- Mieszkańcy: konsultacje społeczne nie mogą trafiać do kosza
- Tylko 15 mieszkańców będzie mogło zabrać głos
- Osowa. Mieszkańcy o połączeniu Trasy Kaszubskiej z ulicą Kielnieńską
- Wrzeszcz. „Od dziesięciu lat zmagamy się z miastem”
- Sebastian Piasecki: „Demokracja jest dla wybranych”
- „Co nam ze spotkania w cztery oczy?”
- O godzinie 17 mieszkańcy chcą zabrać głos przed Radą Miasta
Przed rozpoczęciem sesji absolutoryjnej Rady Miasta Gdańska przed Nowym Ratuszem pojawili się mieszkańcy różnych części miasta. Przyjechali z Osowej, Letnicy, Wrzeszcza, Oliwy, Przymorza i innych dzielnic. Łączyło ich przekonanie, że mieszkańcy coraz częściej są pomijani w procesie podejmowania decyzji dotyczących ich najbliższego otoczenia.
Organizatorzy podkreślali, że zapowiadany na godzinę 17 Wielki Protest Dzielnic nie jest inicjatywą jednej partii politycznej ani jednego środowiska.
– To oddolna i ponad podziałami inicjatywa mieszkańców, radnych dzielnic oraz środowisk obywatelskich. Nie jest to wydarzenie jednej partii ani jednego środowiska. Łączy nas przekonanie, że Gdańsk nie kończy się na centrum, a głos dzielnic powinien być realnie słyszany przy podejmowaniu decyzji o mieście – podkreślają organizatorzy.
Mieszkańcy: konsultacje społeczne nie mogą trafiać do kosza
Według organizatorów protest nie jest reakcją na jedną decyzję czy pojedynczy problem. W ich ocenie jest efektem narastającego od miesięcy poczucia, że mieszkańcy są wysłuchiwani jedynie formalnie.
– Spotykamy się, żeby powiedzieć, dlaczego mieszkańcy dzisiaj przychodzą na sesję i przyjdą na protest o godzinie 17 w tym samym miejscu. Jesteśmy niezadowoleni z tego, jak wyglądała przede wszystkim komunikacja władz miasta z mieszkańcami przez ostatni rok. Współpraca z mieszkańcami, jak przebiegały konsultacje społeczne, gdzie trafiały opinie mieszkańców i dlaczego trafiały do kosza – mówił Mateusz Gudaniec z Międzydzielnicowego Zespołu ds. Reform w Dzielnicach Gdańska. – Te pytania dzisiaj będziemy z władzą miasta zadawali. Dlaczego opinie mieszkańców trafiały do śmietnika, dlaczego konsultacje społeczne były prowizorką. Chcemy się dowiedzieć, co jest przyczyną, bo w zdrowej demokracji rządzi lud, rządzą mieszkańcy, a władza tylko wykonuje wolę mieszkańców.
Jak podkreślał, mieszkańcy nie oczekują rzeczy niemożliwych.
– Jeżeli chodzi o oczekiwania, my jesteśmy w tej chwili w takiej sytuacji, że oczekujemy najmniejszego minimum. To znaczy oczekujemy po prostu takiego poczucia, że ta nasza praca nie tylko radnych, ale mieszkańców w analizie sytuacji lokalnej ma jakikolwiek sens. Jeżeli robimy konsultacje społeczne, to wnioski z tych konsultacji społecznych będą uwzględniane. Ja nie mówię, że wszystkie, bo wiadomo, czasami wielkie projekty czy inwestycje wymagają kompromisów. Ale w takich sprawach jak lokalna ulica czy zachowanie przedszkola w dzielnicy mieszkańcy powinni mieć poczucie, że ich głos ma znaczenie. Tego nie ma, więc oczekujemy tego, że nasze postulaty nawet w tych mniejszych sprawach będą wysłuchiwane.
Gudaniec wskazywał również na przykłady spraw, które w ostatnich miesiącach wywoływały emocje w różnych częściach miasta.
