Nowym-starym szkoleniowcem został Tomasz Grzegorczyk. Kontrakt szkoleniowca obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku, a klub zapewnił sobie opcję jego przedłużenia. Tym razem nie ma mowy o rozwiązaniu tymczasowym. Grzegorczyk przychodzi jako trener, któremu klub powierza cały projekt, a nie tylko przeczekanie kilku kolejek.
Czech nie wytrzymał nawet jesieni
Zmiana na ławce była tylko kwestią czasu. Marek Jarolím przejął Arkę latem, po spadku z PKO Ekstraklasy. Miał jedno zadanie: szybki powrót do elity. Start wyglądał obiecująco, bo gdynianie wygrali w Opolu 1:0, a potem rozbili u siebie Stal Rzeszów 4:0.
Potem przyszła zadyszka. Arka punktowała już tylko na własnym stadionie, a na wyjazdach przegrywała raz za razem. Po dziewięciu kolejkach Betclic 1. Ligi bilans Czecha według klubu wyglądał tak: trzy zwycięstwa, dwa remisy i cztery porażki. To dało dwunaste miejsce w tabeli i ledwie dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.
Ostatnim gwoździem była porażka 1:2 z Pogonią Siedlce. Dwa dni później, 22 września, umowę z Jarolímem rozwiązano. Czech miał kontrakt do połowy 2028 roku, a popracował w Gdyni nieco ponad trzy miesiące.
Wygrywał, a i tak musiał odejść
Historia Grzegorczyka w Arce to jedna z ciekawszych kart ostatnich lat przy Olimpijskiej. Do Gdyni trafił w lipcu 2023 roku jako pierwszy asystent Wojciecha Łobodzińskiego. Kiedy w sierpniu 2024 roku Łobodziński stracił pracę, to właśnie Grzegorczyk tymczasowo przejął zespół.
I zrobił to, czego oczekuje się od strażaka. Nawet więcej. W 14 meczach jego drużyna wygrała 11 razy, raz zremisowała i tylko dwa razy przegrała. Arka wskoczyła w górne rejony tabeli.
Mimo to władze klubu już jesienią 2024 roku ogłosiły, że od nowego roku zespół obejmie Dawid Szwarga. Grzegorczyk dokończył rundę ze świadomością, że dni ma policzone. Wiele osób w Gdyni uważa, że to w dużej mierze jego punkty z tamtej jesieni pozwoliły potem Arce awansować do Ekstraklasy.
Szczecin, Leverkusen i powrót nad morze
Po odejściu z Gdyni Grzegorczyk wrócił do rodzinnego Szczecina. W Pogoni był asystentem Roberta Kolendowicza, a po jego zwolnieniu przez krótki czas prowadził zespół jako trener tymczasowy. Tamten epizod nie był już tak udany, bo mecze z Legią i Lechią Gdańsk zakończyły się porażkami. Z Pogonią rozstał się w 2026 roku.
Ostatnie miesiące nie były jednak dla niego urlopem. Szkoleniowiec pojechał między innymi na staż do Bayeru Leverkusen, gdzie przyglądał się pracy sztabu niemieckiego klubu. Niemcy to zresztą dla niego znany teren. Spędził tam sporą część kariery piłkarskiej i trenerskiej, a jako nastolatek był bardzo blisko rezerw VfL Wolfsburg.
W Polsce prowadził wcześniej Błękitnych Stargard, Olimpię Elbląg, Resovię Rzeszów i Górnika Polkowice. Pierwszą ligę zna więc od podszewki.
Kibice chcieli, klub posłuchał
Po zwolnieniu Jarolíma w mediach przewijało się kilka nazwisk. Mówiło się o Aleksandarze Vukoviciu, Robercie Kolendowiczu czy Łukaszu Becelli. Klub szukał jednak kogoś, kto zna realia polskiej piłki i nie potrzebuje miesięcy na aklimatyzację.
Wybór Grzegorczyka wielu fanom w Gdyni poprawił humor. W komentarzach pod informacjami o zwolnieniu Czecha jego nazwisko pojawiało się najczęściej. Według doniesień Radia Gdańsk sam trener był gotów wrócić, ale oczekiwał, że tym razem dostanie realną szansę na dłuższą pracę. Kontrakt do połowy 2027 roku wygląda na to, że ten warunek został spełniony.
Mało czasu, duża stawka
Nowy trener ma jeden atut: przerwę na mecze reprezentacji. To kilka dni, w których może poukładać drużynę po swojemu, zanim liga ruszy dalej. Cel się nie zmienia. Arka ma walczyć o powrót do Ekstraklasy, choć na razie znacznie bliżej jej do dołu tabeli niż do strefy awansu.
Grzegorczyk już raz udowodnił w Gdyni, że potrafi wyciągn
Komentarze (0)