Dwie uroczystości
To już 46. rocznica podpisania Porozumień Gdańskich. Europejskie Centrum Solidarności zorganizowało w poniedziałek uroczystości Święta Solidarności i Wolności, których punktem kulminacyjnym było południowe otwarcie historycznej Bramy numer 2 Stoczni Gdańskiej, tej samej, którą 31 sierpnia 1980 roku otworzyli strajkujący. Przed bramą przemawiali między innymi Bogdan Borusewicz, jeden z organizatorów strajku i późniejszy marszałek Senatu, oraz Henryka Krzywonos-Strycharska, legendarna gdańska tramwajarka i sygnatariuszka porozumień. Kilkaset metrów dalej trwała w tym samym czasie druga uroczystość, organizowana przez NSZZ „Solidarność” z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego.
Trzej chłopcy, którzy złamali zasady
Borusewicz przypomniał zebranym, jak niewiele osób stało na początku tej historii. Strajk 14 sierpnia rozpoczęło trzech młodych mężczyzn, Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński, do których szybko dołączył Lech Wałęsa. Z tej garstki, jak mówił, zrobiły się w końcu setki tysięcy ludzi w całej Polsce.
Społeczeństwo Wybrzeża pamiętało grudzień 70 roku i nie był to spacerek, jak teraz przejdziemy, nie był to spacerek. Wszyscy pamiętali, że dziesięć lat wcześniej strzelano do ludzi. Tutaj też pod tą bramą wychodzili stoczniowcy i z czołgu poszła seria, zabici, ranni. To było normalne, że ludzie się bali, ludzie się bali o swoje życie, życie swoich bliskich. Bo wszyscy tutaj przeżyli dziesięć lat wcześniej to, co się stało w grudniu 70 roku.
Mówił Bogdan Borusewicz, który podkreślał, że motorem napędowym tamtejszej demokracji była walka o idee:
Trzeba pamiętać, że walczyliśmy o wartości, nie o to, żeby objąć władzę. Z mojej grupy wywodzi się dwóch prezydentów państwa, dwóch premierów i jeden marszałek Senatu. I nikt z nas nie robił tego, żeby osiągnąć taki sukces osobisty. Nie. Walczyliśmy o wartości” — powiedział Bogdan Borusewicz, sam będąc tym marszałkiem Senatu, o którym mówił.
Borusewicz zapytał też wprost zebranych, co czują, słysząc dziś w Gdańsku słowa o „opcji niemieckiej”.
„Przytul babo, jak musisz”
Po Borusewiczu głos zabrała Henryka Krzywonos-Strycharska, która poprosiła o minutę ciszy dla Anny Walentynowicz, Aliny Pieńkowskiej i Wandy Traczyk-Stawskiej, powstanki warszawskiej, której pogrzeb odbywał się właśnie tego dnia w Warszawie i której dwa miesiące wcześniej wręczała Order Uśmiechu.
> „Czytałam jego nazwisko z wielkim szacunkiem na tej ulotce, a kiedy przyszłam do stoczni i dowiedziałam się, że ten Bogdan Borusewicz jest przede mną, podeszłam do Bogdana i spytałam, czy mogę go przytulić, a on na to: przytul babo, jak musisz. Nie kłamię, mówię to naprawdę ze szczerego serca. Dlatego dzisiaj dziękuję Bogdanowi, a przede wszystkim chciałam podziękować Lechowi Wałęsie” — wspominała Henryka Krzywonos-Strycharska, tramwajarka i sygnatariuszka Porozumień Gdańskich. Krzywonos-Strycharska przypomniała też, jak wyglądały pierwsze dni strajku od kuchni, dosłownie.
Wtedy nie było obiadów, nie było niczego w stoczni, byliśmy w bardzo złej sytuacji. Kawę zabieraliśmy sobie po cichu z kubeczków. I wtedy podeszła do mnie kobieta, która przyszła do syna, a syn nie przyszedł, bo był gdzieś tam, daleko na wydziale. Oddała mi swój chleb i powiedziała: to dla was.
Mówiła Henryka Krzywonos-Strycharska.
Dwa pochody zamiast jednego
Największy żal Krzywonos-Strycharska zostawiła jednak na koniec, adresując go wprost do prezydenta Nawrockiego, który sam pochodzi z Gdańska. Mówiła, że idą dziś dwoma torami, dwoma pochodami i dwoma składaniami kwiatów, choć czterdzieści sześć lat temu, gdy bramę otwierano po raz pierwszy, nikt nikogo w tym mieście nie dzielił. Podział nie jest zresztą nowością, bo rok wcześniej to samo miejsce przecięły bariery Służby Ochrony Państwa, a apel Borusewicza o ich usunięcie obiegł całą Polskę. Dodała jednak, że jeździ po całym kraju i wielokrotnie pokazywała, że można być razem nawet tam, gdzie mówią, że się nie da.
Komentarze (0)