reklama

Kacper Płażyński pyta o inwestycję w Gdańsku. „Jak to jest możliwe?”

Opublikowano:
Autor:

Kacper Płażyński pyta o inwestycję w Gdańsku. „Jak to jest możliwe?” - Zdjęcie główne
Autor: MZ

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości GdańskCo dalej z zabytkową zajezdnią tramwajową i boiskiem pod wierzbami w Gdańsku? Plany inwestycyjne, zmiany w projekcie i pytania mieszkańców sprawiają, że przyszłość tej części Dolnego Miasta budzi coraz większe zainteresowanie.
reklama
reklama

Dawna zajezdnia tramwajowa na Dolnym Mieście pochodzi z XIX wieku i jest wpisana do rejestru zabytków. Planowana przebudowa obiektu stała się przedmiotem pytań dotyczących skali inwestycji i zmian wprowadzonych do projektu.

Zajezdnia tramwajowa w Gdańsku. Projekt zmienił się nie do poznania? Poseł pyta o szczegóły

Cztery kondygnacje miały stać się sześcioma, a powierzchnia dawnej zajezdni tramwajowej na gdańskim Dolnym Mieście wzrosła w projekcie z około 7800 do ponad 17 tys. mkw. Poseł Kacper Płażyński pyta, jak doszło do tak dużej zmiany i co w zamian zyskają mieszkańcy. Sprawa dotyczy zabytkowego obiektu z XIX wieku, położonego w sąsiedztwie Opływu Motławy.

Podczas spotkania przy dawnej zajezdni poseł Prawa i Sprawiedliwości zwrócił uwagę na różnice między wcześniejszymi założeniami a projektem architektoniczno-budowlanym z 2025 roku. Jak wynika z dokumentów, na które się powołuje, pierwotnie przewidywano cztery kondygnacje nadziemne i jedną podziemną. Późniejszy projekt zakłada sześć kondygnacji nadziemnych i jedną podziemną.

reklama

– Wiecie, że żyjemy w Republice Deweloperów i to jest kolejny tego przykład. Tutaj w 2020 roku władze miasta dogadały się z Eurostylem, że powstaną cztery kondygnacje naziemne i łączna powierzchnia całkowita tej remontowanej czy przebudowywanej zajezdni tramwajowej wyniesie 7800 metrów. I teraz słuchajcie, drodzy Państwo, co się wydarzyło w ciągu pięciu lat. W 2025 roku w nowym projekcie architektoniczno-budowlanym liczba kondygnacji zwiększyła się do sześciu – mówił Kacper Płażyński.

Zmieniła się nie tylko liczba kondygnacji. Wcześniejsze założenia przewidywały powierzchnię całkowitą wynoszącą 7871,15 mkw. W projekcie z listopada 2025 roku wzrosła ona do 17 422 mkw. To ponad dwukrotnie więcej, czyli o około 9551 mkw.

– I łączna powierzchnia całkowita z tych siedmiu tysięcy metrów kwadratowych zwiększyła się do siedemnastu tysięcy metrów kwadratowych czterystu. I wyjaśnijcie mi, jak to jest możliwe, że jak w 2019 roku miasto dogadało się na tak zwaną rewitalizację Dolnego Miasta z deweloperem Eurostylem, jak to jest możliwe, że po kilku latach to, na co się umówili, zmieniło się w taki sposób? – pytał poseł.

reklama
Rozwiń

„Co my mieszkańcy z tego będziemy mieć?”

Dawna zajezdnia tramwajowa pochodzi z XIX wieku i jest wpisana do rejestru zabytków. Płażyński obawia się, że zwiększenie skali zabudowy wpłynie na wygląd historycznej części Dolnego Miasta i otoczenie Opływu Motławy.

– Porównajcie sobie okolice, tutaj ten taki front line nad Motławą, jak to będzie wyglądać. Czy ten Gargamelek będzie górował nad pozostałą architekturą czy nie – mówił podczas spotkania.

Poseł przekonywał, że skala zmian wymaga wyjaśnienia, zwłaszcza że inwestycja jest częścią szerszego przedsięwzięcia rewitalizacji Dolnego Miasta. Umowę z firmą Eurostyl miasto podpisało w listopadzie 2019 roku w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Obszar dawnej zajezdni uwzględniono następnie w koncepcji urbanistyczno-architektonicznej z listopada 2020 roku jako część projektu „Wiosenna”.

reklama

– Jak to jest możliwe, że po kilku latach ten deweloper dostaje tak olbrzymi prezent, że może budować w takim miejscu jak zajezdnia tramwajowa, niszcząc ten tak naprawdę zabytkowy budynek, chroniony zabytkowy budynek, dobudowuje sobie dziesięć tysięcy metrów kwadratowych. Jeżeli to nie jest Republika Deweloperów, to ja nie wiem, drodzy Państwo, co nią jest – mówił Kacper Płażyński.

