- Co zostawiano na grobach podczas dawnych Zaduszek? Nie były to znicze ani kwiaty
- Na Kaszubach wierzono, że dusze zmarłych wracają do swoich domów
- Chleb, masło i wolne miejsce przy piecu. Tak przyjmowano zmarłych
- Powałki i heretyczki. Dlaczego w Zaduszki rozdawano chleb żebrakom?
- Ogniska na rozstajach dróg. Tak wskazywano duszom drogę do domu
- Zakazy na Wszystkich Świętych i Zaduszki. Tych prac nie wolno było wykonywać
- Nocna msza zmarłych. Na Kaszubach opowiadano o tajemniczych nabożeństwach
- Rybacy nie wypływali w Zaduszki. Wierzono, że morze domaga się ofiary
- Jak można było zobaczyć duszę? Dawne kaszubskie wierzenia zaskakują
- Jak zmieniły się zwyczaje na Wszystkich Świętych? Od gałązek świerku do szklanych zniczy
Dzisiaj 1 listopada kojarzy się przede wszystkim z wizytami na cmentarzach, zapalaniem zniczy i składaniem kwiatów. Dawniej pamięć o zmarłych wyglądała jednak zupełnie inaczej. Wierzono, że dusze bliskich mogą powracać do swoich domów, dlatego należało odpowiednio je przyjąć. Szczególnie interesujące tradycje zachowały się na Pomorzu i Kaszubach. Niektóre z nich dotyczyły jedzenia, inne domowych obowiązków, a jeszcze inne spotkań z tajemniczymi postaciami.
Co zostawiano na grobach podczas dawnych Zaduszek? Nie były to znicze ani kwiaty
Zanim znicze i chryzantemy stały się nieodłącznym elementem listopadowych wizyt na cmentarzach, ważną rolę w obrzędach związanych ze zmarłymi odgrywało jedzenie. Zwyczaj pozostawiania pokarmów miał korzenie przedchrześcijańskie i wiązał się z przekonaniem, że dusze nie zrywają całkowicie kontaktu ze światem żywych. Podczas obrzędów nazywanych Dziadami przygotowywano chleb, miód, kaszę, bób, a niekiedy również alkohol. Pokarmy pozostawiano na grobach, w kaplicach lub na specjalnie przygotowanych stołach. W niektórych miejscach organizowano uczty, podczas których wspominano zmarłych, śpiewano i przywoływano ich dusze.
Wierzono, że osoby, które odeszły, nadal odczuwają głód i pragnienie. Pozostawiony poczęstunek miał przynieść im ulgę podczas powrotu na ziemię. Był to sposób na okazanie troski i podtrzymanie więzi z bliskimi, których nie było już wśród żywych. Zwyczaje różniły się w zależności od regionu. Nie wszędzie jedzenie trafiało bezpośrednio na groby. Część obrzędów odbywała się w domach lub miejscach spotkań, gdzie przygotowywano posiłki przeznaczone dla dusz zmarłych.
Na Kaszubach wierzono, że dusze zmarłych wracają do swoich domów
Szczególnie bogate zwyczaje związane z Zaduszkami zachowały się na Kaszubach. Według dawnych przekazów mieszkańcy regionu wierzyli, że w noc z 1 na 2 listopada dusze opuszczają cmentarze i odwiedzają miejsca, w których mieszkały za życia. W ludowych wyobrażeniach nie ograniczały się do rodzinnych domów. Miały pojawiać się również w kościołach, na drogach, polach i w miejscach, w których wcześniej pracowały. Wierzono, że niektóre z nich wracają tam, gdzie za życia dopuściły się krzywd i nie zdążyły ich naprawić. Bożena Stelmachowska w książce „Rok obrzędowy na Pomorzu” opisywała przekonania mieszkańców różnych części regionu. W powiatach kartuskim i kościerskim wierzono, że dusze czyśćcowe schodzą na ziemię około północy i udają się do kościołów. W Sierakowicach opowiadano, że pozostają tam od uroczystości Wszystkich Świętych aż do Zaduszek, a następnie wracają na cmentarz wraz z procesją.
