Zimowa sceneria na Wyspie Sobieszewskiej przyciąga wzrok, ale za spokojem rzeki kryje się gotowość służb wodnych. Gdańskie lodołamacze są na postoju, ale w każdej chwili mogą ruszyć z powrotem do akcji.
Flotylla w porcie i zimowy krajobraz Wyspy Sobieszewskiej
Na brzegu dolnej śluzy w Przegalinie cumuje kolorowa flotylla lodołamaczy. Widok jest naprawdę malowniczy: rzeka skuta lodem, śnieżne brzegi i jednostki o wdzięcznych nazwach, jak Żbik, Puma, Tygrys czy Rekin. Dla spacerowiczów i fotografów to świetny moment na zdjęcia, ale to też przypomnienie, że to nie jest zwykły zimowy krajobraz. To znak, że służby wodne są w gotowości, bo nadchodzi czas, kiedy wszystko może się szybko zmienić.
Dlaczego lodołamacze wróciły do bazy?
Po kilkudniowej akcji na dolnej Wiśle, podczas której udało się udrożnić rynnę w lodzie przy ujściu, wszystkie dziewięć jednostek wróciło do bazy w Przegalinie. To był ważny etap, bo rzeka została ponownie przepływna w miejscu, gdzie wcześniej zatrzymywała się kra.
Jednak bardzo niskie temperatury sprawiły, że dalsze kruszenie lodu nie miało sensu. Pokruszony lód szybko scala się z powrotem i rynna znów się zamyka. W takich warunkach lodołamacze mogą jedynie kruszyć i obserwować, ale efekt jest krótkotrwały. Dlatego jednostki obecnie czekają na odwilż, a nie na sygnał do natychmiastowego działania.
Odwilż to nie koniec spokoju. To początek ryzyka
To, co dla wielu oznacza ulgę i koniec zimy, w przypadku Wisły może być momentem krytycznym. Ocieplenie powoduje, że lód z górnych odcinków zaczyna spływać w dół. Jeśli kra ruszy masowo, może dojść do tworzenia zatorów lodowych, które działają jak tama i blokują odpływ wody.
W takiej sytuacji poziom Wisły może szybko rosnąć, a ryzyko powodzi na dolnej Wiśle staje się realne. Wtedy właśnie lodołamacze znów będą potrzebne, by rozbić zatory i umożliwić swobodny spływ lodu rynną.
Jak działa lodołamacz i dlaczego są ważne?
Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gdańsku dysponuje flotą dziewięciu jednostek o specjalnej konstrukcji. To lodołamacze o wzmocnionym kadłubie, z dziobem zaprojektowanym do kruszenia lodu. Ich zadanie jest proste, ale kluczowe: rozbić lód tak, aby mniejsze kawałki mogły spływać w dół rzeki.
Wśród jednostek znajdują się m.in.:
Puma, Narwal, Nerpa, Manat, Tygrys, Rekin, Orka, Foka i Żbik.
Każda z nich ma swoją rolę, a w praktyce najważniejsze jest to, że działają razem, by utrzymać odpływ wody i zapobiegać zatorom.
Co dzieje się teraz i kiedy lodołamacze wrócą na Wisłę?
Zgodnie z informacjami służb, decyzja o wznowieniu akcji lodołamania może zapaść dopiero po wystąpieniu dodatnich temperatur. W praktyce oznacza to, że jednostki wyjdą na rzekę, gdy kra z górnych odcinków Wisły zacznie spływać i pojawi się ryzyko zatorów.
Ważne jest też to, że lodołamacze muszą nie tylko kruszyć lód, ale też współpracować między sobą, by nie utknąć w zatorze. W ubiegłych dniach działania na Wiśle były kontynuowane, ale ostatecznie przerwano je z powodu spadku temperatur.
Komentarze (0)