To ocena posła, który kwestionuje skalę zmian w projekcie i ich wpływ na otoczenie zabytku. W swoim wystąpieniu domagał się również wyjaśnienia, jakie korzyści z przedsięwzięcia przypadną mieszkańcom.

– I w tej sprawie, oczywiście, kieruję pismo do pani prezydent Dulkiewicz, żeby dokładnie tę kwestię nam wyjaśniła, przedstawiła wszystkie aneksy umów i wyjaśniła, jak to jest możliwe, że w ciągu pięciu lat deweloper, który będzie tu budował, będzie mógł sobie potroić zyski z tej inwestycji. Co my mieszkańcy z tego będziemy mieć, poza tym, że będzie zdewastowany krajobraz tego miejsca? – pytał poseł.

Dolne Miasto w Gdańsku. Mieszkańcy zwracają uwagę na przyrodę

Przyszłość terenów zielonych w sąsiedztwie Opływu Motławy to kolejny temat poruszany przez osoby zaangażowane w sprawę. Mariusz Leman, reprezentujący inicjatywę Dzika Fosa Miejska, podkreślał znaczenie lokalnej przyrody i różnorodności występujących tam gatunków.

Według jego szacunków na tym obszarze można obserwować około 110 gatunków ptaków, w tym ptaki przelotne, gniazdujące i wymagające szczególnej ochrony. Wspominał również o staraniach dotyczących objęcia terenu ochroną krajobrazową. Jak mówił, wniosek w tej sprawie miał zostać złożony około 2021 roku.

  • Nie chodzi tutaj wyłącznie o same budynki, ale również o przyrodę i bioróżnorodność tego terenu. Już około 2021 roku złożyliśmy wniosek o utworzenie obszaru chronionego krajobrazu. Niektórzy przyrodnicy i ornitolodzy jeżdżą po całym kraju, żeby obserwować różne ptaki i zwierzęta, a my tutaj, w centrum Gdańska, mamy około 110 gatunków ptaków, które możemy obserwować w różnych porach roku. Są wśród nich ptaki przelotne, gniazdujące, a także gatunki wymagające szczególnej ochrony - mówił Mariusz Leman z inicjatywy Dzika Fosa Miejska.

Leman zwracał również uwagę na wycinkę drzew i krzewów oraz zastępowanie istniejącej zieleni nowymi nasadzeniami. Jego zdaniem drzewa sadzone w donicach nie zapewnią od razu takich samych korzyści jak wieloletni drzewostan.

Mieszkańcy podkreślają, że Opływ Motławy jest ważnym miejscem spacerów i odpoczynku. Obawiają się, że kolejne inwestycje mogą zmienić charakter tej przestrzeni i wpłynąć na jej wartość przyrodniczą.

Parking podziemny i zabytkowe kamienice. Mieszkańcy mają obawy

Podczas spotkania poruszono również kwestię planowanych parkingów podziemnych. Mieszkańcy zwracali uwagę na możliwy wpływ prac budowlanych na wody gruntowe, Opływ Motławy i stan sąsiednich zabytkowych budynków. W trakcie spotkania pojawiły się relacje o rysach na kamienicach. Mieszkańcy obawiają się, że prace prowadzone w okolicy mogą doprowadzić do kolejnych uszkodzeń historycznej zabudowy.

- Pod inwestycjami, które planuje i realizuje Eurostyl, mają powstać duże parkingi podziemne. Według naszej wiedzy nie przeprowadzono wspólnych badań wód gruntowych dla wszystkich tych terenów, które pozwoliłyby ocenić, jak inwestycje wpłyną na okoliczne zabytki i Motławę. Na wielu zabytkowych kamienicach pojawiają się rysy. Obawiamy się, że nasze budynki mogą zostać uszkodzone. Pytanie brzmi, kto będzie za to odpowiadał - mówiła mieszkanka Dolnego Miasta.

Podczas spotkania nie przedstawiono ekspertyz pozwalających jednoznacznie powiązać zauważone pęknięcia z konkretnymi inwestycjami. Ustalenie przyczyn uszkodzeń wymagałoby badań technicznych i analizy warunków gruntowo wodnych.

Dawne gimnazjum i pytania o funkcje publiczne

Podczas spotkania poruszono także temat budynku dawnego gimnazjum, w którym według jednego z mieszkańców ma działać International School of Gdańsk. Krystian Zimny zwrócił uwagę na wysokość czesnego w placówce i pytał, czy takie rozwiązanie odpowiada społecznemu celowi rewitalizacji.

- Jednym z elementów tego przedsięwzięcia jest remont starego gimnazjum. W tym budynku ma się mieścić International School of Gdańsk. Sprawdziłem, że czesne wynosi około 3,5 tysiąca złotych miesięcznie za dziecko. Z punktu widzenia mieszkańców Dolnego Miasta można więc zadać pytanie, czy jest to cel publiczny, który będzie im służył - mówił Krystian Zimny.

