Mecz Lechii Gdańsk z Piastem Gliwice poprzedziła minuta ciszy, którą uczczono pamięć brata Rifeta Kapicia, kapitana Lechii.
Spotkanie poprowadził sędzia Paweł Raczkowski.
Lechia Gdańsk miała w meczu z Piastem Gliwice wszystko, by sięgnąć po trzy punkty. Przez większość spotkania kontrolowała grę, grała w przewadze jednego zawodnika, a mimo to zakończyło się tylko remisem 1:1.
To kolejny mecz, po którym w Gdańsku pozostaje uczucie niedosytu.
Kluczowy moment pierwszej połowy nastąpił w 24. minucie meczu, kiedy Twumasi nieprzepisowo zatrzymał Żelizkę. Sędzia początkowo ukarał go żółtą kartką, jednak po analizie VAR zmienił decyzję i wyrzucił zawodnika z boiska.
Od tego momentu goście grali w osłabieniu, a Lechia przejęła pełną kontrolę nad spotkaniem.
Po przerwie gospodarze dopięli swego. W 63. minucie świetnym strzałem z dystansu popisał się Iwan Żelizko i Lechia objęła prowadzenie 1:0.
W tym momencie wszystko wskazywało na to, że Gdańszczanie spokojnie dowiozą zwycięstwo.
Po zdobyciu bramki Lechia nie poszła za ciosem. Zamiast zamknąć mecz, cofnęła się i oddała inicjatywę Piastowi, który mimo gry w dziesiątkę szukał swojej szansy.
W 85. minucie sędzia po kolejnej analizie VAR podyktował rzut karny dla Piasta. Do piłki podszedł Patryk Dziczek i pewnym strzałem doprowadził do wyrównania.
1:1 - i mimo prób Lechii w końcówce wynik już się nie zmienił.
Ten mecz to kolejny przykład, że Lechia potrafi dobrze grać, ale ma problem z domykaniem spotkań. Grając ponad godzinę w przewadze, powinna taki mecz wygrać bez większych problemów.
Zamiast tego zostaje frustracja i poczucie, że uciekły kolejne dwa punkty.
Jeśli Lechia chce realnie myśleć o górnej części tabeli, musi nauczyć się jednego – wykorzystywania takich sytuacji. Bo w Ekstraklasie dominacja nie wystarcza, jeśli nie idą za nią bramki i zwycięstwa.
Komentarze (0)