- Przed konsulatem zabrzmiało hasło „Pamięć, Prawda, Reparacje”
- Aleksander Jankowski: „To jest dług krwi”
- Dlaczego pikieta odbyła się przed konsulatem?
- Uczestnicy mówili o reparacjach i zadośćuczynieniu
- Mateusz Gudaniec o Polsce, Unii Europejskiej i Gdańsku
- Reparacje od Niemiec. Tło wieloletniego sporu
- Dzieła sztuki i utracony majątek
- Manifestacja w 87. rocznicę wybuchu wojny
1 września przed Konsulatem Generalnym Republiki Federalnej Niemiec przy al. Zwycięstwa zgromadzili się uczestnicy pikiety zorganizowanej przez Ruch Obrony Granic i Klub „Gazety Polskiej” Gdańsk 2. Wydarzenie odbyło się pod hasłem „Pamięć, Prawda, Reparacje”.
Manifestacja rozpoczęła się o godz. 18. Organizatorzy zapowiadali ją jako przypomnienie o niemieckich zbrodniach podczas II wojny światowej oraz o kwestii reparacji wojennych. W trakcie wydarzenia poruszano także tematy dotyczące współczesnej polityki, władz Gdańska, polskiego rządu i Unii Europejskiej.
Przed konsulatem zabrzmiało hasło „Pamięć, Prawda, Reparacje”
Uczestnicy zgromadzenia wracali do wydarzeń z 1939 roku i strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. W wystąpieniach podkreślano, że zdaniem organizatorów pamięć o wojnie powinna być połączona z rozmową o odpowiedzialności i reparacjach. Jednym z najczęściej powtarzanych haseł było „Pamięć, Prawda, Reparacje”. Organizatorzy wskazywali, że 1 września powinien być nie tylko dniem wspominania ofiar i żołnierzy, lecz także okazją do przypominania o kwestiach, które ich zdaniem pozostają nierozwiązane.
W wystąpieniach poruszano między innymi temat ofiar wojny, zniszczeń Polski, grabieży majątku i dzieł sztuki oraz reparacji. Część mówców przedstawiała również własne oceny dotyczące sposobu, w jaki współcześnie mówi się o historii II wojny światowej.
Aleksander Jankowski: „To jest dług krwi”
Jedną z osób przemawiających podczas wydarzenia był Aleksander Jankowski, radny PiS i pełnomocnik Ruchu Obrony Granic na Pomorzu. W rozmowie z „Pulsem Gdańska” wyjaśniał, dlaczego organizatorzy zdecydowali się na pikietę przed niemieckim konsulatem.
- Mamy dalej nierozliczone długi pomiędzy Polską a Niemcami. To, co Niemcy wyrządzili podczas II wojny światowej w Polsce i narodowi polskiemu, to jest dług krwi, który do dzisiaj nie został spłacony. Dlatego uważamy, że 1 września jest odpowiednim momentem, żeby przypominać o tej kwestii i mówić o odpowiedzialności za ogrom zniszczeń oraz strat, które poniosła Polska - mówił Aleksander Jankowski.
Jankowski przedstawił w ten sposób własną ocenę relacji polsko-niemieckich i kwestii odpowiedzialności za skutki II wojny światowej. W dalszej części wypowiedzi odniósł się również do działań polskich władz.
- Do dzisiaj nie mamy żadnych sygnałów czy z kancelarii, czy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, czy z ambasady polskiej w RFN, żeby jakiekolwiek ruchy były poczynione w tym kierunku. Jeżeli mówimy o odpowiedzialności i o tym, że sprawa reparacji powinna być podnoszona, to za słowami powinny również pojawić się konkretne działania państwa polskiego. Tego, w naszej ocenie, wciąż brakuje - mówił Jankowski.
Wypowiedź ta przedstawiała stanowisko organizatora dotyczące obecnej polityki państwa wobec kwestii reparacji. Nie oznacza ona, że wszystkie wymienione przez niego oceny są bezspornymi faktami.
