Sprawa wraca z nową siłą. Śledczy zakończyli postępowanie i kierują ją do sądu.
Zabójstwo 2,5-letniej Róży. Śledztwo ujawnia przebieg tragedii
Prokuratura Rejonowa w Słupsku zakończyła śledztwo dotyczące śmierci 2,5-letniej Róży i skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego. Odpowiedzą przed nim Karolina G. i Arkadiusz G., małżeństwo prowadzące rodzinny dom dziecka we Wrzącej w powiecie słupskim. Zarzuty są wyjątkowo poważne. Śledczy oskarżają ich o zabójstwo 2,5-letniej Róży ze szczególnym okrucieństwem, które miało być poprzedzone długotrwałym znęcaniem się fizycznym i psychicznym nad dzieckiem. Dodatkowo para odpowie za przemoc wobec innego małoletniego, 8-letniego chłopca.
Według ustaleń prokuratury, działania oskarżonych miały charakter wspólny i świadomy, a śmierć dziewczynki była efektem zarówno zadanych obrażeń, jak i braku reakcji w kluczowym momencie.
Dzień, który zakończył się tragedią
9 maja 2025 roku do jednego z domów w niewielkiej miejscowości pod Słupskiem wezwano pogotowie. Zgłoszenie dotyczyło małego dziecka, które źle się czuło „po oparzeniu”. Ratownicy, którzy przyjechali na miejsce, zastali sytuację skrajnie dramatyczną. U dziewczynki widoczne były już wczesne oznaki śmierci. Mimo to podjęto natychmiastowe działania ratunkowe i przewieziono ją do szpitala w Słupsku. Tam lekarze potwierdzili zgon. Jednocześnie, widząc skalę obrażeń, zawiadomili policję i prokuraturę.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była choroba oparzeniowa, czyli wstrząs oparzeniowy, będący następstwem rozległych i głębokich oparzeń obejmujących około 80 procent ciała. Już na tym etapie było jasne, że mamy do czynienia z czymś więcej niż nieszczęśliwym zdarzeniem. Obrażenia obejmowały niemal całe ciało dziecka, zarówno z przodu, jak i z tyłu. Jednocześnie część obszarów, jak dłonie, stopy oraz fragmenty głowy, pozostała nienaruszona. To właśnie ten układ obrażeń stał się jednym z najważniejszych elementów śledztwa.
Biegli: mechanizm wskazuje na działanie dwóch osób
Opinie specjalistów z zakresu medycyny sądowej i leczenia oparzeń były jednoznaczne. Taki rozkład poparzeń nie mógł powstać w wyniku przypadkowego polania wodą czy typowej kąpieli. Eksperci wskazali, że na ciało dziecka działała duża ilość gorącej cieczy, najprawdopodobniej wody. Co więcej, sposób powstania obrażeń sugerował, że dziecko było przytrzymywane.
Według ustaleń jedna osoba mogła trzymać dziewczynkę za ręce i podtrzymywać głowę, a druga za nogi. Wykluczono wszystkie scenariusze, które zakładały przypadkowość zdarzenia. Dodatkowo ustalono, że do poparzenia doszło nie w dniu śmierci, lecz kilka dni wcześniej.
Brak pomocy, który miał znaczenie
Jednym z kluczowych wątków sprawy jest to, co wydarzyło się po powstaniu obrażeń. Z ustaleń śledczych wynika, że dziewczynce nie udzielono pomocy w odpowiednim czasie. Nie została od razu przewieziona do szpitala, nie wezwano też natychmiast zespołu ratownictwa medycznego. Ten brak reakcji miał bezpośredni wpływ na pogorszenie jej stanu i ostateczny przebieg zdarzeń. Początkowo prokuratura postawiła zarzuty spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym. Jednak po kolejnych analizach i opiniach biegłych, 13 lutego 2026 roku kwalifikacja została zmieniona. Dziś mowa już o zabójstwie ze szczególnym okrucieństwem.
Przemoc wobec innych dzieci
Śledztwo wykazało, że dramat nie ograniczał się wyłącznie do jednego dziecka. Pod opieką oskarżonych znajdował się także 8-letni chłopiec, wobec którego miało dochodzić do przemocy. Ustalono, że w okresie od lutego do maja 2025 roku dziecko było regularnie narażone na agresję. Miało być bite, kopane, szarpane, a także duszone i wyzywane. Ten wątek również znalazł się w akcie oskarżenia.
Karolina G. i Arkadiusz G. od początku nie przyznają się do najpoważniejszych zarzutów. Przyznali jedynie, że nie udzielili dziecku pomocy na czas. Ich relacje dotyczące przebiegu zdarzeń były jednak rozbieżne. Różniły się zarówno co do mechanizmu powstania obrażeń, jak i tego, kto miał za nie odpowiadać.
Zostali zatrzymani 9 maja 2025 roku, w dniu, w którym dziewczynka trafiła do szpitala. Od tego czasu pozostają w areszcie tymczasowym. Za zarzucane czyny grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Dom pełen dzieci i pytania bez odpowiedzi
W chwili tragedii w domu przebywało sześcioro dzieci. Dwoje było biologicznymi dziećmi oskarżonych, pozostałe znajdowały się w pieczy zastępczej. Rodzina prowadziła rodzinny dom dziecka po wcześniejszym funkcjonowaniu jako rodzina zastępcza niezawodowa. Łącznie pod ich opieką było ośmioro małoletnich. Po ujawnieniu sprawy wszystkie dzieci zostały przekazane innym opiekunom.
System pod lupą. Audyt i konsekwencje
Równolegle toczy się odrębne postępowanie dotyczące możliwych zaniedbań ze strony instytucji odpowiedzialnych za nadzór nad rodziną. Kontrola w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Słupsku wykazała poważne nieprawidłowości. Dotyczyły one zarówno procesu kwalifikacji kandydatów na rodzinę zastępczą, jak i późniejszego nadzoru.
Wskazano m.in. na:
- niewystarczającą weryfikację sytuacji życiowej i zdrowotnej opiekunów
- brak pogłębionej oceny warunków domowych
- zbyt słaby nadzór nad rodziną
Wśród zaleceń znalazło się wprowadzenie obowiązkowego udziału psychologa w procesie kwalifikacji oraz większy nacisk na realną ocenę warunków, w jakich przebywają dzieci. Audyt miał także skutki personalne. Stanowiska straciły osoby kierujące jednostką i odpowiadające za pieczę zastępczą.
Komentarze (0)