- Polonia Warszawa prowadziła grę, ale Lechia Gdańsk była skuteczniejsza
- Terpiłowski doprowadził do remisu tuż przed przerwą
- Lechia Gdańsk wrzuciła wyższy bieg po przerwie
- Artur Szach podwyższył na 3:1. Lechia wykorzystała kolejną szansę
- Camilo Mena dopełnił dzieła
- Polonia zdobyła jeszcze gola w doliczonym czasie
- Lechia Gdańsk odbija się po trudnym początku sezonu
Lechia Gdańsk pokonała na wyjeździe Polonię Warszawa 4:2 i odniosła drugie zwycięstwo z rzędu w Betclic 1. Lidze. Spotkanie miało bardzo intensywny przebieg, a losy wyniku rozstrzygnęły się przede wszystkim po przerwie.
Polonia Warszawa prowadziła grę, ale Lechia Gdańsk była skuteczniejsza
Od pierwszych minut było widać, że gospodarze chcą narzucić swoje warunki. Polonia długo utrzymywała się przy piłce i często pojawiała się w pobliżu pola karnego Lechii. Już w drugiej minucie po strzale Kuuska piłka została zablokowana, a chwilę później groźnie zrobiło się po główce Skrabba.
Lechia przetrwała jednak pierwszy szturm. W 9. minucie to właśnie goście zadali pierwszy cios. Po dośrodkowaniu Meny Łopata nie zdołał sięgnąć piłki, a Marcjanik wybił ją głową zbyt krótko. Do futbolówki dopadł Tomasz Wójtowicz, który efektownym uderzeniem z około 12 metrów zaskoczył bramkarza Polonii.
Gospodarze nie zamierzali jednak odpuszczać. W 12. minucie Weirauch musiał interweniować po strzale Terpiłowskiego, a kilkanaście minut później Lechię uratowały kolejno świetna interwencja Neugebauera i poprzeczka. W pewnym momencie warszawianie mieli już wyraźną przewagę w posiadaniu piłki, a statystyka strzałów również była po ich stronie.
Mimo tego wynik pozostawał korzystny dla gdańszczan.
Terpiłowski doprowadził do remisu tuż przed przerwą
Lechia nie potrafiła długo uspokoić gry. Polonia konsekwentnie szukała swojej szansy i w końcu dopięła swego. W 43. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania. Po stracie Lechii Durmuş zagrał do Skrabba, który z lewej strony dokładnie dograł piłkę w okolice jedenastego metra. Tam znalazł się Ernest Terpiłowski i skierował futbolówkę do siatki.
Do przerwy było więc 1:1.
Pierwsza połowa mogła podobać się kibicom. Obie drużyny stwarzały zagrożenie, choć Polonia miała więcej okazji i częściej znajdowała się przy piłce. Lechia była natomiast groźna wtedy, gdy udawało jej się szybko przejść do ataku.
Lechia Gdańsk wrzuciła wyższy bieg po przerwie
Po zmianie stron obraz spotkania nie zmienił się całkowicie. Polonia nadal miała przewagę w posiadaniu piłki, ale to Lechia zaczęła znacznie lepiej wykorzystywać swoje sytuacje. W przerwie trener Lechii dokonał jednej zmiany. Na boisku pojawił się Hristo Ivanov, który zastąpił Tomasza Neugebauera. W Polonii z kolei Daniela Olafssona zmienił Daniel Vega. Kluczowy moment nastąpił w 61. minucie. Camilo Mena przejął piłkę i zagrał prostopadle w pole karne. W odpowiednim miejscu znalazł się Kevin Dodaj, który pewnym strzałem pokonał Jelenia. Lechia ponownie wyszła na prowadzenie.
Gdańszczanie zaczęli wtedy wyglądać coraz pewniej. W kolejnych minutach na murawie pojawili się między innymi Robert Dadok, Kacper Kostorz, Sebastian Kowalczyk oraz Michał Głogowski. Zmiany pozwoliły utrzymać tempo i zwiększyć intensywność gry.