Dlaczego pikieta odbyła się przed konsulatem?
Jankowski odniósł się także do wyboru miejsca manifestacji. Jak tłumaczył, organizatorzy nie chcieli łączyć protestu dotyczącego reparacji z uroczystościami odbywającymi się w miejscach pamięci.
- W miejscach martyrologii, jak np. w Westerplatte, no tam jednak mamy tę ofiarę krwi, pewną pamięć, szacunek dla żołnierzy. Tam powinno wybrzmiewać tylko i wyłącznie to. Ofiara, obrona ojczyzny, heroizm. Nie chcemy mieszać tego z bieżącą polityką ani z tematami, które chcemy podnosić przed niemieckim konsulatem. Dlatego robimy to osobno, pod konsulatem RFN, w miejscu, gdzie naszym zdaniem jest to odpowiednie, żeby to wybrzmiało - tłumaczył Aleksander Jankowski.
Takie uzasadnienie pokazuje, że organizatorzy rozdzielali oficjalne obchody rocznicy od własnego wydarzenia o charakterze protestacyjnym. Pikieta przed konsulatem miała być według nich miejscem dyskusji o reparacjach i odpowiedzialności, a nie częścią uroczystości poświęconych wyłącznie pamięci o ofiarach.
Uczestnicy mówili o reparacjach i zadośćuczynieniu
W trakcie zgromadzenia poruszano także temat skali strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Mówcy odnosili się do ofiar, zniszczeń, utraconego majątku oraz dóbr kultury. W jednym z wystąpień podkreślano, że zdaniem uczestników reparacje powinny być rozumiane szerzej niż wyłącznie jako świadczenie finansowe.
- Pamięć, prawda, reparacje. To nie jest tylko chwała polskiemu żołnierzowi i wspomnienie tych, którzy zginęli. Jeżeli mówimy o pamięci, musimy mówić również o tym, co zostało po tych ludziach, o zniszczonym kraju, zrabowanym majątku i dobrach kultury. Reparacje powinny być rozpatrywane również jako forma zadośćuczynienia za krzywdy, których doświadczyły całe pokolenia Polaków - przekonywał jeden z uczestników manifestacji.
W wypowiedziach pojawił się również temat zrabowanych dzieł sztuki. Uczestnicy wskazywali na dobra kultury, które podczas wojny zostały wywiezione z Polski. Postulowali, aby kwestia ich odzyskania była elementem szerszej dyskusji o skutkach wojny.
Mateusz Gudaniec o Polsce, Unii Europejskiej i Gdańsku
Wśród osób przemawiających podczas pikiety był również Mateusz Gudaniec z Ruchu Narodowego Gdańsk. W swoim wystąpieniu nawiązywał nie tylko do reparacji i pamięci o II wojnie światowej, ale także do współczesnej sytuacji Polski. Gudaniec mówił o wartościach, które w jego ocenie powinny mieć szczególne znaczenie dla państwa. Wymieniał ojczyznę, Boga, życie oraz polską tożsamość. Swoje wystąpienie poświęcił także miejscu Polski w Europie i temu, jak jego zdaniem powinny wyglądać relacje pomiędzy państwem a instytucjami europejskimi.
W dalszej części przemówienia przedstawił również swoją ocenę obecnej sytuacji politycznej w Polsce. Mówił o potrzebie większego akcentowania polskiego interesu oraz pamięci historycznej.
- Polska jest zagrożona i potrzebujemy ludzi, którzy nie będą bali się mówić o polskim interesie, polskiej historii i polskiej tożsamości. Potrzebujemy państwa, które będzie pamiętało o swoich obywatelach, o tych, którzy oddali życie za Polskę, i które będzie potrafiło jasno upominać się o swoje prawa. Żeby Polska była Polską - mówił Mateusz Gudaniec.
Sformułowanie o zagrożeniu dla Polski było oceną przedstawioną przez Gudanca podczas jego wystąpienia. Podobnie jego wypowiedzi dotyczące Unii Europejskiej i kierunku, w którym powinno zmierzać państwo, stanowiły element jego stanowiska politycznego prezentowanego uczestnikom zgromadzenia.
