Rozwój Starlinku przez lata był opisywany głównie przez pryzmat kolejnych startów rakiet i rosnącej liczby urządzeń na niskiej orbicie okołoziemskiej. Teraz coraz wyraźniej widać drugą stronę tego procesu. Satelity nie pozostają w kosmosie bezterminowo, a ich masowa wymiana zaczyna mieć coraz większe znaczenie dla całego systemu.
Z raportu SpaceX przekazanego Federalnej Komisji Łączności wynika, że od grudnia 2025 r. do maja 2026 r. firma usunęła z orbity 260 satelitów Starlink. Wszystkie zostały sprowadzone w sposób kontrolowany do atmosfery, gdzie uległy zniszczeniu.
Jednocześnie kolejne 349 urządzeń zostało już wyłączonych z eksploatacji. Oznacza to, że również one mają zakończyć pracę i zostać usunięte w następnych miesiącach.
W praktyce mowa więc o ponad 600 satelitach, które w krótkim czasie zakończyły lub kończą swoją służbę. Tylko w przypadku zakończonych deorbitacji średnia wyniosła ponad 43 urządzenia miesięcznie.
Pierwsza generacja satelitów znika z orbity
Największą grupę wśród 260 usuniętych urządzeń stanowiły satelity pierwszej generacji. Było ich 176. Pozostałe 84 jednostki należały już do drugiej generacji systemu.
Różnica pomiędzy poszczególnymi seriami jest znacząca także pod względem masy. Starsze satelity ważyły w przybliżeniu od 260 do 295 kg. W przypadku urządzeń drugiej generacji masa może wynosić od około 800 do nawet 1250 kg.
Odzyskiwanie takich konstrukcji po zakończeniu ich pracy byłoby technicznie skomplikowane i bardzo kosztowne. Dlatego SpaceX od początku zakładał, że satelity będą stopniowo opuszczać orbitę i spalać się podczas wejścia w atmosferę.
Model ten nie jest wyjątkiem w branży kosmicznej, ale skala Starlinku powoduje, że proces zyskuje zupełnie nowy wymiar. Firma zarządza największą konstelacją satelitarną w historii.
Ponad 10 tys. aktywnych urządzeń na niskiej orbicie
Liczba usuwanych satelitów może robić wrażenie, ale nie prowadzi do zmniejszenia całej sieci. SpaceX nadal wynosi na orbitę nowe urządzenia w tempie większym niż liczba jednostek wycofywanych.
W 2026 r. liczba aktywnych satelitów Starlink przekroczyła 10 tys. System jest rozwijany nie tylko z myślą o tradycyjnym dostępie do internetu satelitarnego.
Jednym z najważniejszych nowych kierunków jest usługa Direct to Cell. Jej celem jest zapewnienie łączności bezpośrednio pomiędzy satelitą a zwykłym telefonem komórkowym, bez konieczności korzystania z dodatkowego terminala satelitarnego.
Pierwsza generacja tej części konstelacji liczy już ponad 650 urządzeń. Rozwój kolejnych usług oznacza dalsze zwiększanie liczby startów, a w dłuższej perspektywie także większą liczbę satelitów wycofywanych z użytku.
Satelity Starlink mają ograniczony czas pracy
Projektowany czas działania jednego satelity Starlink wynosi około pięciu lat. Po tym okresie urządzenie ma zostać usunięte z orbity.
W praktyce długość eksploatacji może się różnić. Część satelitów jest wycofywana wcześniej z powodu problemów technicznych, pogorszenia parametrów albo decyzji o szybszej wymianie danej serii.
SpaceX informował wcześniej, że część pierwszej generacji satelitów została przeznaczona do wcześniejszej deorbitacji po wykryciu wspólnego problemu technicznego w niewielkiej grupie urządzeń. Firma uznała, że pozostawienie ich na orbicie przez pełny zakładany okres mogłoby zwiększać ryzyko późniejszych awarii.
Dla porównania od grudnia 2024 r. do maja 2025 r. z orbity usunięto 472 satelity. Pokazuje to, że obecne 260 deorbitacji nie jest przypadkowym skokiem, lecz elementem szerszego procesu wymiany całej floty.
Kontrolowana deorbitacja zamiast kosmicznych śmieci
Podstawowym argumentem przemawiającym za szybkim usuwaniem niepotrzebnych satelitów jest bezpieczeństwo na orbicie.