Według niektórych przekazów dusze przychodziły na ziemię na dźwięk kościelnych dzwonów. Zdarzały się również opowieści o tajemniczych światłach widocznych nocą w świątyniach. Dla dawnych mieszkańców Kaszub listopadowa noc nie była więc zwyczajnym czasem odpoczynku. Wierzono, że wtedy granica między światem żywych i umarłych staje się wyjątkowo cienka.
Chleb, masło i wolne miejsce przy piecu. Tak przyjmowano zmarłych
Skoro dusze miały odwiedzać swoje dawne domy, należało przygotować się na ich przybycie. W niektórych kaszubskich gospodarstwach zostawiano na stołach chleb, masło i napoje. Przy piecu ustawiano ławy i krzesła, aby zmarli mogli odpocząć i ogrzać się po powrocie na ziemię. Zdarzało się nawet, że przygotowywano dla nich całe miejsce przy stole. Wierzono, że dusze potrzebują takiej samej gościnności jak żywi. Dlatego nie należało przeszkadzać im podczas odwiedzin. W niektórych domach uchylano drzwi, aby umożliwić zmarłym wejście do środka. Starano się również zachować ciszę i unikać głośnych prac. Wieczorem nie powinno się oddalać od gospodarstwa, ponieważ dusze miały poruszać się środkiem dróg.
Zwyczaje te miały także swoje lokalne odmiany. W Zblewie, na terenie dzisiejszego powiatu starogardzkiego, unikano wylewania wody na podwórze w poprzek drogi, którą mogły przechodzić dusze. W powiecie kartuskim nie spuszczano psów z łańcuchów, obawiając się, że zwierzęta mogłyby zaatakować niewidzialnych gości. W Jaźwiskach podczas wylewania wody starano się uprzedzić o tym przechodzące dusze, wypowiadając odpowiednie słowa lub zaznaczając swoją obecność. Takie drobne czynności pokazują, jak mocno dawne wierzenia wpływały na codzienne życie mieszkańców Pomorza.
Powałki i heretyczki. Dlaczego w Zaduszki rozdawano chleb żebrakom?
Jednym z mniej znanych zwyczajów związanych z Dniem Zadusznym było obdarowywanie jedzeniem osób ubogich. W niektórych częściach Polski gospodynie przygotowywały specjalne chlebki, nazywane powałkami lub heretyczkami. Ich liczba miała odpowiadać liczbie zmarłych członków rodziny. Pieczywo wypiekano dzień lub dwa dni przed świętem, a następnie rozdawano żebrakom gromadzącym się przy kościołach i cmentarzach. Wierzono, że osoby ubogie mają szczególną więź ze światem umarłych, a ich modlitwy mogą pomóc duszom bliskich. Chleb otrzymywali również księża, którzy mieli modlić się za zmarłych, o których nikt już nie pamiętał.
W niektórych miejscowościach potrzebujących zapraszano do domów i częstowano przygotowanymi potrawami. W zamian oczekiwano modlitwy za zmarłych gospodarzy. Istniało także przekonanie, że pod postacią nieznajomego żebraka może pojawić się dusza zmarłego krewnego. Na Kaszubach jeszcze przed II wojną światową proszącym dawano chleb w zamian za modlitwę za dusze czyśćcowe. W ten sposób listopadowe obchody łączyły pamięć o zmarłych z jałmużną i pomocą potrzebującym.
Ogniska na rozstajach dróg. Tak wskazywano duszom drogę do domu
W dawnych obrzędach zadusznych szczególne znaczenie miał również ogień. Wierzono, że jego światło pomaga zmarłym odnaleźć drogę do rodzinnych domów. Płomienie miały ogrzewać dusze, a jednocześnie chronić żyjących przed nieprzyjaznymi duchami. Ogniska rozpalano początkowo przede wszystkim na rozstajach dróg. Z czasem zwyczaj pojawiał się również w pobliżu cmentarzy i w przydomowych obejściach. Światło miało prowadzić zmarłych, ale przypisywano mu także właściwości ochronne i oczyszczające.