Artur Szach podwyższył na 3:1. Lechia wykorzystała kolejną szansę
Polonia próbowała odpowiedzieć, ale jej akcje często kończyły się przed polem karnym albo niecelnymi uderzeniami. Lechia natomiast coraz swobodniej wykorzystywała wolne przestrzenie. W 72. minucie goście zdobyli trzecią bramkę. Wszystko zaczęło się od przechwytu Meny na własnej połowie. Kolumbijczyk ruszył z piłką do przodu, a akcję zakończył Artur Szach, który oddał precyzyjny strzał sprzed pola karnego. Piłka wpadła tuż przy słupku.
Przy tej sytuacji sędzia jeszcze przez chwilę czekał na analizę VAR. Sprawdzano, czy Mena podczas odbioru piłki nie faulował rywala. Ostatecznie gol został uznany i Lechia prowadziła już 3:1.
To był moment, w którym spotkanie zaczęło wyraźnie wymykać się gospodarzom.
Camilo Mena dopełnił dzieła
Polonia próbowała jeszcze wrócić do gry. W 81. minucie Weirauch musiał interweniować po strzale Dadoka, a gospodarze nadal wykonywali kolejne stałe fragmenty gry. Lechia dobrze jednak radziła sobie z naporem. Sama również miała swoje okazje. Szczególnie aktywny był Mena, który potrafił przedrzeć się między obrońcami i stworzyć zagrożenie w polu karnym. W 87. minucie Kolumbijczyk w końcu dopiął swego. Wójtowicz przejął piłkę w środku boiska, poprowadził ją do przodu i zagrał w pole karne. Tam wbiegł Camilo Mena, który potężnym uderzeniem pod poprzeczkę z bliskiej odległości podwyższył na 4:1.
Lechia miała już wynik, którego gospodarze nie byli w stanie odrobić.
Polonia zdobyła jeszcze gola w doliczonym czasie
Emocje nie skończyły się jednak wraz z czwartą bramką Lechii. W doliczonym czasie gry Polonia zdołała zmniejszyć straty. W 90. minucie sędzia doliczył co najmniej cztery minuty. Trzy minuty później gospodarze wykorzystali swoją szansę. Po dośrodkowaniu piłkę głową do siatki skierował Robert Dadok. Sytuacja była jeszcze analizowana przez VAR pod kątem pozycji spalonej, ale ostatecznie gol został uznany.
Lechia odpowiedziała próbą Kostorza, lecz Weirauch ponownie stanął na wysokości zadania. Po chwili sędzia zakończył spotkanie. Polonia Warszawa przegrała z Lechią Gdańsk 2:4, a gdańszczanie mogli świętować drugie zwycięstwo z rzędu.
Lechia Gdańsk odbija się po trudnym początku sezonu
Dla gdańskiej drużyny zwycięstwo w Warszawie ma szczególne znaczenie. Początek sezonu był dla spadkowicza z Ekstraklasy bardzo trudny. W pierwszych czterech spotkaniach Lechia zdobyła zaledwie jeden punkt. Ostatnie dwa mecze przyniosły jednak wyraźną zmianę. Najpierw gdańszczanie pokonali Pogoń Siedlce 1:0, a teraz odnieśli efektowne zwycięstwo nad Polonią Warszawa. Po meczu z warszawskim zespołem Lechia ma już siedem punktów. Polonia pozostaje z dorobkiem dziesięciu punktów, choć jej ostatnie występy nie są tak przekonujące, jak sugerowałaby pozycja w tabeli.
Sobotnie spotkanie pokazało przede wszystkim, że Lechia potrafi być bardzo groźna, kiedy ma przestrzeń do szybkiego ataku. Gdańszczanie nie mieli przez cały mecz przewagi w posiadaniu piłki. Potrafili jednak znacznie skuteczniej wykorzystać swoje sytuacje, a po przerwie czterokrotnie znaleźli sposób na defensywę gospodarzy.
Komentarze (0)