Zmiana harmonogramu budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej była tematem piątkowej konferencji prasowej przy pomniku Jana III Sobieskiego na Targu Drzewnym. Kacper Płażyński odniósł się do najnowszej decyzji rządu i przedstawił swoje zastrzeżenia dotyczące realizacji inwestycji w Lubiatowie i Kopalinie.
Pierwszy reaktor dopiero w 2036 roku
Dotychczasowy plan zakładał, że pierwszy polski reaktor rozpocznie pracę w 2033 roku. Zaktualizowany program przewiduje jednak, że nastąpi to dopiero w 2036 roku. Pierwsza elektrownia jądrowa ma powstać na Pomorzu, w rejonie Lubiatowa i Kopalina. Projekt zakłada trzy reaktory AP1000 o łącznej mocy około 3,75 GW. Pierwszy beton jądrowy ma zostać wylany w IV kwartale 2028 roku. Kolejne dwa bloki mają zostać uruchomione odpowiednio w 2037 i 2038 roku.
To właśnie trzyletnie przesunięcie terminu było głównym tematem piątkowego wystąpienia Płażyńskiego.
- Rząd ogłosił aktualizację polskiego programu jądrowego. I ona w pewnym sensie nie jest zaskoczeniem dlatego, bo już wcześniej komunikował, że te opóźnienia wobec pierwotnego planu będą kilkuletnie. Ale nie aż trzyletnie, drodzy państwo. Pamiętam komunikat z lipca 2024 roku, kiedy pierwszy raz rząd wspomniał o tym, że ten pierwotny plan wybudowania pierwszego reaktora do 2033 nie będzie zachowany. I wtedy mówił, że w 2025 to nastąpi. Ale, drodzy państwo, teraz po tej aktualizacji wiemy, że co prawda to jest pewna szermierka słowna, ale rząd zapowiedział na piśmie, w oficjalnym dokumencie rządowym, że pierwszy reaktor jądrowy będzie wybudowany w roku 2036 i oddany do eksploatacji - mówił Kacper Płażyński.
Poseł obawia się kolejnych przesunięć
Płażyński nie ograniczył się jednak do samego wskazania nowej daty. W dalszej części konferencji mówił o tym, dlaczego jego zdaniem obecny termin również może być trudny do utrzymania. Wskazywał przede wszystkim na kwestie związane z umową dotyczącą realizacji inwestycji oraz prowadzone obecnie prace przygotowawcze.
- Drodzy państwo, ja się bardzo boję, że to nie jest jeden roczek kolejny dodany do tego terminu wydłużonego, ale za chwilę będą kolejne lata. Dlaczego też tak myślę? Bo do dzisiaj, drodzy państwo, nie ma zawartej głównej umowy z amerykańskim dostawcą technologii. Cały czas czekamy na ostateczną umowę. Owszem, prace terenowe trwają, prace logistyczne trwają, ale głównej umowy nie ma, od której tak naprawdę zależy, kiedy ta pierwsza łopata pod budowę tak naprawdę elektrowni jądrowej na poważnie ruszy - powiedział poseł.
W rejonie przyszłej elektrowni rzeczywiście prowadzone są już prace przygotowawcze. Inwestycja wymaga również budowy całej infrastruktury potrzebnej do transportu materiałów i późniejszej obsługi elektrowni. Jednym z ważniejszych przedsięwzięć jest DK69, która ma połączyć teren przyszłej elektrowni z drogą ekspresową S6. Przygotowywana jest również infrastruktura kolejowa i techniczna.
Miliardy złotych za każdy rok opóźnienia
Jednym z najważniejszych elementów wystąpienia była kwestia kosztów. Płażyński przedstawił własne wyliczenie dotyczące finansowych konsekwencji opóźnienia uruchomienia elektrowni.
Jak zaznaczył, brał pod uwagę między innymi koszty produkcji energii z innych źródeł oraz obowiązujące mechanizmy związane z cenami energii.
- A każdy rok zwłoki w budowie elektrowni jądrowej, to, szanowni państwo, nie zgadniecie ile to jest pieniędzy. Biorąc pod uwagę cenę wynikającą z NTS-u, zielonych certyfikatów, tyle tego ile kosztuje wyprodukowanie energii z innych źródeł w Polsce. Jeden rok to jest ponad miliard osiemset milionów złotych straty, licząc po dzisiejszych cenach. A możemy się spodziewać, że niestety to wariactwo unijne będzie trwać w najbliższe, w następnych latach, co widać po niestety szaleństwie, które cały czas w Komisji Europejskiej trwa w najlepsze. W związku z czym to może być nawet więcej niż miliard osiemset milionów złotych - mówił Kacper Płażyński.
Kwota 1,8 mld zł rocznie była wyliczeniem przedstawionym przez posła podczas konferencji. Nie jest to oficjalny rządowy koszt opóźnienia inwestycji.
Płażyński próbował następnie przełożyć tę kwotę na bardziej zrozumiały dla odbiorców przykład.
- Jeżeli nie wiecie ile to jest miliard osiemset złotych, to pomyślcie na przykład o cenach paliw na stacjach benzynowych. To jest, drodzy państwo, ponad miesiąc funkcjonowania niedawnego programu CPN, który nieco obniżał te ceny na stacjach paliw. To się zastanówcie, czy warto, czy nie, ogonić ten rząd w końcu do pracy - powiedział.
Co już zrobiono przy elektrowni na Pomorzu?