Sprawne urządzenie może wykonywać manewry i reagować na ostrzeżenia o możliwości zbliżenia do innego obiektu. Martwy satelita staje się znacznie większym problemem, ponieważ nie można zmienić jego trajektorii.
Dlatego SpaceX wykorzystuje napęd urządzenia do stopniowego obniżania wysokości lotu. Ostatnim etapem jest wejście w atmosferę.
Firma utrzymuje, że satelity Starlink są projektowane tak, aby całkowicie ulegały zniszczeniu przed dotarciem do powierzchni Ziemi. Według SpaceX po przeprowadzonych dotychczas deorbitacjach nie odnotowano przypadków odnalezienia szczątków urządzeń.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa orbitalnego kontrolowane usuwanie satelitów ogranicza ryzyko powstawania dodatkowych kosmicznych śmieci. Problem polega jednak na tym, że zjawisko, które dotychczas miało charakter sporadyczny, przy wielkich konstelacjach staje się regularne.
Spalanie satelitów rodzi pytania o skład atmosfery
Coraz częstsze wejścia satelitów w atmosferę przyciągają uwagę naukowców. Najważniejsze pytanie dotyczy tego, co dzieje się z materiałami, z których zbudowane są urządzenia.
Podczas gwałtownego nagrzewania konstrukcji powstają między innymi tlenki metali oraz bardzo drobne cząstki. Część z nich może pozostawać w wysokich warstwach atmosfery przez dłuższy czas.
W badaniu opublikowanym w „Geophysical Research Letters” naukowcy oszacowali, że spalenie satelity o masie około 250 kg może prowadzić do powstania około 30 kg nanocząstek tlenku glinu.
Według tych wyliczeń satelity, które weszły w atmosferę w 2022 r., mogły wytworzyć około 17 ton tlenków glinu. Przy pełnym rozwoju planowanych wielkich konstelacji roczna ilość takich substancji mogłaby wzrosnąć do około 360 ton.
Badacze nie twierdzą, że skutki masowych deorbitacji są już w pełni poznane. Problem polega właśnie na tym, że tak duża skala działalności jest nowa, a dokładne konsekwencje chemiczne wymagają dalszych pomiarów.
Naukowcy wykrywają ślady po spalaniu obiektów kosmicznych
Kolejne badania potwierdzają, że materiały pochodzące z wejść obiektów kosmicznych można identyfikować w atmosferze.
W pracy opublikowanej w 2026 r. w „Communications Earth & Environment” opisano pomiar litu pochodzącego z obiektu, który wszedł w atmosferę. Zdaniem naukowców podobne obserwacje powinny być prowadzone na większą skalę.
Rosnąca liczba deorbitacji powoduje, że badacze chcą dokładniejszych systemów monitorowania. Chodzi nie tylko o policzenie liczby spalonych satelitów, ale także o ustalenie składu chemicznego pozostałości i czasu ich utrzymywania się w atmosferze.
W przyszłości może to stać się jednym z najważniejszych środowiskowych aspektów rozwoju wielkich konstelacji satelitarnych.
Amerykańskie przepisy a rozwój wielkich konstelacji
Równolegle trwa dyskusja o tym, czy obecne regulacje nadążają za zmianami w sektorze kosmicznym.
Federalna Komisja Łączności zaproponowała zmiany dotyczące stosowania przepisów środowiskowych do operacji prowadzonych w przestrzeni kosmicznej. Jednym z rozważanych rozwiązań jest ograniczenie części obowiązków wynikających z National Environmental Policy Act.
Propozycja spotkała się z krytyką części środowiska naukowego. American Astronomical Society zwraca uwagę, że konsekwencje działalności satelitarnej nie ograniczają się wyłącznie do samej orbity.
Organizacja wskazuje między innymi na wpływ wielkich konstelacji na obserwacje astronomiczne, warunki w atmosferze i procesy związane z powrotem urządzeń na Ziemię.
Także Government Accountability Office wcześniej sugerował, że zasady oceny skutków środowiskowych działalności kosmicznej wymagają ponownej analizy. Obecne regulacje powstawały bowiem w okresie, gdy nikt nie zakładał, że jeden operator będzie zarządzał ponad 10 tys. aktywnych satelitów.
Dziś wymiana setek urządzeń w ciągu pół roku jest już elementem codziennego funkcjonowania największej konstelacji satelitarnej świata.
Komentarze (0)