Skwer w centrum
Skwer Świętopełką znajduje się tuż obok ul. Szerokiej. To tam w trakcie jarmarku św. Dominika można było zjeść dobre rzeczy i odpocząć. Po wydarzeniu zostały dodatkowe ławki - pozostawione przez organizatora i tymczasowa toaleta na sezon. Udogodnienia, które miały służyć mieszkańcom i turystom, stały się definicją skweru 1-minutowego, miejsca w którym osoby w kryzysie bezdomności mają wszystko, co potrzeba.
Fontanna jako łaźnia, ławki jak poczekalnia
Dorota Szymkiewicz, radna dzielnicowa, opisuje skwer jako miejsce, które od lat zmienia się wraz z pogodą.
Na tym skwerze jak tylko zaczyna się robić sprzyjająca pogoda, czyli jest cieplej, pojawiają się tak zwani królowie życia, okupują ławki. I jak fontanna zaczyna działać, to też korzystają z fontanny jako z łaźni. Jest problem, jest ich dużo. Może nie to, że są agresywni, ale często zaczepiają z prośbą albo o pieniądze, albo o kupienie czegoś.
Mówi Dorota Szymkiewicz, radna dzielnicy Śródmieście Pani Dorota zaznacza, że problem jest cykliczny i nie widać tu systemowego rozwiązania
Straż Miejska: dwa zgłoszenia, cztery interwencje
Z odpowiedzi, jakiej Straż Miejska w Gdańsku udzieliła Puls Gdańska, wynika, że od 1 kwietnia do dziś pod numer 986 wpłynęły dwa zgłoszenia dotyczące osób w kryzysie bezdomności spożywających alkohol na Skwerze Świętopełka. W tym czasie strażnicy podjęli cztery interwencje związane ze spożywaniem alkoholu w tym miejscu, w efekcie których wystawiono dwa mandaty za spożywanie alkoholu i dwa kolejne za usiłowanie spożywania.
Policja: trzy zgłoszenia, jedna potwierdzona interwencja
Policja podaje inne liczby i inny okres. Od początku roku na skwerze odnotowano trzy zgłoszone interwencje dotyczące osób w kryzysie bezdomności, które miały spożywać alkohol. Tylko jedna z nich została potwierdzona przez funkcjonariuszy na miejscu. Po wylegitymowaniu mężczyzna, którego dotyczyło zgłoszenie, opuścił skwer.
Mieszkańcy zgłaszają, patroli nie widać
Dorota Szymkiewicz przyznaje, że sama rzadko widuje na skwerze funkcjonariuszy którejkolwiek z formacji, a do niej samej regularnie trafiają skargi mieszkańców.
Ja tutaj też rzadko widzę w ogóle policję czy straż miejską. Szczerze powiem, to nie widziałam. Natomiast zwracali się do mnie mieszkańcy na którymś z dyżurów z prośbą o interwencję w sprawie właśnie tych królów życia, którzy okupują tutaj schody przy wjeździe na podwórko za PZU. I tam non stop przesiadywało kilku takich panów, którzy nawet nie krępując się spożywali alkohol. Byli wulgarni, byli hałaśliwi, zaczepiali ludzi właśnie o pieniądze, o kupienie im czegoś. Po wcześniejszej interwencji na schodach za PZU przez jakiś czas było spokojnie. Po tegorocznym jarmarku, jak mówi radna, sytuacja wróciła do punktu wyjścia. Nie wiem, czy to poskutkowało, ale widzę, że teraz po jarmarku znowu zaczęli tam przesiadywać. Więc współczuję mieszkańcom, ale no, policja twierdzi, że interweniuje, natomiast mieszkańcy tego jakby nie odczuwają.
kończy Dorota Szymkiewicz.
Komentarze (0)