Zwykłe zakupy
Kilka dni temu do sklepu weszła starsza kobieta, która szukała kwiatów na pogrzeb – następnego dnia miała jechać na pogrzeb. Sprzedawczyni pokazała jej kilka gałązek lilii do wyboru. W trakcie rozmowy do kwiaciarni wszedł mężczyzna, także zainteresowany zakupem. Tatiana zaproponowała, żeby obsłużyć go najpierw, skoro klientka wciąż się zastanawia. Mężczyzna odmówił – powiedział, że poczeka.
„To sklep ukraiński"
Wtedy starsza kobieta zwróciła się nagle do mężczyzny. „Wie pan, ja bym nie radziła tutaj kupować jakiejś kwiaty, bo to jest sklep ukraiński i tutaj kwiaty bardzo złej jakości, zgniłe i stare" – usłyszał klient.
Tatiana - właścicielka kwiaciarni przyznaje, że była zaskoczona i speszona.
Nagła zmiana nastroju
Tatiana, właścicielka kwiaciarni. Poprosiła klientkę, by – jeśli nie odpowiada jej obsługa czy towar – poszukała innej kwiaciarni w okolicy, bo w Gdańsku nie brakuje takich miejsc. Reakcja była natychmiastowa. „To co ja z Ukrainy, to ja już słyszałam to" – opowiada Tatiana, cytując słowa klientki, po których padły wyzwiska: „kurwa", „szmata" oraz żądanie, by wyjechała na Ukrainę.
Nikt tutaj nie przyjdzie
Kobieta i mężczyzna wyszli ze sklepu, ale na tym się nie skończyło. Już na ulicy klientka zapowiedziała, że opowie wszystkim znajomym i rodzinie, żeby nikt nie kupował kwiatów w tym miejscu, bo „ta kwiaciarnia jest ukraińska". Mężczyzna, odchodząc, odwrócił się w stronę Tatiany, pokazał jej środkowe palce obu dłoni i krzyknął: „wypierdalaj kurwa na Ukrainę".
Nagranie jako dowód
Zapłakana Tatiana wróciła do sklepu, wzięła telefon leżący na biurku i wybiegła za klientami. Chciała nagrać ich słowa jako dowód. „Ja proszę powtórzyć was wszystko to, co wy mi powiedzieli" – zwróciła się do nich.Para zaczęła twierdzić, że to Tatiana miała ich wyzywać i przepędzać ze sklepu. Kiedy mężczyzna zorientował się, że jest nagrywany, chwycił ją mocno za lewą rękę, w której trzymała telefon. Ekran urządzenia pękł, a mężczyzna próbował je wyrwać, wykręcając jej dłoń. Według relacji przekazanej białoruskiemu portalowi MOST Media mężczyzna miał także kilkukrotnie uderzyć ją w twarz. Ktoś z przechodniów wezwał pogotowie i policję.
Pracuje mimo bólu ręki
Kilka dni po zdarzeniu Tatiana wciąż odczuwa ból ręki – lekarz podejrzewa uraz stawu, kobieta czeka na zamówiony stabilizator. Mimo to nie zamierza brać zwolnienia. „Kwiaciarnia to jest kwiaciarnia i kwiaty to takie towar, który musisz pilnować" – tłumaczy.Właścicielka przyznaje, że po latach w Polsce zdarzało jej się słyszeć ksenofobiczne uwagi, ale z przemocą fizyczną spotkała się po raz pierwszy. Planuje teraz zainstalować w sklepie kamery monitoringu.Mimo przeżytego szoku Tatiana nie chce mówić o całych narodach czy grupach ludzi. „Ja wiem, że zdaniem niektórych osób, kiedy osoba mówi z akcentem, albo trochę inna, to osoba jakiegoś innego gatunku, albo trochę niższa, no niestety to tak i bywa, ale słońce dla wszystkich jedno" – mówi, z trudem powstrzymując łzy. „My musimy zostawać ludzie, kto kim by nie był, skąd by nie przyjechał".
Zaatakowano Polkę
Pani Tatiana swój dom w Gdańsku znalazła w 2019 pochodzi z Białorusi i jest Polką urodzoną za naszą wschodnią granicą. Ze względu na swoje pochodzenie w miejscach swojego urodzenia doznawała licznych represji i nieprzyjemnych sytuacji.
Policja zajmuje się tą sprawą
Jak informuje Komenda Miejska Policji w Gdańsku, zgłoszenie dotyczące pobicia kobiety przy al. Grunwaldzkiej wpłynęło do oficera dyżurnego w piątek, 10 lipca, około godz. 14.30. Policjanci ustalili, że do konfliktu między 47-letnią właścicielką kwiaciarni a nieznaną kobietą i mężczyzną doszło po tym, jak kobieta stwierdziła, że oferowane w sklepie kwiaty są nieświeże. W trakcie zajścia mężczyzna miał popychać 47-latkę i wykręcać jej ręce. Zanim na miejsce dotarł patrol, nieznana para oddaliła się. Mundurowi zabezpieczyli nagranie z telefonu, przyjęli zawiadomienie i prowadzą czynności w kierunku naruszenia nietykalności cielesnej.
Informacje o tym zdarzeniu jako pierwszy opublikował białoruski portal Most.io
Komentarze (0)