Ocena tego zagadnienia zależy między innymi od zapisów umowy partnerstwa publiczno prywatnego i określonych w niej zobowiązań dotyczących wykorzystania poszczególnych budynków.

Andrzej Skiba o partnerstwie publiczno prywatnym na Dolnym Mieście

Do kwestii rewitalizacji odniósł się również Andrzej Skiba, radny Miasta Gdańska. Zwracał uwagę na potrzebę uwzględniania interesów mieszkańców przy realizacji przedsięwzięć prowadzonych we współpracy miasta z prywatnymi inwestorami.

- Mamy piękną, złotą, polską jesień i mamy niestety złote czasy dla deweloperów. Nie jest nam do śmiechu, ponieważ widzimy, jak zacierają się granice między tym, co powinno być wspólne i publiczne, a tym, co prywatne, gdzie liczy się zysk. Musimy skończyć z sytuacją, w której partnerstwo publiczno prywatne w praktyce oznacza, że prywatne podmioty osiągają korzyści, a mieszkańcy ponoszą koszty. Gdańsk nie może być republiką deweloperów, musi być miastem ludzi, którzy ciężko pracują, płacą podatki i dbają o swoją przestrzeń - mówił Andrzej Skiba.

Radny wskazywał na ryzyko ograniczenia terenów zielonych i wzrostu presji związanej z najmem krótkoterminowym. Podkreślał, że rozwój tej części Gdańska powinien uwzględniać również potrzeby lokalnej społeczności.

Boisko pod wierzbami. Natalia Paluch mówi o sytuacji na miejscu

Osobnym zagadnieniem jest sprawa boiska pod wierzbami, którą nagłaśniają mieszkańcy Dolnego Miasta. Natalia Paluch, mieszkanka zaangażowana w działania dotyczące tego terenu, opowiedziała o sytuacji w rozmowie z Pulsem Gdańska. Jak wyjaśniła, mieszkańcy czekają na odpowiedź wojewody w sprawie pozwolenia dotyczącego zabudowy dawnej zajezdni tramwajowej. Według jej relacji RDOŚ po otrzymaniu licznych pism wystąpił o stwierdzenie nieważności decyzji, która mogła zostać wydana z naruszeniem prawa.

- My w tym momencie czekamy na odpowiedź od wojewody. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska po wielu naszych pismach złożył wniosek o wycofanie pozwolenia na zabudowę byłej zajezdni ze względu na to, że to pozwolenie mogło zostać wydane z naruszeniem prawa - powiedziała Natalia Paluch, mieszkanka Dolnego Miasta, w rozmowie z Pulsem Gdańska.

Jak wyjaśnia, mieszkańcy zgłaszali podejrzenie, że inwestycja mogła zostać sztucznie podzielona, aby uniknąć konieczności uzyskania decyzji środowiskowej. Na odpowiedź w tej sprawie czekają od lutego 2026 roku.

Paluch zwróciła również uwagę na ogrodzenie boiska pod wierzbami. Jak relacjonowała, teren został ogrodzony we wrześniu 2026 roku. Na miejscu pojawiły się koparki i wywrotki, a także tablice informujące o prowadzonych badaniach archeologicznych.

– Pozwolenia na budowę działek boiska pod wierzbami nie ma. Boisko zostało ogrodzone we wrześniu tego roku i wiszą tam tabliczki, że są tam prowadzone badania archeologiczne. Jeżdżą tam koparki, jeżdżą tam wywrotki, natomiast nie jest to budowa, ponieważ pozwolenia na budowę nie ma – powiedziała Natalia Paluch w rozmowie z Pulsem Gdańska.

Mieszkanka podkreśla, że sytuację zgłoszono odpowiednim urzędom. Jej uwagę zwróciła również żółta tablica, która pojawiła się na ogrodzeniu kilka dni przed rozmową. Jak relacjonuje, umieszczono na niej informację o decyzji konserwatorskiej.

– Kilka dni temu pojawiła się taka żółta tablica, która według prawa musi się pojawić na każdym ogrodzeniu miejsca, na którym odbywa się budowa. Proszę sobie wyobrazić nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy tę tablicę, na której jest wypisana decyzja konserwatorska – mówi Natalia Paluch.

Jak zaznacza, decyzja konserwatorska nie jest tym samym co pozwolenie na budowę.

– To jest decyzja konserwatorska, która jest potrzebna, żeby ubiegać się o pozwolenie na budowę. I takie coś wisiało przez kilka dni na płocie – dodała mieszkanka.

Sprawa boiska pod wierzbami jest częścią szerszych obaw mieszkańców związanych z planowanymi zmianami na Dolnym Mieście. Na razie, jak wynika z relacji Natalii Paluch, mieszkańcy czekają na wyjaśnienie sytuacji przez odpowiednie instytucje.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo