Co proponuje rząd i dlaczego wybuchł spór?
Obecna propozycja rządu opiera się na tzw. rządowej autopoprawce, która zdaniem wielu uczestników debaty wciąż zawiera krytyczne wady. Do najważniejszych założeń rządowego projektu należą:
- Mechanizm sprzeciwu zamiast zgody: W przeciwieństwie do tradycyjnych działalności (np. sprzedaży alkoholu), najem krótkoterminowy ma być dozwolony domyślnie, dopóki wspólnota lub spółdzielnia nie zgłosi formalnego sprzeciwu. W przypadku spółdzielni zgłoszenie sprzeciwu wymagałoby zebrania ponad 50% głosów wszystkich uprawnionych członków
- Długi okres przejściowy: Po zgłoszeniu sprzeciwu właściciel ma aż 6 miesięcy na zakończenie działalności.
- Opóźnione wejście w życie: Rząd proponuje termin 1 stycznia 2028 roku
- Cofnięcie licencji po 3 incydentach: Wykreślenie z rejestru miałoby nastąpić po trzech udokumentowanych naruszeniach w ciągu 6 miesięcy
„Wariant atomowy” minister Pełczyńskiej-Nałęcz
Niezwykle wyrazistą postawę podczas konsultacji zaprezentowała minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Nie gryząc się w język, nazwała pierwotny projekt rządu sprzed półtora miesiąca „najgorszą ustawą, jaka wyszła z tego rządu”. Aby zapobiec katastrofie, minister zastosowała wobec własnego rządu „wariant atomowy” i złożyła zdanie odrębne
Zrobiliśmy to po to, żeby zapobiec katastrofie. [...] To nie jest jakiś tam najem krótkoterminowy. To jest model rozwoju polskich miast. [...] Nie może być tak, że korzyści z jednego mieszkania, cenę za ten biznes płaci cały dom, cała wspólnota i cała spółdzielnia
Minister Pełczyńska-Nałęcz podkreśliła, że obecny projekt z autopoprawką jest znacznie lepszy, ale wciąż wymaga głębokich zmian. Zapowiedziała, że Polska 2050 zgłosi w Sejmie trzy kluczowe poprawki: zrównanie praw spółdzielni i wspólnot (likwidacja wymogu 50% głosów wszystkich uprawnionych), skrócenie vacatio legis dla stref wolnych od Airbnb oraz doprecyzowanie procedury rejestracji uciążliwych incydentów.
Głos Gdańska: „Te przepisy będą martwe”
To właśnie aktywiści z Gdańska najpełniej zobrazowali, dlaczego rządowe propozycje w obecnym kształcie nie zadziałają w praktyce. Artur Szostak z Gdańska poddał druzgocącej krytyce procedurę trzech naruszeń w ciągu sześciu miesięcy, wskazując na bezradność służb mundurowych:
Mam wrażenie, że część tych przepisów może jednak okazać się martwa, nieskuteczna. [...] Naruszeniem będzie wezwanie policji, interwencja policji. Czy to już jest naruszenie? No czy to jest czy czy będzie konieczne wystawienie mandatu [...] Co ze strażą miejską? Czy ona także będzie uprawnionana do tego, żeby nie wiem zakwalifikować to w cudzysłowie naruszenie?
Szostak dodał, że w gdańskiej praktyce policja przyjeżdża na interwencję po dwóch, trzech godzinach. Jeśli uciążliwy turysta nie zostanie ukarany mandatem, zgłoszenie rozejdzie się po kościach, a przepis o cofnięciu licencji pozostanie fikcją. Wskazał też na dramat mieszkańców Śródmieścia Gdańska, gdzie kolejne mieszkania są masowo wykupywane przez przedsiębiorców:
Te przepisy [...] nie obronią ich przed sytuacją, gdzie oni zostają jedynym mieszkaniem albo jedynym jednym z dwóch mieszkańców, którzy stoją naprzeciwko zarządowi powołanemu przez ludzi wynajmujących mieszkania i oni po prostu udzielą sobie tej zgody.
Z kolei Paweł Zarzycki ze Stowarzyszenia „Kocham Gdańsk” zakwestionował rządowy pomysł, by strefy wolne od najmu mogły być wprowadzane przez radę gminy wyłącznie na wniosek wójta, burmistrza lub prezydenta. Zdaniem Zarzyckiego, rodzi to ryzyko paraliżu decyzyjnego wywołanego lobbingiem biznesowym:
Czemu Rada Miasta nie może takiej uchwały wprowadzić? A może nawet dajmy jakąś szansę mieszkańcom, żeby żeby na to naciskali także na tej stopie formalnej.
Zarzycki zaproponował również, by dane kontaktowe właściciela oraz numer ID obiektu były obowiązkowo wywieszone na klatce schodowej, tak aby mieszkańcy mogli realnie zgłaszać uciążliwe incydenty.
Ku sprawiedliwej rewitalizacji
Sprawa regulacji najmu krótkoterminowego to walka o to, by historyczne centra nie zamieniły się w „zombie-przestrzenie”. Minister Pełczyńska-Nałęcz zadeklarowała, że mieszkalnictwo będzie jednym z priorytetów nowego unijnego budżetu, a środki na rewitalizację muszą służyć ludziom, a nie biznesowi, który „potem ludziom zostanie ukradziony” Choć droga do uchwalenia prawa jest jeszcze daleka, to determinacja miejskich społeczników daje nadzieję na ukrócenie bezkarnej samowoli „patonajmu” w polskich miastach.
Komentarze (0)