reklama

Według archiwów ten okręt pocięto na złom. Na dnie Zatoki Puckiej nurkowie znaleźli coś innego

Opublikowano:
Autor:

Według archiwów ten okręt pocięto na złom. Na dnie Zatoki Puckiej nurkowie znaleźli coś innego - Zdjęcie główne
Autor: Tomasz Stachura | Opis: Odnaleziono wrak ORP Gdynia

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości Pomorze2 września 1939 roku niemieckie lotnictwo zatopiło w Zatoce Puckiej ORP „Gdynia”. Pod koniec sezonu nurkowie z grupy Baltictech natrafili na jego pozostałości kilka kilometrów od brzegu, na niewielkiej głębokości. Według powojennych dokumentów z okrętu nie powinno tam zostać nic.
reklama
reklama

Co naprawdę zostało na dnie?

Trop znaleźli w papierach. Przeglądając stare dokumenty Polskiego Ratownictwa Okrętowego, nurkowie trafili na spis wraków, które nadawały się do wydobycia i potem poszły na złom. ORP „Gdynia” figurował tam jako wydobyty. Jak pisze lider grupy Baltictech Tomasz Stachura, zaledwie 100 metrów od pozycji z zapisków ratowników na mapie były zaznaczone jakieś resztki. Postanowili sprawdzić.

Po zejściu na dno przeżyliśmy niemałe pozytywne zaskoczenie. Na dnie, na niewielkiej głębokości, nadal spoczywa część statku z przepięknym, dużym kołem sterowym na samym środku, mówi Tomasz Stachura, lider grupy Baltictech

Polskie napisy na rewizji pokładowej, czyli pokrywie luku, potwierdziły, że to ORP „Gdynia”. Według Stachury po wojnie ratownicy nie wydobyli całego wraku, tylko zniszczyli go ładunkami wybuchowymi.

reklama

Na Zatoce Gdańskiej, jak wiecie, mamy masę wraków niemieckich, rosyjskich, szwedzkich i angielskich. Ale polskich prawie nic, a resztki ORP Wicher nie poprawiają mocno tej statystyki, dodaje Stachura

Do floty trafił kilka dni przed wojną

ORP „Gdynia” nie powstał jako okręt. Jak przypomina Stachura, w międzywojennej Polsce rosło zapotrzebowanie na turystykę morską, a brakowało statków. Żegluga Polska zamówiła więc w 1926 roku w niemieckiej stoczni Danziger Werft w Gdańsku 2 statki pasażerskie do kilkudniowych wycieczek po Zatoce Gdańskiej: SS „Gdynia” i SS „Gdańsk”.

28 sierpnia 1939 roku oba zmobilizowano do Polskiej Marynarki Wojennej. Według portalu Defence24 ORP „Gdynia” był nieuzbrojony i służył jako baza dla flotylli zmobilizowanych kutrów rybackich, z których stworzono jednostkę kutrów trałowych.

reklama

Służba trwała kilka dni. 2 września 1939 roku Luftwaffe zatopiła oba statki, gdy stały na kotwicy: ORP „Gdańsk” blisko Mechelinek, ORP „Gdynia” na południe od Jastarni. Według Stachury na „Gdyni” zginęło około 35 członków załogi. Defence24 podaje od 35 do 40 ofiar.

Za tą liczbą stoją nazwiska

Jednym z zabitych był Walerian Grzybowski, oficer mechanik. Jego biogram przypomina Uniwersytet Morski w Gdyni. Grzybowski był absolwentem Wydziału Mechanicznego z 1924 roku. W 1935 roku dostał dyplom mechanika I klasy i trafił do załogi maszynowej motorowca „Piłsudski” w jego dziewiczym rejsie z Monfalcone do Gdyni.

Pod koniec sierpnia 1939 roku zmobilizowano go do Grupy Kutrów jako oficera mechanika na ORP „Gdynia”. Zginął 2 września razem z okrętem. Jego syn Jerzy Walerian miał wtedy 4 lata, a córka Wanda Maria 4 miesiące.

reklama

Koło ma wyjść z wody

Nurkowie powiadomili o znalezisku odpowiednie służby. Jak pisze Stachura, pozycja ma zostać szybko objęta specjalną ochroną przez Urząd Morski. Baltictech współpracuje z Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni nad wydobyciem koła sterowego razem z kolumną. Kiedy to nastąpi, tego nie podano.

Operacja będzie karkołomna, ale eksponat jest na tyle cenny dla Gdyni, że warto to zrobić precyzyjnie i bez pośpiechu, mówi Stachura

Decyzja z ostatnich dni sierpnia

Dowódcą ORP „Gdynia” był kapitan żeglugi wielkiej Stanisław Kosko, ostatni przed wojną dyrektor Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. W nalocie został ciężko ranny. Zmarł 8 września w szpitalu w Gdyni. Jego imię nosi dziś w Gdyni szkoła i ulica.

Jego żona, Jadwiga Titz-Kosko, przeżyła wojnę, walczyła m.in. w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie była znaną lekarką reumatolożką, a dziełem jej życia stała się Spółdzielnia Lekarska „Za Falochronem” na Witominie.

Kosko był absolwentem Szkoły Morskiej w Tczewie. 25 sierpnia 1939 roku dostał powołanie jako porucznik marynarki rezerwy. Jak podaje Uniwersytet Morski, w sierpniu, w porozumieniu z Ministerstwem Przemysłu i Handlu, zdecydował też, że na wypadek wojny szkolny „Dar Pomorza” ma odejść do szwedzkiego portu. 3 dni po powołaniu przekazał obowiązki w szkole zastępcy, Konstantemu Maciejewiczowi, i objął dowództwo statku, który z Zatoki Puckiej już nie wypłynął.

Warto wiedzieć:

  • Baltictech i Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni zapraszają na prezentację o odkryciu i losach Państwa Kosko: poniedziałek 26 października, godz. 17:00, siedziba muzeum przy ul. Zawiszy Czarnego 1B w Gdyni. Wstęp wolny.
  • Więcej o odkryciu nurkowie mają opowiedzieć na najbliższej konferencji Baltictech.
reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo