Ktoś próbował się dostać do namiotu od tyłu
Zdzisław Piechota rzeźbi i sprzedaje swoje prace na Jarmarku Dominikańskim od kilkunastu lat. Tego dnia przyjechał na miejsce jak zawsze rano i z początku niczego nie zauważył. Dopiero widok mężczyzny chodzącego po terenie z psem wzbudził jego czujność. Okazało się, że to policjant.
W pierwszym momencie nie widziałem nic, co by mnie tu zaniepokoiło, tylko jakiś człowiek chodził z psem po terenie. Zainteresowałem się, okazało się, że to jest policjant. Z tyłu był rozcięty namiot, wyrwana krata, zniszczone zabezpieczenia. Miałem tam z tyłu postawione lampy, sporo lamp, i wszystko pospadało, potłukło się. Zniszczenia są bardzo duże, praktycznie nie do odtworzenia.
Sprawcy nie dostali się do środka namiotu, ale i tak zrobili tam spustoszenie. Wyrywali kraty, cięli plandekę, przewrócili sprzęt oświetleniowy ustawiony z tyłu stoiska. Część prac i wyposażenia nie nadaje się już do użytku.
Trzy tygodnie pracuje na cały rok
Dla Piechoty jarmark to nie dodatek do budżetu, tylko główne źródło utrzymania na kolejne miesiące. Cały rok pracuje po to, żeby przez trzy tygodnie sprzedać swoje produkty w okolicach ulicy Szerokiej. Zniszczenia z piątku uderzają więc dokładnie tam, gdzie boli najbardziej.
Jarmark trwa trzy tygodnie, a ja pracuję cały rok, żeby zapracować tutaj na swoje utrzymanie. To są straty nie do odtworzenia, niepokrywalne, które nie zaspokoją moich oczekiwań w stosunku do promocji i sprzedawania moich prac. Wystawiam się tutaj już od dwunastu, trzynastu lat i zawsze było wszystko w porządku. Opłata za stoisko jest bardzo wysoka, koszt produkcji też, a w tym przypadku będę na minusie.
Mówi poszkodowany.
Zapewnia, że nie zamierza się załamywać. Podnosi się i funkcjonuje dalej. Ale sam przyznaje, że bez jakiegoś gestu ze strony organizatora ten sezon zamknie na minusie.
Nie tylko jego stoisko
Zdzisław Piechota podkreśla, że jego namiot nie był jedynym celem tej nocy. W innych stoiskach też ktoś ciął plandeki, a do jednego z jarmarcznych domków się włamano i ukradziono drobne przedmioty.
Brak ochrony jest tu widoczny, i to bardzo mocno, nie tylko na przykładzie mojego namiotu. W innych namiotach też było pocięte. Do domku też się włamali, ukradli jakieś tam bardzo drobne rzeczy. Po prostu to był czysty akt wandalizmu, nie mam do tego w ogóle zrozumienia.
Opowiada Piechota.
Organizator: zabezpieczenia zadziałały
Po naszych pytaniach odezwał się organizator Jarmarku św. Dominika, Marcin Dajos, odpowiedizalny za kontakt z mediami, zapewnia, że sprawą zajęto się od pierwszych minut.
W odpowiedzi na zapytanie uprzejmie informuję, że zostaliśmy poinformowani o zaistniałym zdarzeniu. Na miejsce niezwłocznie udała się nasza ochrona, która sporządziła protokół z zajścia. W toku oględzin stwierdzono próbę włamania do namiotu pana Zdzisława, a system zabezpieczający w postaci krat niestety nie zapobiegł dewastacji mienia. Poza zapewnioną przez nas ochroną teren jest regularnie patrolowany przez naszą ochronę, policję oraz straż miejską, a dodatkowo objęty jest systemem monitoringu, zarówno za pośrednictwem wież monitorujących, jak i miejskiego systemu monitoringu. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby zapewnić odpowiedni poziom bezpieczeństwa wystawcom i ich mieniu.
Sprawą zajmuje się również policja
W miniony piątek tuż po godz. 5.00 policjanci odebrali zgłoszenie o zniszczeniu mienia, do którego doszło na terenie Jarmarku św. Dominika. Na miejscu policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej wykonali oględziny, policyjny technik zabezpieczył ślady oraz sporządził dokumentację fotograficzną. W czynnościach uczestniczył też przewodnik z psem tropiącym. W wyniku zdarzenia doszło do zniszczenia rzeczy, które znajdowały się na stoisku handlowym. Pokrzywdzony oszacował straty na kilkadziesiąt tys. zł. Tą sprawą zajmują się kryminalni, którzy szczegółowo sprawdzają zdobyte informacje, rozmawiają z osobami, które mogą mieć przydatną dla sprawy wiedzę oraz sprawdzają monitoringi. Za zniszczenie mienia grozi kara nawet 5 lat więzienia.
Pisze w przesłanej do nas odpowiedzi Komenda Miejska Policji w Gdańsku.
O sprawie jako pierwszy napisał portal Wbijamszpile.pl
Komentarze (0)