Mimo przesunięcia terminu inwestycja jest na etapie przygotowań. Polskie Elektrownie Jądrowe prowadzą kolejne procedury administracyjne, a na terenie przyszłej elektrowni wykonywane są prace związane z przygotowaniem inwestycji. W marcu 2026 roku PEJ złożyły do Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki wniosek o wydanie zezwolenia na budowę obiektu jądrowego. Dokumentacja przekazana do PAA liczy ponad 40 tysięcy stron. Kolejnym ważnym etapem ma być uzyskanie pozwolenia na budowę. Złożenie odpowiedniego wniosku zaplanowano na 2027 rok. Nowy harmonogram zakłada, że pierwszy beton jądrowy zostanie wylany w IV kwartale 2028 roku. Następnie budowa ma prowadzić do uruchomienia pierwszego bloku w 2036 roku. Rządowy program przewiduje również dokapitalizowanie Polskich Elektrowni Jądrowych kwotą 60,2 mld zł w latach 2025 do 2030. Środki te mają być elementem finansowania budowy pierwszej elektrowni.
Poseł chce szczegółowego harmonogramu
W dalszej części konferencji Kacper Płażyński zapowiedział konkretne działania parlamentarne. Poinformował, że składa interpelację do rządu dotyczącą harmonogramu inwestycji. Nie chodziło mu jedynie o wskazanie roku, w którym pierwszy reaktor ma rozpocząć pracę. Poseł chce otrzymać szczegółowe informacje dotyczące kolejnych decyzji administracyjnych oraz etapów budowy.
- Składam dzisiaj interpelację do rządu o to, żeby dokładnie, kroczek po kroczku, wyliczył, kiedy, jakie decyzje administracyjne, jakie etapy budowy dokładnie przy elektrowni jądrowej będzie to realizowane, żebyśmy mogli od tej chwili naprawdę, można powiedzieć, że z miesiąca na miesiąc oceniać, czy rząd robi nas w bambuko. Bo cena robienia nas w bambuko jest po prostu za wysoka - zapowiedział Płażyński.
Takie zestawienie miałoby pozwolić na bieżąco porównywać rzeczywisty postęp inwestycji z harmonogramem zapisanym w rządowym programie.
Wystąpienie zeszło także na CPK
Pod koniec konferencji poseł poruszył jeszcze jeden temat związany z dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi. Chodziło o Centralny Port Komunikacyjny.
Płażyński krytycznie ocenił zmiany w projekcie po zmianie władzy oraz sposób finansowania inwestycji. Jego wypowiedzi dotyczące CPK były osobną częścią konferencji, choć głównym tematem spotkania pozostawała elektrownia jądrowa.
- Ale, drodzy państwo, na koniec pokażę wam, że też w innych inwestycjach dzieje się bardzo źle. To znaczy naczelna Prawa i Sprawiedliwości inwestycja w postaci CPK. Wykastrowana przez ten rząd, owszem. Z wieloletnimi już opóźnieniami też, owszem. Ale co się dowiedzieliśmy raptem kilka dni temu? Że ten rząd, który miał wszystko w Unii Europejskiej załatwiać, wszystko, okazuje się, że Komisja odmówiła wsparcia tej inwestycji z programów unijnych kwotą dwudziestu miliardów złotych, co było zaplanowane przez rząd przy finansowaniu właśnie CPK - mówił Kacper Płażyński.
Poseł mówił następnie o konieczności znalezienia dodatkowych pieniędzy na realizację projektu oraz o decyzjach dotyczących strategicznego inwestora.
- I teraz rząd musi znaleźć dodatkowe dwadzieścia miliardów na te inwestycje, a jednocześnie, kiedy przejął władzę, zrezygnował ze strategicznego inwestora w budowę wielkiego lotniska. No, drodzy państwo, czy leci z nami pilot? Tak, na koniec należy chyba zadać sobie to pytanie. Jest źle, ale będziemy pilnować - powiedział poseł.
Druga elektrownia jądrowa ma powstać później
Aktualizacja programu nie dotyczy wyłącznie inwestycji na Pomorzu. Polska nadal zakłada budowę dwóch dużych elektrowni jądrowych, których łączna moc ma wynieść od 6 do 9 GW. W przypadku drugiej elektrowni brane są pod uwagę przede wszystkim Bełchatów i Konin. Ostateczna lokalizacja nie została jeszcze wybrana. Trwa także dialog dotyczący wyboru partnera i technologii. W rozmowach uczestniczą firmy i podmioty ze Stanów Zjednoczonych, Francji oraz Kanady. Wybór partnera i technologii planowany jest na 2027 rok. Według obecnych założeń budowa drugiej elektrowni miałaby rozpocząć się około 2032 roku, a uruchomienie pierwszego bloku nastąpić około 2040 roku.
Co zmieni się dla Pomorza?
Pierwsza polska elektrownia jądrowa pozostaje jedną z największych inwestycji planowanych w regionie. Jej znaczenie nie ogranicza się do samego terenu w Lubiatowie i Kopalinie. Budowa oznacza konieczność stworzenia dróg, kolei, infrastruktury technicznej i zaplecza logistycznego. Wraz z postępem inwestycji zmieniać będzie się również otoczenie miejscowości położonych w pobliżu przyszłej elektrowni.
Z perspektywy mieszkańców Pomorza kluczowe będą więc nie tylko deklaracje dotyczące 2036 roku, ale przede wszystkim kolejne decyzje administracyjne i rzeczywiste tempo prac. Na razie obowiązuje nowy harmonogram: pierwszy beton jądrowy w 2028 roku, pierwszy reaktor w 2036 roku, drugi w 2037 roku i trzeci w 2038 roku.
Dzisiejsza konferencja Kacpra Płażyńskiego była przede wszystkim zapowiedzią parlamentarnej kontroli tego harmonogramu. Poseł zapowiedział, że będzie domagał się od rządu szczegółowego rozpisania kolejnych etapów inwestycji i sprawdzania, czy są one realizowane w zakładanych terminach.
Komentarze (0)