W ten sposób wystąpienie Gudanca rozszerzyło temat pikiety poza samą kwestię reparacji. Obok pamięci o wydarzeniach z 1939 roku pojawiły się również pytania o polską suwerenność, tożsamość i miejsce kraju w Europie.
Reparacje od Niemiec. Tło wieloletniego sporu
Kwestia reparacji ma skomplikowane tło historyczne i prawne. Po II wojnie światowej zasady dotyczące reparacji zostały określone między innymi podczas konferencji w Poczdamie. Według stanowiska przedstawianego przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polska miała zaspokajać swoje roszczenia reparacyjne z części reparacji przypadających Związkowi Radzieckiemu.
Jedną z najważniejszych dat pozostaje 23 sierpnia 1953 roku. Tego dnia rząd PRL przyjął oświadczenie dotyczące reparacji wojennych, w którym zrzekał się ich spłaty na rzecz Polski od 1 stycznia 1954 roku. Znaczenie prawne tej decyzji jest do dziś przedmiotem sporu politycznego i prawnego.
W kolejnych dekadach stanowisko Polski w tej sprawie zmieniało się. W 2023 roku Rada Ministrów przyjęła uchwałę dotyczącą konieczności uregulowania w stosunkach polsko-niemieckich kwestii reparacji, odszkodowania i zadośćuczynienia. Polska strona uznawała w niej, że kwestia ta nie została zamknięta. Niemcy prezentują odmienne stanowisko, uznając sprawę reparacji za zamkniętą.
To właśnie wieloletni spór dotyczący odpowiedzialności i reparacji stanowił historyczne tło pikiety w Gdańsku. Organizatorzy wykorzystywali rocznicę wybuchu wojny, aby ponownie zwrócić uwagę na tę kwestię.
Dzieła sztuki i utracony majątek
Podczas manifestacji powracał także temat dóbr kultury utraconych w czasie wojny. Uczestnicy wskazywali na dzieła sztuki i majątek wywieziony z Polski podczas okupacji. W ich ocenie kwestia odzyskiwania takich obiektów powinna być traktowana jako jeden z elementów rozliczania wojennych strat. W wystąpieniach pojawiały się również argumenty, że rozmowa o reparacjach nie powinna ograniczać się wyłącznie do pieniędzy. Warto jednak rozdzielić tutaj fakty historyczne od ocen uczestników manifestacji. To organizatorzy przedstawiali zwrot dóbr kultury i zadośćuczynienie jako element szerszego rozliczenia, natomiast zakres odpowiedzialności prawnej i możliwości dochodzenia konkretnych roszczeń jest odrębną kwestią.
Manifestacja w 87. rocznicę wybuchu wojny
Pikieta w Gdańsku była częścią działań Ruchu Obrony Granic organizowanych 1 września. Wydarzenie przed niemieckim konsulatem rozpoczęło się o godz. 18. Dla organizatorów wybór daty miał szczególne znaczenie. 1 września 1939 roku rozpoczęła się niemiecka agresja na Polskę, która zapoczątkowała kampanię wrześniową i była początkiem okupacji oraz wydarzeń, które przyniosły Polsce ogromne straty ludzkie i materialne.
Podczas gdańskiej pikiety rocznica ta stała się punktem wyjścia do rozmowy o odpowiedzialności Niemiec, reparacjach i pamięci historycznej. Jednocześnie część przemówień dotyczyła współczesnej polityki, władz Polski, Unii Europejskiej i władz Gdańska.
Hasło „Pamięć, Prawda, Reparacje” łączyło wszystkie te wątki. Dla organizatorów miało ono przypominać o wojennych stratach Polski i potrzebie dalszej debaty o ich konsekwencjach. Poszczególni mówcy dodawali do tego własne oceny dotyczące współczesnej polityki i sposobu prowadzenia polityki historycznej.
Komentarze (0)