To nie będzie zwykła rocznica. Dla wielu osób to osobista historia, która wciąż trwa.
10. rocznica śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Uroczystości w Sopocie i Gdyni 28 marca
W sobotę, 28 marca 2026 roku, minie dokładnie dziesięć lat od śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Z tej okazji Fundacja jego imienia przygotowała wydarzenia w Sopocie i Gdyni, które mają upamiętnić jedną z najbardziej wyrazistych postaci polskiego Kościoła ostatnich dekad.
Najważniejszym punktem obchodów będzie msza święta o godz. 18.00 w kościele św. Jerzego w Sopocie przy ul. Kościuszki 1. To miejsce nie jest przypadkowe. To właśnie w Sopocie duchowny dorastał, mieszkał i zmarł.
Wcześniej, o godzinie 14.00, w kinie Helios w Gdyni odbędzie się przedpremierowy pokaz filmu „Dzień dziecka księdza Jana Kaczkowskiego” w reżyserii Artura Wierzbickiego. Pokaz ma charakter zamknięty i wszystkie miejsca zostały już zajęte, co pokazuje skalę zainteresowania postacią kapłana.
Ks. Jan Kaczkowski. Kim był kapłan z Sopotu i twórca Puckiego Hospicjum
Ks. Jan Kaczkowski (1977–2016) urodził się w Gdyni, ale wychował się w Sopocie. Święcenia kapłańskie przyjął w 2002 roku, a kilka lat później został doktorem nauk teologicznych i specjalistą w dziedzinie bioetyki. Najważniejszym dziełem jego życia było Puckie Hospicjum pw. św. Ojca Pio, które współtworzył od podstaw. Najpierw jako hospicjum domowe, a później jako nowoczesny ośrodek stacjonarny. Był jego dyrektorem aż do śmierci.
Pracował także jako kapelan w szpitalu i domu pomocy społecznej w Pucku, uczył jako katecheta, a później wykładał bioetykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Organizował również Areopagi Etyczne, czyli warsztaty dla studentów medycyny, podczas których uczył, jak rozmawiać z pacjentem i jak rozumieć granice życia.
Glejaka mózgu i życie „na pełnej petardzie”. Historia ks. Jana Kaczkowskiego
W 2012 roku u duchownego zdiagnozowano złośliwy nowotwór mózgu, glejaka IV stopnia. Diagnoza była jednoznaczna, ale jego reakcja zaskoczyła wielu. Nie wycofał się z życia. Przeciwnie, jeszcze intensywniej działał. Codziennie bywał w hospicjum, spotykał się z młodzieżą, prowadził wykłady i udzielał wywiadów. To właśnie wtedy jego słowa „żyjcie na pełnej petardzie” stały się czymś więcej niż hasłem. Stały się sposobem życia, który inspirował tysiące ludzi w całej Polsce.
Swoje doświadczenia opisał w książkach takich jak „Życie na pełnej petardzie”, „Szału nie ma, jest rak” czy „Grunt pod nogami”, które do dziś cieszą się dużą popularnością.
Działalność ks. Jana Kaczkowskiego. Hospicjum, młodzież i pomoc potrzebującym
Jego działalność wykraczała daleko poza standardową posługę kapłańską. W hospicjum angażował osoby wykluczone społecznie, młodzież z trudnych środowisk, a nawet osoby skazane. Pokazywał im, że mogą zrobić coś dobrego. Że mają wartość. To podejście budowało mosty tam, gdzie wcześniej były tylko podziały. Był znany z bezpośredniości, poczucia humoru i odwagi w poruszaniu trudnych tematów. Nie unikał rozmów o śmierci, cierpieniu czy wierze, ale robił to w sposób, który trafiał do ludzi niezależnie od ich poglądów.
Pamięć o ks. Janie Kaczkowskim. Fundacja, film i trwałe dziedzictwo
Dziś jego dziedzictwo wciąż jest żywe. Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego kontynuuje rozpoczęte przez niego działania, a hospicjum w Pucku nadal pomaga kolejnym pacjentom i ich rodzinom. W przestrzeni publicznej również nie brakuje śladów jego obecności. W Sopocie powstał mural z jego wizerunkiem i cytatem o czasie jako najcenniejszym darze. Jego imieniem nazwano szkoły, ulice i miejsca związane z działalnością społeczną.
W 2022 roku do kin trafił film „Johnny”, który przypomniał jego historię szerszej publiczności i przyciągnął nowych odbiorców jego przesłania.
Uroczystości 10. rocznicy śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Sopot i Gdynia zapraszają
Tegoroczne uroczystości w Sopocie i Gdyni to nie tylko oficjalne wydarzenia, ale też moment spotkania ludzi, dla których jego życie miało znaczenie. Organizatorzy zapraszają wszystkich, którzy chcą wziąć udział w mszy świętej lub po prostu na chwilę się zatrzymać. Bo choć od jego śmierci minęło dziesięć lat, wiele wskazuje na to, że jego historia wciąż się nie kończy.
Komentarze (0)