– Ostatni rok to wiele sytuacji w wielu dzielnicach. To sprawa na Wyspie Sobieszewskiej, to sprawa ulicy Marii i Leona w Oliwie, to sprawa totalnego paraliżu spowodowanego zimą i braku przygotowania miasta na warunki atmosferyczne. To przede wszystkim sprawa lekceważenia głosu rad dzielnic.
Tylko 15 mieszkańców będzie mogło zabrać głos
Jednym z głównych tematów poruszanych przez organizatorów była decyzja o ograniczeniu liczby mieszkańców dopuszczonych do wystąpień podczas debaty nad Raportem o stanie miasta.
– Najważniejsza kwestia, o której jeszcze powiedzą koledzy, to ilość osób, które zabiorą dzisiaj głos podczas sesji. Jest to tylko 15 osób, a miejmy nadzieję, że pozostałe setki, które zbiorą się tutaj o godzinie 17, zabiorą głos sprzed Rady Miasta i władza miasta ten głos będzie musiała usłyszeć – mówił Gudaniec.
Zdaniem Pawła Zarzyckiego argument dotyczący ograniczeń czasowych nie przekonuje mieszkańców.
– Dzisiejsza sesja pewnie potrwa nieco dłużej. Pomimo tego, że ograniczono liczbę mieszkańców do 15, to i tak radni trochę posiedzą. Dlatego tym bardziej nie mogę zrozumieć, dlaczego głównym argumentem była kwestia czasu. Czas wypowiedzi mieszkańców jest limitowany do pięciu minut. Miasto, które stara się o pozycję stolicy lokalnej demokracji, powinno pozwolić sobie na wysłuchanie mieszkańców. Ludzie, którzy zasiadają w tym budynku i biorą za to pieniądze, naprawdę raz w roku mogą poświęcić czas, żeby wysłuchać mieszkańców.
Zarzycki zwracał uwagę, że decyzji o zwiększeniu liczby osób dopuszczonych do debaty nie zaproponował żaden z klubów działających w Radzie Miasta.
– Przecież rada miała możliwość podjąć decyzję o zwiększeniu liczby mieszkańców dopuszczonych do głosu. Dlaczego żaden klub nie zgłosił takiego wniosku? Dlaczego nie zrobiły tego kluby opozycyjne? Dlaczego nie zrobiły tego kluby rządzące? Wszyscy, którzy tam zasiadają, dzisiaj w kwestii demokracji po prostu polegli.
Osowa. Mieszkańcy o połączeniu Trasy Kaszubskiej z ulicą Kielnieńską
Jednym z przykładów przywoływanych przez mieszkańców była sprawa Osowej.
Paweł Zarzycki przekonywał, że mieszkańcy i rada dzielnicy nie otrzymali informacji o procedowanych zmianach dotyczących połączenia Trasy Kaszubskiej z ulicą Kielnieńską.
– Wystarczy spojrzeć na dzisiejszy porządek obrad Rady Miasta Gdańska. Jestem mieszkańcem Osowej i nie dostaliśmy żadnej informacji o tym, że dzisiaj głosowany będzie pomysł połączenia Trasy Kaszubskiej z naszą ulicą Kielnieńską, która była przedstawiana mieszkańcom i Radzie Dzielnicy jako zielony bulwar i droga lokalna, a teraz ma obsługiwać ruch tranzytowy. Nas się o to nie pyta. Do Rady Dzielnicy nie wpłynęło żadne pismo. Pomimo moich starań i pomimo tego, że sam poszedłem na komisję i o to prosiłem, po raz kolejny jesteśmy pomijani. I to dzieje się dzisiaj – mówił Paweł Zarzycki Radny dzielnicy Osowa.
Przywołał również przykład ulicy Kłodziszewskiego na Przymorzu Małym.
– Ulica Kłodziszewskiego wygląda tak, że już na wielu wsiach nie ma takich dróg. Nie ma chodnika, pobocza, niczego. W środku miasta. Wysłaliśmy do miasta dokument priorytetów dla dzielnicy. Odpowiedź przyszła po roku. Priorytet został przesunięty na 2030 rok. To nie chodzi o moją pracę. Chodzi o pracę setek radnych dzielnic, o czas, zaangażowanie i aktywność mieszkańców. Po co nazywać coś priorytetem, skoro odpowiedź brzmi 2030 rok?
