Nie garstka, tylko setki
Andrzej Skiba, radny PiS, nie ma wątpliwości, że sprzeciw nie jest wymysłem kilku niezadowolonych sąsiadów. Mówi o dziesiątkach, a może i setkach mieszkańców, którzy chcą czuć się gospodarzami u siebie. Wyspę opisuje jako miejsce do odpoczynku, z pięknym krajobrazem i świetnymi plażami, którego nie zniszczyła jeszcze deweloperka, a jak dodaje, patodeweloperka.
Słowo „patodeweloperka” nie pada tu przypadkiem. Mieszkańcy wyspy nie boją się pojedynczego domu za płotem, tylko precedensu, po którym kolejne działki pójdą tą samą drogą, wspomina radny.
Prezent z kokardą
Radny ocenia jednak nie tylko nastroje, ale i sam dokument.
Ten projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego jest w ich odczuciu złym planem. W moim odczuciu również. Gdybyśmy chcieli to najkrócej ująć, to można powiedzieć, że ten miejscowy plan to jest tak naprawdę prezent dla dewelopera. To jest sytuacja, w której władze miasta rozwijają czerwony dywan i mówią witajcie. Z drugiej strony władze miasta mówią niestety żegnajcie, mówią siedźcie cicho i nic nie róbcie mieszkańcom naszego miasta.
Zdaniem Skiby najlepiej widać to było na posiedzeniu komisji. Według jego relacji tylko jeden radny, Przemysław Majewski z opozycji, zagłosował tak, jak chcieli mieszkańcy.
Zieleń, która przestała być oczywista
Najpoważniejszy zarzut dotyczy terenów zielonych.
Inni radni wybrali niestety interesy dewelopera i to jest zasadniczy problem. Gdybyśmy chcieli wchodzić w szczegóły, moglibyśmy sięgnąć do dokumentacji i pokazać konkretne przykłady, co miało miejsce i na komisji, co miało miejsce ze strony mieszkańców. Przykłady, kiedy to na jednym terenie miała być zieleń, a potem się okazuje, że na wniosek pana, no właśnie, kogo? Na wniosek środowisk deweloperskich, ten teren zielony już nie jest tak oczywisty. Mówiąc najprościej, można odnieść wrażenie, że Wyspa Sobieszewska zmienia swój charakter na wyspę deweloperów i jest to zła zmiana.
To mocne słowa, ale na razie bez nazwisk i numerów działek. Radny sam przyznaje, że konkretne przykłady trzeba by wyciągać z dokumentacji planistycznej.
Urzędnicy liczą w metrach i procentach
Biuro Rozwoju Gdańska opisuje ten sam plan językiem tabel i wskaźników.
Uchwalony na sesji Rady Miasta Gdańska miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego Wyspa Sobieszewska rejon ulic Narcyzowej i Kwiatowej w części północnej umożliwia odwzorowanie ustaleń obowiązujących planów miejscowych. W części południowej plan dopuszcza rozwój usług, w tym zdrowia i opieki z zakresu tzw. srebrnej gospodarki, z bardzo dużym udziałem zieleni, minimum 70% powierzchni biologicznie czynnej, oraz jednorodzinnej zabudowy mieszkaniowej. Wysokość nowej zabudowy nie może przekroczyć 10-11 metrów, tak, jak na terenach sąsiednich.
W wersji miejskiej północ planu niczego nie zmienia, tylko przepisuje stare ustalenia. Nowością jest południe: usługi dla seniorów, domy jednorodzinne i zieleń na co najmniej siedmiu dziesiątych powierzchni. Dziesięć, jedenaście metrów to w praktyce dom z dwiema kondygnacjami i poddaszem, a nie blok. Plan oproacowywany był od ponad 5 lat. W trakcie odbyły się konsultacje społeczne, a na wczorajszej komisji Zagospodarowania Przestrzennego dyskutowana nad planem niemal do 22.
Komentarze (0)