- Kaczątko wpadło do studzienki przy ul. Bosmańskiej
- Strażnicy zastali zdenerwowaną kaczą rodzinę
- Strażnicy nie mogli otworzyć włazu bez specjalistycznego klucza
- Po otwarciu studzienki kaczki już nie było
- Strażnicy asekurowali rodzinę kaczek w drodze do Motławy
- Wiosną podobnych interwencji jest coraz więcej
- Mieszkańcy coraz częściej reagują na los zwierząt w mieście
Spokojny poranek w rejonie Motławy zamienił się w pełną emocji interwencję. Wszystko wydarzyło się w pobliżu Żurawia, gdzie kacza rodzina próbowała dotrzeć nad wodę.
Kaczątko wpadło do studzienki przy ul. Bosmańskiej
Do zdarzenia doszło w piątek, 1 maja, około godziny 8:20. Jeden z mieszkańców zauważył nietypowe zachowanie kaczej rodziny poruszającej się wzdłuż chodnika przy ul. Bosmańskiej w Gdańsku. Dorosła kaczka prowadziła kilka młodych w stronę Motławy, trzymając się blisko ściany budynku. W pewnym momencie jedno z kaczątek nagle zniknęło.
Po chwili z wnętrza studzienki kanalizacyjnej zaczęło dochodzić ciche popiskiwanie. Świadek próbował pomóc zwierzęciu, jednak ciężkiej pokrywy nie dało się otworzyć bez specjalistycznego sprzętu. Mężczyzna zadzwonił więc pod numer 986, prosząc o pilną interwencję. Na miejsce skierowano patrol Referatu Ekologicznego Straży Miejskiej w Gdańsku.
Strażnicy zastali zdenerwowaną kaczą rodzinę
Po przyjeździe funkcjonariusze zobaczyli scenę, która natychmiast zwróciła uwagę przechodniów. Dorosła kaczka nerwowo chodziła wokół studzienki, nie oddalając się od miejsca, w którym zniknęło pisklę. Pozostałe młode trzymały się bardzo blisko matki, momentami zatrzymując się tuż przy włazie.
Cała sytuacja rozgrywała się na miejskim chodniku biegnącym wzdłuż jasnej ściany budynku. Obok znajdowało się wejście do kamienicy, schody oraz metalowa poręcz. Wiosenne słońce oświetlało chodnik, na którym zgromadziła się kacza rodzina. Z kanału cały czas było słychać odgłosy małej kaczki.
Strażnicy nie mogli otworzyć włazu bez specjalistycznego klucza
Funkcjonariusze od razu podjęli próbę ratowania zwierzęcia. Szybko okazało się jednak, że studzienka zabezpieczona jest specjalnym zamknięciem technicznym. Bez odpowiedniego klucza otwarcie włazu było niemożliwe. Strażnicy skontaktowali się ze służbami odpowiedzialnymi za infrastrukturę wodną oraz elementy kanalizacji. Do działań włączono także pracownika Wydziału Inżynierii Ruchu Drogowego, który dysponował sprzętem pozwalającym na bezpieczne podniesienie pokrywy. W tym czasie kacza rodzina nadal pozostawała w pobliżu studzienki. Dorosły ptak co chwilę podchodził do włazu, jakby próbował odnaleźć zaginione młode.
Po otwarciu studzienki kaczki już nie było
Kiedy po dłuższym czasie udało się podnieść pokrywę, funkcjonariusze zajrzeli do środka. Małego pisklęcia jednak tam nie było. Sprawdzono wnętrze studzienki oraz fragment instalacji kanalizacyjnej, ale nie odnaleziono śladów zwierzęcia. Według służb najbardziej prawdopodobne jest, że przestraszone kaczątko instynktownie ruszyło rurą w kierunku Motławy. W rejonie ul. Bosmańskiej część kanalizacji deszczowej prowadzi właśnie w stronę rzeki. Strażnicy przyznają, że małe ptaki w podobnych sytuacjach często przemieszczają się w stronę światła lub odgłosu płynącej wody. Nie udało się ustalić, gdzie dokładnie mogło wydostać się zwierzę.
Strażnicy asekurowali rodzinę kaczek w drodze do Motławy
Po zakończeniu działań służby zajęły się zabezpieczeniem pozostałych ptaków. Kacza rodzina znajdowała się bardzo blisko ruchliwej części miasta i mogła w każdej chwili wejść na jezdnię. Dorosła kaczka ruszyła dalej w stronę Motławy, prowadząc młode przy samej ścianie budynku. Kaczątka poruszały się bardzo blisko siebie, praktycznie nie oddalając się od matki. Strażnicy miejscy asekurowali zwierzęta podczas dalszej drogi. Ostatecznie ptaki bezpiecznie dotarły nad wodę i odpłynęły w kierunku znanym tylko sobie.
Wiosną podobnych interwencji jest coraz więcej
Straż Miejska w Gdańsku zwraca uwagę, że okres wiosenny to czas wzmożonych interwencji dotyczących dzikich zwierząt. Kaczki bardzo często zakładają gniazda w pobliżu budynków, parkingów lub wewnętrznych dziedzińców, a po wykluciu młodych prowadzą je do rzek i kanałów.
Po drodze zwierzęta muszą pokonywać wiele niebezpiecznych miejsc. Największe zagrożenie stanowią:
- studzienki kanalizacyjne
- odpływy deszczowe
- ruchliwe ulice
- wysokie krawężniki
- elementy infrastruktury drogowej
Pod koniec kwietnia patrol ekologiczny uczestniczył w podobnej interwencji przy ul. Porębskiego. Służby podkreślają, że takich zgłoszeń z roku na rok pojawia się coraz więcej.
Mieszkańcy coraz częściej reagują na los zwierząt w mieście
Funkcjonariusze zaznaczają, że szybka reakcja świadków ma ogromne znaczenie. W przypadku ul. Bosmańskiej to właśnie telefon przypadkowego mieszkańca pozwolił na natychmiastowe wysłanie patrolu ekologicznego.
Służby przypominają również, aby nie próbować samodzielnie otwierać studzienek ani schodzić do kanałów. Takie działania mogą być niebezpieczne i wymagają odpowiedniego sprzętu.
W przypadku zauważenia rannego, zagubionego lub uwięzionego zwierzęcia najlepiej skontaktować się ze Strażą Miejską lub odpowiednimi służbami miejskimi.
Komentarze (0)