Wrzeszcz. „Od dziesięciu lat zmagamy się z miastem”
O swoich doświadczeniach mówił również mieszkaniec Wrzeszcza. Od lat uczestniczy w sporze dotyczącym planowanej inwestycji tramwajowej.
– Od dziesięciu lat zmagamy się z miastem w sprawie inwestycji tramwajowej. Miasto planuje przeprowadzić ją przez naszą ulicę. Każdy, kto tam się pojawił, zdaje sobie sprawę, że ten wariant nie ma sensu. My tylko od władz miasta otrzymujemy kolejne procedury. Jesteśmy oszukiwani. Fakty dotyczące zagrożeń są ukrywane na poziomie procedury środowiskowej po to, żeby przeprowadzić ten wariant.
Jak podkreślał, problem jego zdaniem wykracza daleko poza jedną inwestycję.
– To jest kwestia tego, czy obecny model bardzo silnej władzy wykonawczej nadal odpowiada mieszkańcom. O czym świadczą dziesiątki konfliktów pomiędzy mieszkańcami a władzami miasta. Władze korzystają z tego, że mają ogromną przewagę nad mieszkańcami. Dzisiaj przyjeżdżamy tutaj po raz kolejny. Nie mamy złudzeń, jak zakończy się głosowanie, ale równie pewne jest to, że wielu gdańszczan nie ufa już obecnym władzom miasta.
Sebastian Piasecki: „Demokracja jest dla wybranych”
Wśród osób, które nie zostały dopuszczone do zabrania głosu podczas debaty nad Raportem o stanie miasta, znalazł się Sebastian Piasecki, przewodniczący Rady Dzielnicy Letnica.
– Dzisiaj widzimy, że w Gdańsku demokracja jest dla wybranych. Dlaczego? Dlatego, że mieszkańcy, których zgłosiło się bardzo dużo, nie dostali szansy, aby wypowiedzieć się przed panią prezydent i przed radnymi o problemach swojej dzielnicy, o problemach ogólnomiejskich czy problemach swojej ulicy – mówił Sebastian Piasecki Przewodniczący Rady Dzielnicy Letnic
Jak podkreślał, mieszkańcy muszą wcześniej zebrać 50 podpisów, poświęcić własny czas i często brać urlop, aby móc skorzystać z ustawowego prawa do wystąpienia.
– Trzeba zebrać 50 podpisów, poświęcić sporo wolnego czasu, przyjechać tutaj na sesję, często wziąć urlop i jeszcze dostarczyć podpisy. A później mieszkańcy dowiadują się, że nie będą mogli wystąpić. Tak jak widzimy, demokracja jest w Gdańsku dla wybranych – mówił Sebastian Piasecki Przewodniczący Rady Dzielnicy Letnic – Mogę zaprosić panią prezydent Aleksandrę Dulkiewicz oraz władze miasta do Rady Dzielnicy Letnica, ponieważ tam panuje pluralizm. Mieszkańcy przychodzą, zabierają głos, mówią co im się nie podoba i co można poprawić. Na tym polega samorząd i dialog.
„Co nam ze spotkania w cztery oczy?”
W rozmowie z Pulsem Gdańska Sebastian Piasecki odniósł się także do propozycji indywidualnego spotkania dla osób, które nie zostały dopuszczone do debaty.
– Tak, dostałem taką ofertę i to dosyć szybko po tym, jak złożyłem podpisy. Byłem zaskoczony tą ofertą, zapytałem jak to wygląda. Okazuje się, że jest to spotkanie w cztery oczy. To drodzy państwo, no co nam ze spotkania w cztery oczy? O to chodzi właśnie, żeby te problemy, tak jak w moim przypadku, problemy Letnicy, wybrzmiały przed opinią publiczną – mówił Sebastian Piasecki w rozmowie z Pulsem Gdańska.
