Dr Krzysztof Dzięgiel, neurolog i neurofizjolog z Trójmiasta, od dziesięciu lat zmaga się z guzem neuroendokrynnym trzustki. Przez długi czas choroba była kontrolowana dzięki chemioterapii i radioterapii, co pozwalało mu normalnie pracować i pomagać pacjentom. Ostatnie miesiące przyniosły jednak dramatyczne pogorszenie.
Lekarz, który nie przestał pomagać mimo choroby
W środowisku medycznym Krzysztof Dzięgiel znany jest jako lekarz oddany pacjentom, ceniony za profesjonalizm, spokój i ogromną empatię. Wielu osobom pomógł odzyskać zdrowie, a niektórym uratował życie. Poza szpitalem jest mężem i ojcem czwórki małych dzieci, dla których jego obecność jest bezcenna.
Choroba wymknęła się spod kontroli
Nowotwór przestał reagować na leczenie. Nie ma już możliwości dalszej chemioterapii ani radioterapii, a guz powoduje groźne krwawienia do przewodu pokarmowego. Krzysztof od tygodni przebywa w szpitalu, jest bardzo osłabiony. Wszystkie ośrodki chirurgii w Polsce odmówiły przeprowadzenia operacji ze względu na ogromne ryzyko.
Jedyna szansa pojawiła się w Niemczech
Ratunkiem okazała się propozycja z Niemiec. Prof. Thomas J. Musholt z Uniwersytetu im. Johannesa Gutenberga w Mainz zgodził się przeprowadzić bardzo rozległą operację, określając ją jako jedyny możliwy ratunek w obecnej sytuacji. Koszt zabiegu to około 100 tysięcy euro. Dodatkowo konieczny jest medyczny transport lotniczy, którego koszt wynosi około 130 tysięcy złotych. Klinika wymaga zabezpieczenia pełnej kwoty przed rozpoczęciem leczenia, a procedura NFZ trwa zbyt długo.
Szpitalna codzienność i walka o powrót do sił
Równolegle trwa codzienna walka o odbudowę organizmu po długim okresie unieruchomienia. Jak opisuje żona Krzysztofa, Kinga Baran, rehabilitacja po długim leżeniu jest niezwykle trudna, a droga do poprawy nie jest prosta ani liniowa. Jak sama mówi:
- Pracujemy mocno, żeby Krzysztof stanął na nogi, żeby odbudował mięśnie, które zwyczajnie gdzieś znikły po tak długim leżeniu. Chcielibyśmy, żeby ta długa droga była już tylko pasmem sukcesów, ale nie jest. Uda się zrobić krok do przodu, a potem trzeba się trochę cofnąć i zaczynać od nowa.
W pewnym momencie konieczne było cofnięcie Krzysztofa na OIT. Jak zaznacza jego żona, mimo strachu miało to też swoją dobrą stronę:
- Cofnięcie na OIT miało też swoje plusy. Na pewno pacjent jest bezpieczniejszy, kiedy na jedną pielęgniarkę przypada 2–3 podopiecznych, a nie np. dwudziestu.
Zapalenie płuc udało się opanować, parametry się poprawiły i Krzysztof wrócił na oddział chirurgii. Drenów nadal jest wiele, co utrudnia rehabilitację, ale nie poddają się. Kinga relacjonuje:
- Dzisiaj znów ćwiczymy siadanie, a z pomocą rehabilitantów stawanie. No i dzisiaj pierwszy po operacji ‘normalny’ obiad, tzn. zupa krem i puree z sosem beszamelowym. Hura!
Moment przełomu i powrót nadziei
Po niemal dwóch miesiącach spędzonych w łóżku pojawił się długo wyczekiwany przełom. Rehabilitacja była trudna, a każdy dzień wymagał ogromnego wysiłku. Kinga opisuje to wprost: były to „trzy tury ćwiczeń i mozolnego zbierania sił do pionizacji”, a dwa razy cały wysiłek był bliski zaprzepaszczenia. Z każdym kolejnym dniem powtórzeń było jednak odrobinę łatwiej.
I w końcu się udało.
- W końcu się udało. Stanął. Ruszył. I nie da się tak łatwo zatrzymać. - Kinga Baran
To był moment, który dla rodziny znaczy więcej niż jedno zwykłe „dobrze”. Ale nawet, teraz gdy widać światełko w tunelu, Krzysztof nadal potrzebuje wsparcia, bo najważniejsze starcie dopiero przed nim.
Następnie pojawiły się kolejne sygnały poprawy, które dla bliskich były jak małe zwycięstwa. Po dwóch miesiącach diety opartej na wodzie i puree makaron znów stał się symbolem normalności.
- Po dwóch miesiącach diety złożonej z powietrza, wody i puree (jakie szczęście) makaron smakuje jak wykwintny obiad w najlepszej restauracji. Mam nadzieję, że jesteśmy już na ostatniej prostej do domu i jeśli będą jakieś potknięcia, to tylko drobne. Krzyś codziennie trenuje do ‘wyścigu’ na lotnisku i każdego dnia ma za sobą większy dystans. Już niedługo. - Kinga Baran
To zdanie brzmi jak obietnica, ale też przypomnienie, że walka trwa. Operacja w Mainz i transport medyczny to wciąż ogromne koszty, a czasu jest coraz mniej.
Teraz on potrzebuje pomocy, choć przez lata sam ją dawał
Dla rodziny i bliskich nie ma wątpliwości, że to moment, w którym liczy się każda forma wsparcia. Dr Krzysztof Dzięgiel przez lata pomagał innym w najtrudniejszych momentach ich życia. Dziś sam walczy o swoje i potrzebuje pomocy, by móc skorzystać z jedynej szansy, jaka jeszcze pozostała.
Komentarze (0)