je sprawdził Dreamers
- Tatar za 55 zł nie przekonał popularnego twórcy
- Stek kosztował ponad 100 zł. Pojawiły się kolejne zastrzeżenia
- „Najlepszy” okazał się sos truflowy
- Nowa Hala Targowa w Gdańsku ma być czymś więcej niż food hallem
- Hala Targowa po remoncie kosztowała 141 mln zł
- Czy nowa Hala Targowa przyciągnie mieszkańców?
Nowy food hall w centrum Gdańska przyciąga dziesiątkami lokali, ale też cenami, które potrafią mocno się różnić. Popularny twórca kulinarny odwiedził kilka z nich i dokładnie sprawdził, co trafia na talerze.
Maciej je odwiedził nową Halę Targową w Gdańsku
Maciej Blatkiewicz, prowadzący kanał „Maciej je”, od lat odwiedza restauracje w Polsce i na świecie. W swoich materiałach sprawdza nie tylko smak potraw, ale również ich ceny, wielkość porcji i stosunek jakości do ceny. Tym razem wybrał się do Hali Targowej w Gdańsku, która 12 sierpnia 2026 roku została ponownie otwarta po około półtora roku rewitalizacji.
Obiekt ma około 130 lat historii, ale jego obecne oblicze jest zdecydowanie bardziej gastronomiczne. Na parterze działa 17 konceptów street food, są też dwa bary, kawiarnia, cukiernia i scena. Na pierwszym piętrze znalazły się cztery restauracje, a poziom minus jeden przeznaczono między innymi na handel produktami spożywczymi. Maciej postanowił nie ograniczać się do jednego miejsca. Sprawdził kilka lokali, zanim skierował się na piętro, gdzie czekała restauracja współprowadzona przez Kubę Wojewódzkiego.
Quesabilla za 45 zł okazała się strzałem w dziesiątkę
Pierwszym mocnym punktem testu był El Patron. Maciej zamówił quesabillę za 45 zł. Danie zrobiło na nim bardzo dobre wrażenie. Zwrócił uwagę na porcję, mięso, ser, tortille i salsy. Ocena była na tyle dobra, że uznał quesabillę za najlepszą, jaką jadł do tej pory w food hallu w Polsce.
Nieco słabiej wypadła Koreanka. Koreański smażony kurczak również kosztował 45 zł. Sam smak Maciej ocenił pozytywnie, ale panierka była jego zdaniem zbyt tłusta. Nie przekonał go również zbyt wodnisty sos.
W Seafood Shack zamówił smażone kalmary za 36 zł. Porcja liczyła około dziesięciu krążków. Były poprawne, ale nie zachwyciły twórcy. Jego zdaniem sos zbyt mocno zdominował danie i przypominał połączenie majonezu, ketchupu oraz przypraw.
Talerz za 53 zł pokonał droższe dania
Jedną z najciekawszych pozycji okazał się talerz Pitagorasa za 53 zł. W zestawie znalazły się kurczak, pikantna polędwiczka wieprzowa, grillowane halloumi, pita, sałatka grecka, frytki oraz tzatziki. Porcja była duża, a stosunek ceny do ilości i jakości przypadł Maciejowi do gustu. To właśnie talerz Pitagorasa uznał za najlepszy pod względem stosunku ceny do jakości podczas całego testu. To interesujący kontrast, ponieważ w Hali Targowej nie brakuje propozycji kosztujących podobne albo większe pieniądze. Nie zawsze jednak wyższa cena oznaczała lepsze doświadczenie.
Matcha za 27 zł i donburi za 52 zł. Tutaj było różnie
Maciej sprawdził także Koi Midori. Ceremonialne matcha latte kosztowało 27 zł, a malinowe ciastko 21 zł. Matcha została oceniona pozytywnie. Ciastko również było smaczne, choć twórca uznał, że jego cena jest nieco za wysoka. W Nami Nami zamówił kacze donburi za 52 zł. Dobrze ocenił dodatki, między innymi kiełki fasoli i jajko. Sama kaczka okazała się jednak zbyt sucha i jego zdaniem brakowało jej wyrazistego smaku.
Po tym daniu Maciej sugerował raczej spróbowanie ramenu.
Na deser odwiedził UMAM. Pralina z mleczną czekoladą, orzechem laskowym i czarną porzeczką kosztowała 27 zł. Podwójne espresso było dodatkowym wydatkiem 12 zł.
Deser przypadł mu do gustu. Słodycz czekolady została przełamana kwaśną porzeczką, a całość łączyła kremową i chrupiącą strukturę. Maciej zauważył jednak, że coraz częściej ma ochotę na klasyczne ciasta zamiast kolejnych nowoczesnych monoporcji.
Restauracja Kuby Wojewódzkiego. Maciej je sprawdził Dreamers
Najbardziej interesująca część wizyty rozpoczęła się po wejściu na pierwsze piętro. Maciej usiadł w The Dreamers Marzyciele, restauracji współprowadzonej przez Kubę Wojewódzkiego. Twórca zaznaczył, że Wojewódzki ma już doświadczenie w gastronomii, a sam wcześniej odwiedzał inne lokale związane z jego działalnością. Wspomniał między innymi o Niewinnych Czarodziejach 3.0 w Gdyni. Tym razem postanowił sprawdzić, czy Dreamers będzie miejscem, które zapamięta przede wszystkim ze względu na jedzenie. Na pierwszy ogień poszedł tatar wołowy za 55 zł.
