Jeszcze niedawno widok danieli pod oknami bloków wywoływał uśmiech. Teraz coraz częściej słychać pytanie, jak sprawić, by zwierzęta wróciły do lasu.
Daniele w Wejherowie. Od zachwytu do problemu
Na osiedlach w Wejherowo daniele pojawiają się regularnie. Spacerują między blokami, zatrzymują się na parkingach, podchodzą blisko ludzi. Jeszcze niedawno widok stada przy klatce schodowej wywoływał entuzjazm.
Jak przekazała Straż Miejska w Wejherowie, służby od początku sygnalizowały, że taka sytuacja może stać się uciążliwa.
– Ta chwilowa atrakcja przez nieodpowiedzialność wielu mieszkańców stanie się uciążliwością – przekazała Straż Miejska w Wejherowie.
Dziś do strażników trafia coraz więcej zgłoszeń. Mieszkańcy informują o uszkodzonych pojazdach i niebezpiecznych sytuacjach na drogach osiedlowych. Daniele niszczą porożem zaparkowane samochody, potrafią wtargnąć na jezdnię, a w okresie rui samce bywają szczególnie pobudzone.
Apel służb: nie dokarmiać danieli
Najczęściej powtarzające się pytanie brzmi, czy zwierzęta powinny zostać wywiezione z miasta. Odpowiedź służb jest jednoznaczna.
– Danieli z osiedla będzie można się pozbyć jedynie poprzez zaprzestanie dożywiania. Tylko tym sposobem zwierzęta te można zmusić do powrotu do ich naturalnego środowiska – przekazała Straż Miejska w Wejherowie.
Mechanizm jest prosty. Zwierzęta przyzwyczajają się do łatwego pokarmu. Jeśli jedzenie znika, wracają tam, gdzie czują się bezpiecznie i gdzie znajduje się ich naturalna baza żerowa.
Z informacji przekazanych przez Straż Miejską wynika, że dzierżawca obwodu łowieckiego, czyli Koło Łowieckie JELEŃ w Wejherowie, zapewnia danielom odpowiednie warunki bytowe. W rejonie wejherowskiego szpitala znajduje się pełen paśnik z sianem, burakami, marchwią oraz lizawką solną.
To oznacza, że daniele nie muszą być dokarmiane przez mieszkańców.
Osoby, które chcą wspierać zimowe dokarmianie dzikiej zwierzyny, powinny robić to wyłącznie po uzgodnieniu z kołem łowieckim. Dodatkowe wykładanie karmy na terenach leśnych zadeklarowało także Nadleśnictwo Wejherowo.
Powiatowy Lekarz Weterynarii: mogą zranić, a nawet zabić
Straż Miejska przekazała również stanowisko Powiatowego Lekarza Weterynarii w Wejherowie. Komunikat nie pozostawia wątpliwości.
– Nie należy dokarmiać dzikich zwierząt łownych, gdyż stanowi to zagrożenie dla zdrowia ludzi, zwierząt hodowlanych i zwierząt dzikich – przekazała Straż Miejska, cytując stanowisko Powiatowego Lekarza Weterynarii.
W komunikacie podkreślono, że dokarmiane zwierzęta tracą dystans do człowieka i coraz częściej pojawiają się na terenach zamieszkanych.
– Zwierzęta łowne takie jak jelenie, daniele, dziki i łosie są dużymi zwierzętami i potencjalnie bardzo niebezpiecznymi, mogącymi zranić czy nawet zabić człowieka – przekazała Straż Miejska, powołując się na stanowisko lekarza weterynarii.
To ważny głos w dyskusji. Daniel może wydawać się spokojny, ale w sytuacji stresu, spłoszenia lub rywalizacji zachowuje się instynktownie. A instynkt w przypadku dzikiego zwierzęcia bywa nieprzewidywalny.
Dokarmianie szkodzi także samym zwierzętom
W komunikacie zwrócono również uwagę na kwestię diety.
– Nie wolno dokarmiać dzikich zwierząt pokarmem przeznaczonym dla ludzi, gdyż stanowi to zagrożenie dla zdrowia samych zwierząt – przekazała Straż Miejska w Wejherowie.
Układ pokarmowy danieli nie jest przystosowany do przetworzonej żywności, pieczywa czy resztek kuchennych. Długotrwałe podawanie takiego jedzenia może prowadzić do problemów trawiennych, osłabienia organizmu i większej podatności na choroby.
Co więcej, jak przypomniano w stanowisku, dzikie zwierzęta mogą być źródłem chorób zakaźnych. Ich stała obecność wśród zabudowy zwiększa ryzyko kontaktu z ludźmi oraz zwierzętami domowymi.
Odpowiedzialność zamiast chwilowej fascynacji
Sytuacja w Wejherowie pokazuje, jak cienka jest granica między zachwytem nad bliskością natury a realnym problemem dla miasta. Dobra wola i chęć pomocy nie zastąpią wiedzy o zachowaniach dzikich zwierząt.
Komentarze (0)