"Lada dzień"
W piątek Joński odpowiadał na pytanie, kiedy Polacy doczekają się Trybunału, który działa i jest uznawany. Nie miał wątpliwości ani co do winnego, ani co do terminu.
Święczkowski tam jest, łamie prawo, nie dopuszczając innych sędziów i to bezprawie musi się zakończyć. Przed Święczkowskim zbierają się ogromne czarne chmury. Nie tylko to, że prokuratura chce mu postawić zarzuty dotyczące inwigilacji Pegasusa, ale również te dotyczące łamania prawa w Trybunale Konstytucyjnym. Więc lada dzień ten budynek zostanie uwolniony od polityki i lada dzień wrócą tam sędziowie, a nie politycy, którzy z butami weszli, zapowiedział Dariusz Joński, europoseł KO
Dopytywany, jak konkretnie miałoby do tego dojść, odesłał do samych sędziów i przywołał jednego z nich, Macieja Berka. Według Jońskiego Berek prosił, żeby nie łapać go za słowo co do tego, ile czasu jest potrzebne.
Jestem przekonany, że sędziowie wiedzą jak to zrobić i po to tam są, żeby to zrobić. Zresztą powiedzieli, żeby dać im jeszcze chwilę czasu, dodał Dariusz Joński
Sędzia, który prosił o czas
Maciej Berek do września był ministrem w rządzie Donalda Tuska. Sejm wybrał go do Trybunału 4 września. Ślubowanie złożył w Sejmie, przed marszałkiem i notariuszem, bez udziału prezydenta. Prezes Bogdan Święczkowski nie dopuścił go do orzekania, tak samo jak sędziów wybranych w marcu. Prezydent Karol Nawrocki oświadczył, że Berek nie jest sędzią Trybunału.
Joński sięga po mocne słowa o całym sporze. Jego zdaniem zaczął się w 2015 roku od Jarosława Kaczyńskiego.
Ten ponury serial dotyczący Trybunału rozpoczął się w 2015 roku, kiedy Kaczyński wygrał wybory. To był jego pierwszy pomysł, skok na Trybunał Konstytucyjny, komentuje Dariusz Joński
Chmury, które już raz się rozwiały
Jedna z chmur, o których mówi europoseł, ma konkretny kształt. We wrześniu 2025 roku prokuratura ogłosiła, że chce postawić Święczkowskiemu zarzuty przekroczenia uprawnień i ujawnienia informacji uzyskanych w związku z pracą. Chodzi o czasy, gdy był Prokuratorem Krajowym: według prokuratury zażądał akt śledztwa dotyczącego Romana Giertycha i polecił skopiować oraz przeanalizować nagrania z inwigilacji Pegasusem.
Do tego potrzebna była zgoda sędziów Trybunału na uchylenie immunitetu. W październiku 2025 roku Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK się na to nie zgodziło. Prokuratura Krajowa uważa, że ta uchwała nie wywołuje skutków prawnych, bo w głosowaniu brały udział osoby, których wybór kwestionuje. Święczkowski zarzutom zaprzecza i uznał wniosek za polityczny. Zarzutów nie postawiono, a prezesowi przysługuje domniemanie niewinności.
O drugiej sprawie, czyli zarzutach za działania w samym Trybunale, nie znaleźliśmy oficjalnej informacji. To na razie słowa europosła.
Recepta, która zależy od 2 osób
Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, pytany tego samego dnia o stabilizację w Trybunale, przedstawił prostą receptę: wystarczy, że prezydent odbierze ślubowania, a prezes zwoła zgromadzenie sędziów i dopuści do orzekania osoby wybrane przez Sejm.
Z dnia na dzień mamy sytuację w Trybunale klarowną, mówi Arkadiusz Myrcha, wiceminister sprawiedliwości
Myrcha powołał się przy tym na orzecznictwo Trybunału z końca 2015 roku. W wyroku z 3 grudnia 2015 roku Trybunał stwierdził, że prezydent ma obowiązek niezwłocznie odebrać ślubowanie od sędziego wybranego przez Sejm. Ówczesny prezydent Andrzej Duda nie odebrał go wtedy od 3 sędziów wybranych jeszcze przez Sejm poprzedniej kadencji, choć ich wybór Trybunał uznał za zgodny z konstytucją. Od tamtej pory w sporze zmieniło się niemal wszystko poza jednym: klucz do Trybunału znów mają prezydent i prezes, a żaden z nich nie zapowiada, że go użyje.
Co na to PiS?
Politycy PiS widzą te same wydarzenia zupełnie inaczej. Jak informowało RMF FM, po ślubowaniu Berka w Sejmie posłowie tej partii, m.in. Mariusz Błaszczak i Michał Wójcik, zapowiedzieli zawiadomienie do prokuratury w sprawie marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego i samego Berka. Ich zdaniem ślubowanie złożone bez prezydenta nie ma mocy prawnej. Wójcik powołuje się na przepis o wywieraniu wpływu na konstytucyjny organ państwa przemocą lub groźbą bezprawną, a Błaszczak nazywa te wydarzenia zamachem stanu. Zawiadomienie nie oznacza, że ktokolwiek usłyszał zarzuty.
Tego samego określenia użył w środę przed gmachem Trybunału Jarosław Kaczyński. Według relacji portalu Goniec zapowiedział, że odpowiedzialni za działania wobec Trybunału poniosą konsekwencje karne. Na sobotę na godz. 14 PiS zwołał przed Trybunałem manifestację w jego obronie.
Komentarze (0)