Totalna miazga w meczu Arki. Koniec długiej serii

Opublikowano:
Autor:

Totalna miazga w meczu Arki. Koniec długiej serii - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
SportArka Gdynia przegrała z Rakowem Częstochowa 1:4 w meczu 17.kolejki Ekstraklasy. Dla ekipy Dawida Szwargi była to pierwsza ligowa porażka u siebie w tym sezonie i pierwsza od 20 spotkań przegrana we wszystkich rozgrywkach ligowych na własnym terenie.
reklama

Zmiany, zmiany i zmiany...

Przed meczem wiedzieliśmy, że na 100% zabraknie Aureliena Nguaimby. Pomocnik został zawieszony przez Komisję Ligi na dwa najbliższe spotkania po bezpośredniej czerwonej kartce zdobytej podczas rywalizacji z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza (0:2). Sankcja oznacza również, że trener Szwarga nie będzie mógł skorzystać z jego usług już do końca roku.

W jego miejsce wszedł Alassane Sidibe, ale to nie była jedyna zmiana w składzie względem poprzedniej kolejki - szansę dostali również Dominik Zator (za Kike Hermoso), Tornike Gaprindaszwili (za Dawida Kocyłę) oraz Nazarij Rusyn (za Patryka Szysza).

Wbrew pozorom nie zmieniło się ustawienie drużyny - nadal szkoleniowiec żółto-niebieskich stawia na formację 1-3-4-3. 

reklama

Maszyna Papszuna niezniszczalna

O tym, że łatwo z Rakowem (mimo złej otoczki wokół klubu spowodowanej aferą z Markiem Papszunem) nie będzie gdynianie przekonali się na początku spotkania. Już w 3.minucie mogło być 1:0, ale Brunes nie wykorzystał sytuacji "sam na sam" z Węglarzem - bramkarz końcówkami palców obronił uderzenie napastnika. Inna sprawa, że nawet gdyby piłka wpadła do siatki, gol nie zostałby uznany, ponieważ chwilę później arbiter liniowy odgwizgdał pozycję spaloną.

W 10.minucie Medaliki potwierdzili dominację na placu gry, obejmując prowadzenie za sprawą Diaby-Fadigy. Dużo szczęścia miał w tej akcji napastnik -  najpierw futbolówka wpadła pod jego nogi po złym wybiciu Michała Marcjanika, a następnie oddał słaby strzał w środek bramki z okolic "16", tyle że niespodziewanie piłka prześlizgnęła się przez Węglarza i wtoczyła się do bramki.

reklama

Goście nadal nie ustępowali w działaniach ofensywnych - w 16.minucie Amorim złamał akcję do środka i gdyby piłka leciała nieco niżej, padłaby bramka tzw. stadiony świata, a tak zatrzymała się ona na poprzeczce. Huk z obramowania słychać było aż w Gdańsku. 

Arkowcy w pierwszej części poważnie zagrozili częstochowianom właściwie raz - w 28.minucie Sebastian Kerk o mały włos nie wpisał się na listę strzelców bezpośrednio z rzutu rożnego. Niemiec bardzo mocno dośrodkował piłkę z narożnika w kierunku pola bramkowego i Zych musiał się nieco nagimnastykować, aby wybić piłkę.

Żółto-niebiescy nie ułatwiali sobie życia w niedzielnie popołudnie - w 40.minucie czerwoną kartkę zdobył Dominik Zator. Defensor zaatakował dwóch graczy Rakowa jednocześnie - Makucha oraz Amorima. Bardziej starcie odczuł ten drugi, który przez kilkadziesiąt sekund zwijał się bólu po ataku wyprostowaną nogą w okolice łydki i za ten atak właśnie zawodnik gospodarzy wyleciał z boiska.

reklama

Pod koniec pierwszej części gdynianie kompletnie się posypali - w 45.minucie bezpośrednią bramkę z rzutu wolnego zdobył Ameyaw. Polski pomocnik popisał się mierzonym uderzeniem z bocznej strefy boiska, który poleciał "za kołnierz" Węglarza. 

Na tym nie skończyły się popisy strzeleckie Rakowa przed zejściem do szatni - chwilę później Brunes wykorzystał podanie ze skrzydła od Ameyawa i celnym strzałem w krótki róg trzeci raz wprawił w ekstazę kibiców przyjezdnych (warto dodać, że oprócz fanów Rakowa na trybunie gości zasiedli także sympatycy... Lechii). 

Piękny gol na otarcie łez 

Kuzyn Erlinga Haalanda dublet ustrzelił w 56.minucie. Zaczęło się od dośrodkowania Ameyawa z rzutu rożnego, które dotarło do Kostantopoulosa. Grek przedłużył zagranie pomocnika w stronę Makucha, a ten zaś wygrał pojednynek powietrzny z Węglarzem i wystawił futbolówkę Brunesowi. Napastnik dopełnił formalności strzałem z bliskiej odległości.

reklama

Potem tempo spotkania znacznie spadło. Co zresztą nie mogło dziwić - trudno, żeby Raków grał na takiej samej intensywności jak w pierwszej części, mając jeszcze w nogach czwartkowy mecz w fazie ligowej UEFA Conference League przeciwko Rapidowi Wiedeń.

Wykorzystali to Arkowcy w 71.minucie, zdobywając honorowe trafienie - Marc Navarro popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego, który przypominał gol zdobyty przez Ameyawa na 2:0 - Hiszpan pokręcił futbolówkę z lewej strony boiska i zmieścił ją w same "okienko" bramki Zycha. Golkiper deliktanie dotknął piłkę, ale nie zdołał jej zbić do boku.

Rozmiary porażki mogły być mniejsze, ale Percan nie wykorzystał dogrania Jakubczyka na 5.metr w 86.minucie. 

Pierwszy raz w tym sezonie ekipa Szwagi nie zdobyła co najmniej jednego punktu na własnym terenie i pierwszy raz od 20 spotkań ligowych (licząc również mecze na zapleczu elity w kampanii 2024/2025) ponieśli porażkę przy ul. Olimpijskiej. 

Arka Gdynia - Raków Częstochowa 1:4 (0:3)

Bramki: Navarro (71') - Diaby-Fadiga (10'), Ameyaw (45'), Brunes (45+'), (56')

 

 

 

 

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo