Wszystko zaczęło się w Gdańsku
Sokolniki Suche nie były pierwszym takim zdarzeniem tej jesieni. Tydzień wcześniej, 3 września, w Gdańsku Lipcach ciężarówka zderzyła się z pociągiem Intercity "Bachus" jadącym z Gdyni do Zielonej Góry. Dla maszynistów to właśnie ten ciąg wypadków, dwa poważne zderzenia w niespełna tydzień, przelał czarę goryczy. Prezes ZZM Leszek Miętek mówił dla Polsat News, że decyzja o proteście wynika z kolejnych poważnych zdarzeń na torach i braku skutecznych rozwiązań, o które związek upomina się od lat. Po katastrofie na Mazowszu ocenił wprost, że została przekroczona czerwona linia.
Dwadzieścia kilometrów na godzinę przez każdy przejazd
Forma protestu jest prosta i dotkliwa zarazem. Maszyniści zwalniają maksymalnie do 20 km/h przed każdym przejazdem kolejowo-drogowym w kraju, niezależnie od jego typu i zabezpieczeń. Na Pomorzu najbardziej odczuwają to pasażerowie pociągów dalekobieżnych oraz połączeń Polregio i SKM w stronę Chojnic, Kościerzyny, Kartuz, Malborka, Elbląga, Lęborka i Słupska. Te trasy mijają dziesiątki przejazdów, więc każde zwolnienie sumuje się w minuty stracone na peronie.
Tak wygląda obecna sytuacja na kolei:
Rząd obiecuje, związkowcy łagodzą
W czwartek doszło do rozmów między ministrem infrastruktury Dariuszem Klimczakiem a związkowcami. Minister ocenił pierwotny plan protestu jako zbyt radykalny krok, ale zaproponował coś w zamian. Zadeklarował, że w trybie pilnym uruchomi zespoły, które zidentyfikują zagrożenia na przejazdach i wypracują sposoby ich neutralizacji, a do tego zapowiedział prace nad zmianami w prawie i rozwiązaniami technicznymi. Premier Donald Tusk poszedł dalej i zapowiedział pilne prace legislacyjne nad radykalnym zaostrzeniem kar dla kierowców wjeżdżających na przejazd mimo zakazu, łącznie z czasowym zatrzymywaniem prawa jazdy.
Rada Krajowa ZZM uznała te deklaracje za pierwszy krok w stronę rozwiązania problemu, o którym mówi od lat, i w geście dobrej woli skróciła protest o połowę: maszyniści jadą wolno tylko do południa, nie do północy z piątku na sobotę. Prezes PKP Intercity Janusz Malinowski zapowiedział z kolei, że bilety wszystkich przewoźników będą honorowane wzajemnie, żeby pasażerowie mogli się przesiadać bez dodatkowych opłat.
Opóźnienia będą jeszcze rosły
Skrócenie protestu nie oznacza, że kolej od razu wróci do normy. Skutki kumulują się w sieci przez cały dzień, a rozjechane rozkłady jazdy nie odbudowują się w minutę po tym, jak maszyniści przestają zwalniać. Część opóźnień może być odczuwalna jeszcze wieczorem, a nawet w sobotę, gdy pociągi i drużyny konduktorskie wracają na właściwe tory z opóźnieniem. Do południa licznik strat będzie rósł dalej, a prawdziwy test dopiero przed nami: czy zapowiedzi ministra i premiera zamienią się w coś więcej niż komunikat prasowy po kolejnym wypadku.
Komentarze (0)