Pierwsze zatrzymania
Chodzi o 34-letniego mieszkańca powiatu koszalińskiego. Mężczyzna usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem, a prokurator w Miastku zawnioskował o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd Rejonowy w Miastku zajmuje się tym wnioskiem w poniedziałek, 28 września. Za kradzież z włamaniem grozi do 10 lat więzienia.
Karetka stała w Koszalinie
Od chwili zgłoszenia policjanci pracowali nad sprawą bez przerwy. Na miejscu przeprowadzili oględziny z technikiem kryminalistyki i zabezpieczyli ślady. Przejrzeli też nagrania z monitoringu i wykonali szereg czynności operacyjnych.
Do pracy ruszyli funkcjonariusze z Bytowa i Miastka oraz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Pomagali im mundurowi z Koszalina. I właśnie tam, w Koszalinie, znalazł się skradziony ambulans. Obok niego policjanci odzyskali znaczną część sprzętu komputerowego i medycznego.
34-latka zatrzymano w miniony weekend. Mł. asp. Dawid Łaszcz, oficer prasowy bytowskiej policji, mówił RMF FM, że było to efektem szeroko zakrojonych działań operacyjnych. Szczegółów nie zdradził, bo czynności wciąż trwają.
Łączną wartość skradzionych rzeczy oszacowano na około 180 tysięcy złotych.
Nie działał w pojedynkę
Z informacji policji wynika, że 34-latek miał działać wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami. Kim są, na razie nie wiadomo. Funkcjonariusze wciąż ich szukają i sprawdzają kolejne wątki. Postępowanie jest w toku.
Pełna karetka i w drogę
Do włamania doszło w nocy ze środy na czwartek, z 23 na 24 września. Najbardziej ucierpiało Centrum Usług Medycznych Dializa, które działa na terenie kompleksu Szpitala Miejskiego w Miastku. Złodzieje wynieśli komputery, sprzęt medyczny i leki.
Wszystko załadowali do karetki transportowej. Na co dzień wożono nią pacjentów na zabiegi. Tej nocy posłużyła za samochód do ucieczki.
Dyrekcja szpitala mówiła wtedy Polsat News, że sprawcy musieli dobrze znać teren. A to nie jest mały budynek. Kompleks zajmuje około 25 tysięcy metrów kwadratowych, a złodzieje mieli wiedzieć, w których pomieszczeniach szukać cennych urządzeń. Wszystko działo się mimo monitoringu.
Szpital, który już nie leczy
Żeby zrozumieć, jak w ogóle do tego doszło, trzeba cofnąć się o kilka miesięcy. Szpital Miejski w Miastku przestał prowadzić działalność leczniczą 1 sierpnia. Wtedy wygasły jego umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia, między innymi na leczenie szpitalne i fizjoterapię ambulatoryjną. Wcześniej, przez braki kadrowe, kolejne oddziały zawieszano jeden po drugim.
Według Polsat News długi placówki przekraczają dziś 50 milionów złotych. Pracę straciło 180 osób, głównie pielęgniarki, położne i salowe. Część z nich wciąż czeka na zaległe pensje.
W opustoszałym kompleksie działa jeszcze stacja dializ, która kupiła swoje pomieszczenia od miasta. Dla wielu pacjentów z okolicy to wciąż jedno z ważniejszych miejsc na mapie. I to ona stała się celem złodziei.
Nieproszeni goście nie pierwszy raz
Nocne włamanie nie było pierwszym takim sygnałem. Kilka tygodni wcześniej do zamkniętej części szpitala weszła grupa twórców internetowych, którzy nagrywają tak zwany urbex, czyli filmy z opuszczonych miejsc. Nagrania trafiły do sieci. Zarząd szpitala zgłosił wtedy policji uszkodzenie drzwi wejściowych.
Karetka wróciła, sprzęt w dużej części też. Pytanie, kto jeszcze był tamtej nocy w Miastku, na razie zostaje bez odpowiedzi.
Komentarze (0)