Nieprzewidziany żywioł
Poprzedzający dzień był upalny, ale 9 lipca temperatura spadła do około 25 stopni, a IMGW prognozował opady rzędu 20 milimetrów, związane ze stacjonarnym frontem atmosferycznym. Nad Zatoką Gdańską uformował się jednak lokalny układ niżowy, którego nikt się nie spodziewał.
To był w ogóle opad bardzo ciekawy i nieprzewidziany nawet przez służby meteorologiczne. Było ono o tyle ekstremalne, że przekroczyło 100 milimetrów po raz pierwszy w Gdańsku od wielu, wielu lat. Odkąd sięgam pamięcią i robiłem analizy, to nie przypominam sobie, żeby takie opady były rejestrowane. Poza tym były one dosyć intensywne, bo nawet osiągały intensywność rzędu 50 milimetrów w ciągu godziny na stacji Port Północny.
Mówi dr inż. Wojciech Szpakowski, dyrektor techniczny w spółce Gdańskie Wody
Kanał Raduni przegrał z wodą
Kanał Raduni nie był w stanie przyjąć tyle wody. Maksymalnie podczas największych wezbrań mógł przyjąć około 30 metrów sześciennych na sekundę, a szacuje się, że spływ w ciągu tych dwóch godzin był około 75 metrów sześciennych na sekundę, chwilami dochodząc do 100 metrów sześciennych na sekundę. W związku z tym woda po prostu przelała się przez kanał w kilku miejscach, robiąc wyrwy i zatapiając tereny polderowe Orunii.Częściowo piętnastowieczny kanał biegnie przez dzielnicę Orunia-Św. Wojciech-Lipce. Po powodzi miasto zbudowało kilkadziesiąt zbiorników retencyjnych, w ciągu dekady wydało na zabezpieczenia przeciwpowodziowe 150 milionów złotych, a w latach 2011-2014 zrewitalizowało sam kanał kosztem 133 milionów złotych.
Ogromne zniszczenia i stres
Woda nikogo nie zabrała wprost – cztery ofiary, trzech mężczyzn i kobietę, dopadł stres. Serca nie wytrzymały w chwili, gdy żywioł niszczył ich domy i cały dobytek.Skala zniszczeń materialnych wykraczała daleko poza to, co dało się policzyć w złotówkach. 134 budynki, w tym część historycznej zabudowy Orunii, nadawały się już tylko do rozbiórki, a blisko 1800 mieszkań czekało na gruntowny remont albo odbudowę od podstaw – w niektórych miejscach woda wdarła się aż na pierwsze piętro.Z zalanych dzielnic ewakuowano 2000 osób, z czego 1300 straciło dach nad głową. Miasto na 18 dni straciło też Trakt św. Wojciecha, główną arterię dzielnicy, a pociągi do Warszawy przez kilka dni w ogóle nie kursowały po podmyciu torów. Sam rachunek za infrastrukturę zamknął się kwotą 200 milionów złotych.
Takie opady będą częstsze
W 2001 roku prawdopodobieństwo podobnego zjawiska szacowano na raz na 300 lat. Piętnaście lat później, w 2016 roku, spadło jeszcze więcej wody.
Ja sam szacowałem to prawdopodobieństwo raz na 300 lat jako bardzo ostrożne założenie, biorąc pod uwagę ciągi pomiarowe. Potem w roku 2016 ten opad był jeszcze większy, rzędu 175 milimetrów. Mówiąc o tym, czy takie opady pojawiają się coraz częściej, trzeba uczciwie powiedzieć, że tak – one się pojawiają. Bo w XXI wieku w Gdańsku mieliśmy już pięć tego typu zdarzeń.
Dodaje Wojciech Szpakowski.
Poza 2001 i 2016 rokiem miasto zalewały opady w 2010, 2017 i w zeszłym roku – tym razem głównie Wyspę Sobieszewską oraz poldery Olszynki i Rudnik. Od 2018 roku, kiedy spółka rozbudowała system monitoringu, zanotowano już dziesięć nawalnych, krótkich ulew trwających od 15 minut do godziny, które regularnie podtapiają wąskie obszary miasta.
Komentarze (0)