Tatar za 55 zł nie przekonał popularnego twórcy
Tatar został podany w dość rozbudowanej kompozycji. Na talerzu znalazły się między innymi buraki, szczypiorek, ogórki marynowane w buraku, musztarda, olej z lubczyku, frytki oraz sos na bazie majonezu z dodatkiem srirachy i chipotle. Maciej zwrócił uwagę na bardzo mocny smak buraka. To właśnie on miał mocno wpływać na odbiór całego dania. Problemem była również struktura wołowiny. Zamiast bardziej wyraźnych kawałków mięso zostało bardzo drobno zmielone i przypominało niemal pastę. Nie zachwyciły go także frytki. Były chrupiące, a w środku mączyste, ale według Macieja zbyt suche. Po tym daniu trudno było mówić o udanym początku wizyty.
Stek kosztował ponad 100 zł. Pojawiły się kolejne zastrzeżenia
Maciej postanowił sprawdzić jeszcze entrecôte z jałówki. Cena wynosiła 52 zł za 100 gramów. Poprosił o najmniejszy dostępny kawałek i ostatecznie zapłacił 104,12 zł. Już przy zamawianiu pojawiła się rzecz, na którą zwrócił uwagę. Obsługa nie zapytała go o preferowany stopień wysmażenia mięsa.
Stek, który otrzymał, ocenił jako bliższy medium well niż medium rare. Jeszcze większym problemem okazała się jednak jego struktura. Według Macieja mięso było zbyt suche i gumowate, a podczas jedzenia trzeba było długo je przeżuwać. Tym razem również znalazł jednak element, który zdecydowanie zasłużył na pochwałę.
„Najlepszy” okazał się sos truflowy
Do steka podano sos truflowy i właśnie on zrobił na Macieju największe wrażenie. Twórca bardzo wysoko ocenił jego smak. Porównał go do mocno zredukowanego demi glace. Wyraźnie wyczuwał truflę, umami oraz lekko karmelową nutę. W jego ocenie sos truflowy był prawdopodobnie najlepszym elementem całej wizyty w Dreamers.
Do posiłku dobrał również sałatkę z sałaty rzymskiej, sera pleśniowego i winegretu za 19 zł. Nie była ona jego zdaniem szczególnie lekka ze względu na ser, ale winegret wnosił odświeżający akcent. Za tatara, stek i sałatkę zapłacił łącznie 178,12 zł.
Po całym posiłku Maciej nie ukrywał, że jego wrażenia są mieszane. Tatar go nie przekonał, stek miał poważne mankamenty, a najlepszym elementem okazał się dodatek do mięsa. Twórca stwierdził, że raczej nie wróci do Dreamers, chyba że usłyszy o wyjątkowym daniu, którego podczas tej wizyty nie spróbował.
Nowa Hala Targowa w Gdańsku ma być czymś więcej niż food hallem
Test Macieja pokazuje nie tylko różnice między poszczególnymi lokalami. Nowa Hala Targowa jest częścią znacznie większej zmiany. Obecny budynek został otwarty 3 sierpnia 1896 roku. Początkowo znajdowało się w nim 188 stoisk. Obiekt przetrwał II wojnę światową ze stosunkowo niewielkimi zniszczeniami.
Jeszcze starsza jest historia miejsca, na którym powstała hala. Podczas badań archeologicznych odkryto między innymi pozostałości romańskiego kościoła z XII wieku, ślady dawnej osady targowej, pozostałości klasztorne oraz wapiennik z początku XV wieku. Dziś część tych śladów można zobaczyć na niższym poziomie obiektu.
Hala Targowa po remoncie kosztowała 141 mln zł
Rewitalizacja była ogromnym przedsięwzięciem. Remont Hali Targowej w Gdańsku kosztował 141 mln zł. Za inwestycję odpowiada Apsys Polska, a prace prowadzono pod nadzorem konserwatora zabytków. Odnowiono historyczne elementy obiektu, a jednocześnie zastosowano współczesne rozwiązania techniczne. W hali znalazły się między innymi pompy ciepła, wentylacja z odzyskiem ciepła oraz system BMS. Całość ma ponad 4200 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej. Około 1310 metrów kwadratowych zajmują lokale. Na pierwszym piętrze przygotowano około 300 miejsc siedzących. Parter oferuje ponad 400 miejsc, natomiast na poziomie minus jeden jest ich niemal 300.
Czy nowa Hala Targowa przyciągnie mieszkańców?
Po remoncie Hala Targowa ma pełnić znacznie więcej funkcji niż wcześniej. Oprócz gastronomii i handlu zaplanowano koncerty, warsztaty, transmisje sportowe i inne wydarzenia. W przyszłości ma działać również aplikacja pozwalająca łączyć zamówienia z kilku lokali w jeden koszyk. W obiekcie ma pojawić się także automat z pamiątkami.
Maciej zwrócił uwagę na jeszcze jedną kwestię. Food halli jest coraz więcej, szczególnie w dużych miastach. Dla części osób taka formuła może z czasem stać się mniej atrakcyjna.
Gdańska Hala Targowa ma jednak kilka przewag. Znajduje się w centrum miasta, mieści się w historycznym budynku i oferuje bardzo szeroki wybór jedzenia. Dla turystów sama hala może być więc atrakcją, a posiłek tylko jednym z powodów, żeby ją odwiedzić.
Jednocześnie pojawia się pytanie, czy po kosztownej rewitalizacji będzie to przede wszystkim miejsce dla mieszkańców, którzy przez lata przychodzili tutaj na codzienne zakupy, czy przestrzeń skierowana w dużej mierze do turystów i osób szukających nowych gastronomicznych doświadczeń.
Komentarze (0)