Z dawnymi wierzeniami wiązał się również zwyczaj dokładania gałązek do stosów przy mogiłach osób, które zmarły śmiercią samobójczą lub tragiczną. Każdy przechodzący mógł dołożyć swoją gałązkę. W noc zaduszną stos rozpalano, ponieważ wierzono, że płomienie pomogą oczyścić zmarłych. Dawna symbolika ognia przetrwała w późniejszych zwyczajach, choć zmieniło się jej znaczenie. Dzisiaj zapalona świeca lub znicz jest przede wszystkim znakiem pamięci, modlitwy i nadziei na życie wieczne. W ludowych wyobrażeniach płomień miał natomiast również wskazywać duszom drogę, ogrzewać je i pomagać im w cierpieniu.
Zakazy na Wszystkich Świętych i Zaduszki. Tych prac nie wolno było wykonywać
Dawne obchody listopadowych świąt wiązały się nie tylko z przygotowywaniem poczęstunku, ale również z wieloma zakazami. Wierzono, że dusze przebywające wśród żywych są szczególnie narażone na przypadkowe skrzywdzenie. W noc zaduszną unikano hałaśliwych prac domowych. Nie należało prząść, tkać, klepać masła ani ugniatać kapusty. Obawiano się, że podczas takich czynności można nieświadomie przywiązać duszę, zaplątać ją lub w inny sposób jej zaszkodzić.
Zakazane miało być także cięcie sieczki i spluwanie. Nie wolno było gwałtownie wstawać od stołu ani prowadzić głośnych rozmów, ponieważ mogło to przestraszyć niewidzialnych gości. Po wieczerzy nie sprzątano od razu ze stołu. Pozostawione jedzenie miało służyć duszom odwiedzającym rodzinny dom. Szczególną ostrożność zachowywano przy piecu. Wierzono, że jest on miejscem, przez które dusze wchodzą do domostwa lub je opuszczają. W niektórych przekazach pojawia się zakaz rozpalania ognia, ponieważ mógł on poparzyć zmarłych albo uniemożliwić im wydostanie się na zewnątrz. Nie wylewano również wody po zmywaniu naczyń za okno. Obawiano się, że można w ten sposób oblać przechodzącą duszę. Wszystkie te zasady miały zapewnić zmarłym bezpieczny pobyt wśród żywych.
Nocna msza zmarłych. Na Kaszubach opowiadano o tajemniczych nabożeństwach
Jednym z najbardziej niezwykłych elementów dawnych wierzeń pomorskich były opowieści o nocnych nabożeństwach odprawianych przez zmarłych. Według ludowych przekazów o północy w kościołach miały gromadzić się dusze pokutujące, a mszę sprawował zmarły kapłan. Najstarsi mieszkańcy opowiadali, że podczas takiego nabożeństwa świątynie rozświetlały się, mimo że nie było w nich żywych ludzi. Wierzono, że duchy same zapalają kościelne światła, uczestniczą w liturgii, a następnie opuszczają świątynię. W przekazach z okolic powiatu gniewskiego pojawia się historia starszej kobiety, która usłyszała nocne dzwonienie i udała się do kościoła, sądząc, że rozpoczyna się poranne nabożeństwo. Na miejscu miała zobaczyć tłum ludzi i księdza. Podczas mszy uczestnicy mieli składać ofiary, nawet kosztowności. Po zakończeniu wszystko nagle zniknęło. Dopiero wtedy kobieta zrozumiała, że według jej przekonania była świadkiem nabożeństwa dusz pokutujących. W Lignowach opowiadano natomiast, że podczas takich nocnych obrzędów dusze gromadziły się w kościele w ogromnej liczbie. Podobne historie opisywał Izydor Gulgowski, który na początku XX wieku dokumentował wierzenia i opowieści mieszkańców Kaszub.
