Zmiany, zmiany i zmiany...
Przed meczem wiedzieliśmy, że na 100% zabraknie Aureliena Nguaimby. Pomocnik został zawieszony przez Komisję Ligi na dwa najbliższe spotkania po bezpośredniej czerwonej kartce zdobytej podczas rywalizacji z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza (0:2). Sankcja oznacza również, że trener Szwarga nie będzie mógł skorzystać z jego usług już do końca roku.W jego miejsce wszedł Alassane Sidibe, ale to nie była jedyna zmiana w składzie względem poprzedniej kolejki - szansę dostali również Dominik Zator (za Kike Hermoso), Tornike Gaprindaszwili (za Dawida Kocyłę) oraz Nazarij Rusyn (za Patryka Szysza).
Wbrew pozorom nie zmieniło się ustawienie drużyny - nadal szkoleniowiec żółto-niebieskich stawia na formację 1-3-4-3.
Maszyna Papszuna niezniszczalna
O tym, że łatwo z Rakowem (mimo złej otoczki wokół klubu spowodowanej aferą z Markiem Papszunem) nie będzie gdynianie przekonali się na początku spotkania. Już w 3.minucie mogło być 1:0, ale Brunes nie wykorzystał sytuacji "sam na sam" z Węglarzem - bramkarz końcówkami palców obronił uderzenie napastnika. Inna sprawa, że nawet gdyby piłka wpadła do siatki, gol nie zostałby uznany, ponieważ chwilę później arbiter liniowy odgwizgdał pozycję spaloną.W 10.minucie Medaliki potwierdzili dominację na placu gry, obejmując prowadzenie za sprawą Diaby-Fadigy. Dużo szczęścia miał w tej akcji napastnik - najpierw futbolówka wpadła pod jego nogi po złym wybiciu Michała Marcjanika, a następnie oddał słaby strzał w środek bramki z okolic "16", tyle że niespodziewanie piłka prześlizgnęła się przez Węglarza i wtoczyła się do bramki.
Goście nadal nie ustępowali w działaniach ofensywnych - w 16.minucie Amorim złamał akcję do środka i gdyby piłka leciała nieco niżej, padłaby bramka tzw. stadiony świata, a tak zatrzymała się ona na poprzeczce. Huk z obramowania słychać było aż w Gdańsku.
Arkowcy w pierwszej części poważnie zagrozili częstochowianom właściwie raz - w 28.minucie Sebastian Kerk o mały włos nie wpisał się na listę strzelców bezpośrednio z rzutu rożnego. Niemiec bardzo mocno dośrodkował piłkę z narożnika w kierunku pola bramkowego i Zych musiał się nieco nagimnastykować, aby wybić piłkę.
Żółto-niebiescy nie ułatwiali sobie życia w niedzielnie popołudnie - w 40.minucie czerwoną kartkę zdobył Dominik Zator. Defensor zaatakował dwóch graczy Rakowa jednocześnie - Makucha oraz Amorima. Bardziej starcie odczuł ten drugi, który przez kilkadziesiąt sekund zwijał się bólu po ataku wyprostowaną nogą w okolice łydki i za ten atak właśnie zawodnik gospodarzy wyleciał z boiska.
Pod koniec pierwszej części gdynianie kompletnie się posypali - w 45.minucie bezpośrednią bramkę z rzutu wolnego zdobył Ameyaw. Polski pomocnik popisał się mierzonym uderzeniem z bocznej strefy boiska, który poleciał "za kołnierz" Węglarza.
Na tym nie skończyły się popisy strzeleckie Rakowa przed zejściem do szatni - chwilę później Brunes wykorzystał podanie ze skrzydła od Ameyawa i celnym strzałem w krótki róg trzeci raz wprawił w ekstazę kibiców przyjezdnych (warto dodać, że oprócz fanów Rakowa na trybunie gości zasiedli także sympatycy... Lechii).
Piękny gol na otarcie łez
Kuzyn Erlinga Haalanda dublet ustrzelił w 56.minucie. Zaczęło się od dośrodkowania Ameyawa z rzutu rożnego, które dotarło do Kostantopoulosa. Grek przedłużył zagranie pomocnika w stronę Makucha, a ten zaś wygrał pojednynek powietrzny z Węglarzem i wystawił futbolówkę Brunesowi. Napastnik dopełnił formalności strzałem z bliskiej odległości.Potem tempo spotkania znacznie spadło. Co zresztą nie mogło dziwić - trudno, żeby Raków grał na takiej samej intensywności jak w pierwszej części, mając jeszcze w nogach czwartkowy mecz w fazie ligowej UEFA Conference League przeciwko Rapidowi Wiedeń.
Wykorzystali to Arkowcy w 71.minucie, zdobywając honorowe trafienie - Marc Navarro popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego, który przypominał gol zdobyty przez Ameyawa na 2:0 - Hiszpan pokręcił futbolówkę z lewej strony boiska i zmieścił ją w same "okienko" bramki Zycha. Golkiper deliktanie dotknął piłkę, ale nie zdołał jej zbić do boku.
Rozmiary porażki mogły być mniejsze, ale Percan nie wykorzystał dogrania Jakubczyka na 5.metr w 86.minucie.
Pierwszy raz w tym sezonie ekipa Szwagi nie zdobyła co najmniej jednego punktu na własnym terenie i pierwszy raz od 20 spotkań ligowych (licząc również mecze na zapleczu elity w kampanii 2024/2025) ponieśli porażkę przy ul. Olimpijskiej.
Arka Gdynia - Raków Częstochowa 1:4 (0:3)
Bramki: Navarro (71') - Diaby-Fadiga (10'), Ameyaw (45'), Brunes (45+'), (56')
Komentarze (0)