Jak podkreślał, jego doświadczenia pokazują, że wiele spraw zaczyna być rozwiązywanych dopiero wtedy, gdy stają się publiczne.
– Bo niestety w Gdańsku wiele problemów mieszkańców nie jest rozwiązywanych po pismach czy spotkaniach z urzędnikami, ale dopiero wtedy, gdy sprawa trafia do mediów społecznościowych. Przykładem jest budynek przy ulicy Starowiejskiej 31, gdzie mieszkańcy przez sześć lat funkcjonowali bez drzwi do klatki schodowej. Przez ten czas były pisma, interwencje i rozmowy, ale problem pozostawał nierozwiązany.
Przypomniał historię budynku przy ulicy Starowiejskiej, której mieszkańcy przez lata bezskutecznie próbowali rozwiązać problem.
– Były spotkania, były pisma i tak dalej, nic to nie dawało. Konserwator zabytków stał na drodze. Dopiero jak wywołało to u mnie wściekłość, nagrałem rolkę do mediów społecznościowych, to nagle wywołało to jakąś reakcję w magistracie gdańskim. Na drugi dzień pojawiły się drzwi tymczasowe, a za kilka tygodni pojawiły się drzwi docelowe. No jednak dało się to zrobić w szybkim czasie, a mieszkańcy przez sześć lat pozostawali bez drzwi, mieli wyższe rachunki za gaz i tak dalej, każdy mógł wejść.
Jak zaznaczył, nie odrzuca samej propozycji rozmowy z przedstawicielami miasta.
– Dlatego takie spotkania mnie nie interesują, ale doceniam to, że dostałem taką ofertę, dlatego zaproponowałem, że przyjdę ze wszystkimi radnymi Dzielnicy Letnica na to spotkanie i wyrażono na to zgodę.
Zdaniem Piaseckiego najważniejszy pozostaje jednak sam fakt niedopuszczenia części mieszkańców do publicznej debaty.
– Skandalem jest to, że nie zostali dopuszczeni wszyscy mieszkańcy do głosu. Istotą samorządu jest to, aby debatować, aby prowadzić dialog, mówić o problemach gminy, bo tych problemów zawsze jest dużo i żeby to wybrzmiało. Dlatego, tak jak widzimy dzisiaj w Gdańsku, demokracja jest dla wybranych, bo nie wszyscy mogą zabrać głosu. Chodzi głównie o to, żeby móc zabrać głos na forum. Istotą demokracji jest dialog, jest debata. Takie spotkania, takie wydarzenia, gdzie można zabrać głos przed opinią publiczną, przed radnymi, przed prezydentami miasta są dla mieszkańców cenne, bo mogą oni mówić o swoich problemach. Może wtedy dadzą do zrozumienia prezydentom, że jest dany problem, o którym wcześniej może nie słyszeli, że trzeba go rozwiązać. Takie przemówienia, które są dozwolone na zasadach ustawy są po prostu potrzebne w samorządzie.
O godzinie 17 mieszkańcy chcą zabrać głos przed Radą Miasta
Organizatorzy zapowiadają, że Wielki Protest Dzielnic rozpocznie się o godzinie 17 przed siedzibą Rady Miasta Gdańska.
– O godzinie 17 rozpoczynamy protest pod hasłem Wielki Protest Dzielnic przeciwko lekceważeniu mieszkańców. Ten protest odbędzie się w tym miejscu pod Radą Miasta. Poza pierwszymi wystąpieniami organizatorów mikrofon będzie do dyspozycji mieszkańców. Każdy chętny mieszkaniec, który przyjdzie tu z problemem, będzie miał możliwość opowiedzenia o nim mediom, innym mieszkańcom i radnym. Protest będzie trwał tak długo, jak będzie to potrzebne – zapowiadał Mateusz Gudaniec.
Jak informują organizatorzy, po zakończeniu wydarzenia mediom mają zostać udostępnione nagrania z kamer, zdjęcia oraz materiały wykonane z drona. Wszystko po to, by udokumentować skalę protestu i problemy, które mieszkańcy chcą przedstawić władzom miasta.
Komentarze (0)