Miał być kolejny krok w stronę stabilizacji, a wyszła bolesna lekcja ofensywnej niemocy. Lechia Gdańsk przegrała na wyjeździe z Wisła Płock 0:1, a piątkowe spotkanie pokazało jedno - sama przewaga w posiadaniu piłki nie wygrywa meczów.
Od pierwszych minut gospodarze jasno pokazali swój plan: szczelna defensywa, kompaktowe ustawienie i cierpliwe czekanie na błąd rywala. Lechia długo utrzymywała się przy piłce, ale były to akcje jałowe - bez tempa, bez zaskoczenia i przede wszystkim bez konkretów pod bramką.
Statystyki tylko potwierdzają ten obraz. Gdańszczanie mieli wyraźną przewagę w posiadaniu, jednak przełożyło się to na zaledwie pojedyncze groźne sytuacje strzeleckie.
Na pierwszą bramkę w tym meczu trzeba było czekać aż do 30. minuty. Wówczas po zamieszaniu przed polem karnym odbitą piłkę przejął Kyriakis Savvidis. Grecki pomocnik dynamicznie ruszył w kierunku bramki, wpadł w pole karne, ograł kilku defensorów Lechii i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza, otwierając wynik spotkania na 1:0.
Kluczowy moment meczu przyszedł w końcówce. To wtedy piłkę meczową miał Tomasz Neugebauer - młody pomocnik, który pojawił się na boisku w drugiej połowie.
Sytuacja była idealna: przestrzeń, czas na decyzję i realna szansa na wyrównanie. Jednak zamiast radości był tylko zawód - strzał nie znalazł drogi do siatki. To właśnie ta akcja najlepiej podsumowała ofensywę Lechii w tym spotkaniu: niby blisko, ale jednak nieskutecznie.
Następny mecz Lechiści rozegrają u siebie z Piastem Gliwice, 20 kwietnia.
Komentarze (0)