Niecodzienne odkrycie wywołało ogromne zainteresowanie mieszkańców Pomorza, turystów i naukowców. Pojawienie się wieloryba na polskiej plaży należy do niezwykle rzadkich zdarzeń, szczególnie w miejscu objętym ścisłą ochroną przyrodniczą.
Martwy wieloryb znaleziony na plaży w Mikoszewie
Do odkrycia doszło na plaży w pobliżu Mikoszewa, na terenie rezerwatu przyrody Mewia Łacha przy ujściu Wisły. Zwierzę zostało zauważone przez strażnika pełniącego dyżur na chronionym obszarze. Informacja bardzo szybko dotarła do służb oraz organizacji zajmujących się ochroną morskiej fauny. W krótkim czasie miejsce zaczęło wzbudzać ogromne zainteresowanie także wśród osób przebywających w okolicy. Martwego walenia widzieli między innymi uczestnicy rejsów organizowanych w pobliżu rezerwatu w celu obserwacji fok.
Zwierzę miało około pięciu metrów długości. Już pierwsze oględziny wskazywały jednak, że ciało przez długi czas dryfowało w wodach Morza Bałtyckiego. Stan rozkładu określono jako bardzo zaawansowany.
Jaki gatunek wieloryba znaleziono w Mikoszewie
Na ten moment eksperci nie są w stanie jednoznacznie określić, jaki gatunek został wyrzucony na polskie wybrzeże. Wszystko przez bardzo zły stan zwłok. Wstępne ustalenia wskazują, że może chodzić o przedstawiciela fiszbinowców, czyli grupy dużych waleni żywiących się planktonem i niewielkimi rybami. Takie zwierzęta nie występują naturalnie w Bałtyku i pojawiają się tu jedynie sporadycznie.
Specjaliści przypominają, że jedynym gatunkiem waleni stale żyjącym w Morzu Bałtyckim jest morświn. Każde pojawienie się większego wieloryba w tym rejonie traktowane jest jako wyjątkowe zdarzenie. Eksperci zwracają uwagę również na rozmiar zwierzęcia. Pięć metrów długości to niewiele jak na wieloryba. Może to oznaczać młodego osobnika większego gatunku albo mniejszego przedstawiciela waleni. Wśród możliwych hipotez pojawia się między innymi wal karłowaty, który był już wcześniej obserwowany w rejonie Mierzei Wiślanej.
Badania DNA mają wyjaśnić zagadkę wieloryba z Bałtyku
W niedzielę rano wolontariusze Błękitnego Patrolu WWF popłynęli do martwego zwierzęcia, aby pobrać materiał do badań genetycznych. Próbki mają zostać przebadane przez specjalistów ze Stacji Morskiej w Helu. To właśnie analiza DNA ma pomóc w dokładnym ustaleniu gatunku. Naukowcy liczą także, że badania pozwolą zdobyć więcej informacji na temat pochodzenia zwierzęcia oraz jego obecności w Bałtyku. Ustalenie dokładnej przyczyny śmierci może być jednak bardzo trudne. Zaawansowany rozkład ciała sprawia, że nawet ewentualne uszkodzenia widoczne na zwłokach nie pozwalają dziś określić, czy powstały jeszcze przed śmiercią zwierzęcia, czy dopiero podczas wielotygodniowego dryfowania w morzu.
Co stanie się z martwym wielorybem z Mikoszewa
W sprawę zaangażowanych zostało kilka instytucji, między innymi Urząd Morski w Gdyni, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska oraz Stacja Morska w Helu. Służby zapowiedziały, że oceniona zostanie możliwość podjęcia zwierzęcia od strony wody. Duże znaczenie mają warunki pogodowe oraz bezpieczeństwo działań prowadzonych na terenie rezerwatu. Po zabezpieczeniu materiału biologicznego i zakończeniu badań martwy wieloryb ma zostać usunięty z plaży i przekazany do utylizacji. Decyzja wynika zarówno z powodów sanitarnych, jak i konieczności ochrony przyrody na terenie rezerwatu.
Rezerwat Mewia Łacha pod ścisłą ochroną przyrodniczą
Sytuacja jest wyjątkowa także ze względu na miejsce odnalezienia zwierzęcia. Rezerwat Mewia Łacha należy do najcenniejszych przyrodniczo terenów na polskim wybrzeżu. To obszar objęty ścisłą ochroną, znany przede wszystkim z obecności fok oraz licznych gatunków ptaków. Obecnie trwa tam okres lęgowy, dlatego wejście dla osób postronnych pozostaje zabronione. Martwy wieloryb znalazł się bardzo blisko miejsc gniazdowania ptaków, co dodatkowo komplikuje działania służb. Każda ingerencja na tym obszarze wymaga specjalnych zezwoleń oraz zachowania szczególnej ostrożności, aby nie zakłócić funkcjonowania chronionego ekosystemu.
Wieloryby w Morzu Bałtyckim należą do ogromnej rzadkości
Choć Morze Bałtyckie kojarzy się głównie z fokami i morświnami, od czasu do czasu pojawiają się w nim również większe walenie. Takie przypadki zawsze wzbudzają duże zainteresowanie naukowców i opinii publicznej. Badania podobnych zdarzeń pozwalają lepiej zrozumieć migracje wielorybów oraz zagrożenia, z jakimi mierzą się te zwierzęta podczas przemieszczania się po europejskich wodach.
W ostatnich tygodniach media informowały także o humbaku, który utknął u niemieckiego wybrzeża. Specjaliści podkreślają jednak, że zwierzę odnalezione w Mikoszewie nie ma związku z tamtym przypadkiem. Na ostateczne odpowiedzi dotyczące tajemniczego walenia z rezerwatu Mewia Łacha trzeba będzie jeszcze poczekać. Kluczowe znaczenie będą miały wyniki badań prowadzonych przez specjalistów ze Stacji Morskiej w Helu.
Komentarze (0)