Zaufanie do zawodników to podstawa
- Nie zgodzę się z tym, że źle zagrał w Warszawie. Wydarzyło się kilka rzeczy przed utratą bramki. Wiecie, jaki mam styl prowadzenia zespołów i że nie będę otwarcie krytykował moich graczy. Jeśli ktokolwiek ma wziąć odpowiedzialność za błędy, zrobię to ja - powiedział przed meczem z Termaliką John Carver zapytany o Maksyma Diaczuka
Wiadro pomyj spadło za postawę Ukraińca w poprzedniej kolejce, zwłaszcza za to, że w końcówce spotkania z Legią Warszawa (2:2) przegrał w polu karnym pojedynek "bark w bark" z Urbańskim, który następnie skierował futbolówkę do bramki i doprowadził do wyrównania, stąd też niektórzy zaczęli domagać się posadzenia na ławkę stopera.
Nic z tego - Anglik jest konsekwentny w swoich wyborach i postawił na tą samą "11" jak tydzień temu. Jeżeli mielibyśmy szukać "nowości" - do kadry meczowej wrócili po kontuzjach Alex Paulsen oraz Bartłomiej Kłudka.
Na początku spotkania przeważała Lechia - w 4.minucie Tomas Bobcek zgarnął futbolówkę w polu karnym gości i oddał celny strzał z ok. 15.metra - płaskie uderzenie, zmierzające w prawy dolny róg bramki, złapał bez większych problemów Chovan.
Niespodziewany wstrząs nie zachwiał dyspozycji Lechii
Biało-zieloni otworzyli wynik meczu w 16.minucie po skutecznie wyegzekwowanym rzucie karnym przez Bobcka. Zanim to się stało, zakotłotwało się w "16" Słoników - złe wybicie z bocznej strefy boiska przejął Matej Rodin i zgrał do Kacpra Sezonienki. Skrzydłowy następnie wypatrzył Tomasza Wójtowicza, który stał przed dogodną okazją do zdobycia gola, ale wolał oddać futbolówkę Bobckowi.Słowacki snajper strzelił w środek bramki Termaliki, gdzie stał Isik. Obrońca popisał się ofiarną, ale nieprzepisową interwencją, ponieważ dotknął piłkę ręką i sędzia Piszczelok bez wahania wskazał na 11.metr, który - jak wspomnieliśmy wyżej - pewnie wykorzystał napastnik.
Po chwili Ivan Zhelizko użył swojego największego atutu - strzału z dystansu. Dobrze przygotowany na taką okoliczność był Chovan, "parując" futbolówkę nad poprzeczkę po próbie pomocnika z ok. 25.metra.
Lechia swobodnie czuła się na boisku, zwłaszcza skrzydłowi, którzy "napędzali" akcje gospodarzy, korzystając z wolnych przestrzeni jak chociażby w 31.minucie, kiedy Camilo Mena wycofał do Bobcka. Słowakowi zabrakło nie tyle precyzji, co lepszego ułożenia stopy, bowiem po jego strzale piłka poleciała tylko w środek bramki.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić? Owszem. Przekonali się o tym gdańszczanie 60 sekund później. Fassebender zagrał wszerz boiska do Hilbrychta. Ten z kolei świetnie wypatrzył wychodzącego na wolną pozycję Kurzawę.
Były reprezentant Polski uciekł spod opieki Zhelizki i stanął "oko w oko" z Weirauchem. Bramkarz deliktanie odbił futbolówkę, tyle że wpadł na nią Jimenez i to on wcisnął ją do bramki.
Sytuacja wróciła do normy w 39.minucie. Jak nie Zhelizko, to przecież Kapić potrafi "ukąsić" sprzed "16". Przekonał się o tym Chovan, który stanął jak słup i tylko podziwiał, jak piłka leci w lewy róg bramki po uderzeniu wewnętrzną częścią stopy kapitana Lechii.
Więcej już nic ciekawego się nie działo w pierwszej połowie. Z jednej strony Lechia zasłużenie prowadziła, z drugiej można było mówić o małym niedosycie, bowiem rezultat po 45 minutach nie do końca odzwierciedlał przewagi gospodarzy nad ekipą z Niecieczy.
Ofenswyni obrońcy
Po przerwie Lechia podwyższyła prowadzenie - ponownie na listę strzelców wpisał się Bobcek w 54.minucie. Zaczęło się od podania Kapicia nad linią obrony w stronę Meny. Tym razem podanie Kolumbijczyka wykorzystał Słowak. Zresztą, nie mogło być inaczej - skrzydłowy zagrał mu na tzw. "nos" do pustej bramki w okolice pola bramkowego, bowiem futbolówka przeszła jeszcze przez bramkarza Chovana.Mało? W 61.minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego Zhelizki wykorzystał Matej Rodin, który uderzeniem głową zdobył czwartego gola dla gdańszczan w sobotnie popołudnie.
Obrońcy mieli dzisiaj naprawdę "dzień konia" - w 65.minucie tym razem Maksym Diaczuk pokazał swój ofensywny kunszt. Ponownie w akcji brał udział kapitan Lechii, bowiem jego podanie przedłużył Rodin w stronę ustawionego najbliżej bramki Ukraińca. Następnie stoper schuldnym strzałem "główką" z bliskiej odległości pokonał bramkarza Słoników.
Postronni kibice mogli być zdziwieni bardzo słabą postawą Termaliki, zwłaszcza że tydzień wcześniej bez większych problemów poradzili sobie z drugą trójmiejską drużyną - Arką Gdynia (2:0).
Podobnie, jak w pierwszej części, defensywa ekipy z Niecieczy na bardzo dużo pozwalała zawodnikom ofensywnym biało-zielonym. Dość często wychodzili oni z kontrami i gdyby podjemowali lepsze decyzje podczas szybkich ataków, dorobek bramkowy gdańszczan mógłby być jeszcze większy.
Kilka jak nie kilkanaście siwych włosów zapewne urosło Marcinowi Broszowi w trakcie spotkania, podczas gdy Johnowi Carverowi duży kamień spadł z serca - Lechia Gdańsk (przynajmniej na chwilę obecną) wyszła ze strefy spadkowej.
Komentarze (0)