Paweł N., w internecie znany jako Nazar, to 44-letni mieszkaniec Gdyni, który przez wiele miesięcy budował sobie rozpoznawalność patostreamera specjalizującego się w treściach wymierzonych w Ukraińców. Sprawa trafiła przed sąd okręgowy, a nie rejonowy, bo część zarzucanych mu czynów kwalifikuje się z artykułu 119 kodeksu karnego, czyli jako przestępstwa motywowane przynależnością narodową. To już druga próba rozpoczęcia procesu. Pierwsza latem skończyła się, zanim na dobre się zaczęła.
Czternaście zarzutów, jeden wspólny mianownik
Akt oskarżenia, przygotowany przez prokurator Agnieszkę Kotłowską, liczy czternaście czynów, część popełnianych wielokrotnie. Wśród nich: publiczne nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, kierowanie gróźb motywowanych przynależnością narodową, zmuszanie ludzi do usuwania ukraińskich flag z prywatnych domów i budynków urzędowych, zniszczenie flagi obcego państwa wywieszonej zgodnie z decyzją władz, znieważanie, naruszenie nietykalności cielesnej i naruszenie miru domowego. Osobny wątek to zniszczenie zabytku, teatru im. Słowackiego w Krakowie, za co grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
Adwokat, który stracił zaufanie do klienta
Pierwszy termin, 20 lipca, odbył się w największej sali gdańskiego sądu, bo sprawa ściągnęła media. Skończył się, zanim doszło nawet do odczytania zarzutów. Wybrany przez oskarżonego adwokat wypowiedział pełnomocnictwo, tłumacząc to utratą zaufania do klienta. Przewodniczący składu, sędzia Rafał Studzienny, dał Pawłowi N. czternaście dni na znalezienie nowego obrońcy i zastrzegł, że czynności przeprowadzone bez udziału pełnomocnika byłyby nieważne i trzeba by je powtarzać od nowa.
„Broniłem się, byłem sam”
Nowym obrońcą został Marcin Krakowski, a proces faktycznie ruszył 21 września. Nazar odmówił składania wyjaśnień, ale zgodził się odpowiadać na pytania stron i do części zarzutów przyznał się bez wahania. Do pozostałych miał inne wytłumaczenie. Mówił, że reagował na znieważanie polskich flag, na zdradę i na Antifę, wskazując między innymi zdarzenia na Polanie Redłowskiej w Gdyni i przy krakowskim teatrze. Opisując jedną z bijatyk, przekonywał, że tylko się bronił, będąc sam przeciwko innym.
Areszt, z którego wychodził tylko po to, by do niego wrócić
To nie pierwszy raz, kiedy Paweł N. trafia za kraty. Tymczasowo aresztowano go już pod koniec 2025 roku za naruszenie zakazu zbliżania się do jednej z pokrzywdzonych. W grudniu usłyszał kolejne zarzuty: gróźb zniszczenia restauracji z powodu ukraińskiego pochodzenia właściciela oraz zniszczenia zabytkowego gdyńskiego schronu przeciwlotniczego, który pomalował symbolem Polski Walczącej i polską flagą. Pod koniec stycznia, wkrótce po jednym ze zwolnień, wrócił do aresztu po agresji wobec partnerki i policjantów wezwanych na interwencję. Ta sprawa toczy się osobno.
Świadkowie dopiero w październiku
Na razie proces dopiero się rozkręca. Kolejny termin wyznaczono na 12 października, kiedy sąd zacznie przesłuchiwać świadków. Do tego czasu Nazar zostaje tam, gdzie spędził już większość ostatniego roku: w areszcie śledczym, z czternastoma zarzutami i własną wersją wydarzeń, która na razie nie tłumaczy nawet połowy z nich.
Komentarze (0)