Na Pomorzu potwierdzono kolejne ogniska ptasiej grypy. Od grudnia służby weterynaryjne odnotowały już łącznie dziesięć przypadków tej choroby u drobiu i dzikiego ptactwa, a także pięć ognisk rzekomego pomoru drobiu. Sytuacja jest dynamiczna, a badania kolejnych martwych ptaków, znalezionych w ostatnich dniach na plażach wciąż trwają.
Pierwsze przypadki dotyczyły gospodarstw hodowlanych, zarówno dużych ferm, jak i mniejszych hodowli przyzagrodowych. Ogniska wykryto m.in. w powiatach kartuskim, słupskim oraz bytowskim. Kolejne zachorowania potwierdzono już u dzikiego ptactwa, co budzi niepokój służb ze względu na łatwość rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku naturalnym.
Zakażone dzikie ptaki stwierdzono również na terenie Trójmiasta. Potwierdzone przypadki dotyczą Gdańska i Gdyni, gdzie wykryto wirusa m.in. u łabędzi oraz jednej z kaczek nurkujących. W ostatni weekend spacerowicze natrafili na kolejne martwe ptaki na plażach w Gdyni i Sopocie, a ich próbki zostały przekazane do analizy laboratoryjnej.
Rozmieszczenie ognisk w różnych częściach województwa wskazuje na dużą obecność wirusa w środowisku. Z tego powodu w połowie stycznia wprowadzono na Pomorzu czasowe ograniczenia, skierowane głównie do hodowców. Obowiązuje zakaz organizowania targów, wystaw, pokazów oraz innych wydarzeń z udziałem drobiu i ptaków, a także handlu obwoźnego żywym ptactwem.
Służby uspokajają jednak mieszkańców w kwestii zagrożenia dla ludzi. Obecny szczep ptasiej grypy rzadko przenosi się na człowieka, a dotychczasowe przypadki zakażeń dotyczyły głównie osób mających bezpośredni kontakt z chorymi ptakami lub pracujących na fermach. Ryzyko dla ogółu społeczeństwa oceniane jest jako niskie.
Bezpieczna pozostaje również żywność. Mięso drobiowe oraz jaja, jeśli są odpowiednio ugotowane, usmażone lub upieczone, nie stanowią zagrożenia dla zdrowia, ponieważ wirus ginie w wysokiej temperaturze.
Komentarze (0)