Rybacy nie wypływali w Zaduszki. Wierzono, że morze domaga się ofiary
Szczególny charakter miały również dawne wierzenia związane z morzem. Na pomorskim wybrzeżu życie mieszkańców było silnie uzależnione od warunków pogodowych i bezpieczeństwa na wodzie. Nic więc dziwnego, że listopadowe zwyczaje obejmowały także rybaków. W Gdyni wierzono, że wypływanie na połów w Zaduszki przynosi pecha. Dzień ten uznawano za niebezpieczny, a morze miało być szczególnie niespokojne. W jednej z przekazywanych historii rybak zlekceważył ostrzeżenia, wypłynął łodzią, a następnie zaskoczyła go burza. Łódź się wywróciła, sieci i ryby zniknęły w wodzie, a mężczyzna ledwo ocalił życie. W innych nadmorskich miejscowościach opowiadano, że w Zaduszki morze jest wezbrane i domaga się ofiary. Dlatego rybacy unikali wypływania, chyba że zmuszała ich do tego konieczność. W dawnych przekazach pojawiały się także opowieści o duszach związanych z wodą, jeziorami i brzegami rzek. Wierzono, że zmarli mogą pojawiać się w miejscach, w których spędzali większość życia. Niektóre przekazy przedstawiały ich jako duże, szare postacie przykryte chustami, czasem niosące koszyki.
Jak można było zobaczyć duszę? Dawne kaszubskie wierzenia zaskakują
W pomorskiej tradycji ludowej zachowały się również niezwykłe przekonania dotyczące sposobów rozpoznawania dusz. Niektóre z nich przypominają dzisiaj opowieści z dawnych legend. W jednym z etnograficznych przekazów pojawia się przekonanie, że duszę człowieka można zobaczyć, patrząc przez ubytek w drewnie kościelnej ławki. Jeśli zmarły był dobrym człowiekiem, miał poprzedzać go anioł. W przypadku złej osoby przed duszą miał pojawiać się diabeł, a za nią smutny, płaczący anioł. Wierzono także, że pokutującą duszę można dostrzec, patrząc ponad prawe ucho czarnego psa. Niezwykłe zjawiska na polach i drogach, w tym wiry powietrzne nazywane kręciszkami, tłumaczono niekiedy obecnością diabła pędzącego duszę nieochrzczonego dziecka. Z takimi przekonaniami wiązały się ludowe formuły ochronne, które miały odpędzać złe moce. Spotkanie z duszą wymagało ostrożności, a nieumiejętne zachowanie mogło według dawnych wierzeń sprowadzić nieszczęście.
Jak zmieniły się zwyczaje na Wszystkich Świętych? Od gałązek świerku do szklanych zniczy
Zmiany w obchodach listopadowych świąt widać również w wyglądzie samych cmentarzy. Dawniej nagrobki dekorowano przede wszystkim własnoręcznie przygotowanymi ozdobami. Wykorzystywano gałęzie jodły, świerku i bukszpanu, z których tworzono wieńce zaduszne. Sam motyw wieńca ma korzenie antyczne. Był związany między innymi z symboliką ofiary oraz ochrony przed złymi mocami. Z czasem naturalne dekoracje zaczęły ustępować miejsca gotowym kompozycjom kwiatowym, lampionom i szklanym zniczom. Ważną rolę odgrywało również światło. Współcześnie płomień świecy jest znakiem pamięci, modlitwy i nadziei. W dawnych wyobrażeniach przypisywano mu dodatkowo funkcję wskazywania drogi duszom oraz przynoszenia im ulgi w cierpieniu.
Na Kaszubach szczególne znaczenie miały także modlitwy za zmarłych. Praktykowano wypominki, nazywane lokalnie również wymiankami lub zdrowaśkami. Ważnym okresem była oktawa Dnia Zadusznego, kiedy wierni starali się odwiedzać cmentarze, modlić się i ofiarowywać odpusty za dusze czyśćcowe. W dawnych wierzeniach pojawiał się również motyw krótkiego powrotu dusz na ziemię, nazywanego czasem „urlopem z czyśćca”. Wierzono, że podczas świąt kościelnych, niedzieli i szczególnych uroczystości zmarli mogą otrzymać ulgę w cierpieniu. Żyjący starali się im pomóc przez modlitwę, dobre uczynki i udział w nabożeństwach.
Komentarze (0)