Na nagraniu widać osobowe audi, które skręca w boczną uliczkę, i dziewczynę jadącą hulajnogą elektryczną. Ułamek sekundy i nastolatka ląduje na masce. Uderza w przednią szybę, przetacza się po dachu i spada na asfalt. Samochód się nie zatrzymuje. Odjeżdża.
Było kilka minut po godzinie 16. Poszkodowana ma 14 lat.
„Graj!”
Relację dla TVP przygotowywał reporter Miłosz Sieliwończyk. Jak opowiadał później, najpierw usłyszał huk i okrzyk operatora. Gdy się odwrócił, zobaczył dziewczynę leżącą na jezdni i auto z rozbitą szybą, które odjeżdżało z miejsca. Krzyknął do operatora, żeby nie przerywał nagrania.
To była dobra decyzja. Kamera uchwyciła numery rejestracyjne samochodu, a te trafiły potem do policjantów.
Dziennikarze podbiegli do nastolatki i zadzwonili pod 112. Dziewczyna była przytomna, ale nie potrafiła ustać na nogach. Na hulajnodze były ślady krwi. Prosiła tylko o jedno: żeby ktoś zadzwonił do jej mamy. Kobieta dojechała na miejsce rowerem po kilku minutach.
Mniej więcej wtedy wrócił też kierowca. Zdążył przed policją. Reporter mówił na antenie TVP Info, że mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby sam był w szoku. Wysiadł z auta i dopytywał, co się stało.
Za kierownicą bez prawa jazdy
Policjanci szybko ustalili, jak doszło do zderzenia i kto prowadził audi. Okazało się, że kierowca w ogóle nie powinien siedzieć za kółkiem.
Na miejscu policjanci ustalili, że 20-letni kierujący Audi, skręcając w prawo, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu i doprowadził do bocznego zderzenia z 14-letnią kierującą hulajnogą elektryczną. Podczas czynności na miejscu zdarzenia funkcjonariusze ruchu drogowego ustalili, że kierowca nie miał uprawnień do prowadzenia auta. Zespół ratownictwa medycznego po zbadaniu 14-latki nie stwierdził u niej żadnych obrażeń, więc zdarzenie zostało zakwalifikowane jako kolizja. Policjanci ustalają dokładne okoliczności, mówi asp. Żaneta Podolska z Komendy Powiatowej Policji w Kościerzynie.
Dla drogówki to ważne rozróżnienie. O wypadku mówi się wtedy, gdy ktoś ginie albo odnosi obrażenia, które leczy się dłużej niż siedem dni. Tu, według ratowników, poważnych obrażeń nie było.
Kierowca odpowie przed sądem.
Kilka godzin wcześniej
Ekipa telewizji nie znalazła się na Kartuskiej przypadkiem. Przyjechała tam z powodu tragedii, o której w sobotę mówiła cała Kościerzyna.
Około godziny 12 służby dostały zgłoszenie o dziecku przygniecionym przez samochód. Do zdarzenia doszło w garażu na jednej z posesji przy tej samej ulicy. Chłopiec miał około trzech i pół roku. Zanim dojechali ratownicy, spod auta wyciągnęła go rodzina.
Na miejsce pojechali strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Kościerzynie i z OSP Skorzewo, policja oraz zespół ratownictwa medycznego. Chłopca długo reanimowano, najpierw strażacy, potem ratownicy. Nie udało się go uratować.
Rodzice byli w takim stanie, że policja nie mogła ich przesłuchać. Na miejscu pracowali prokurator i lekarz medycyny sądowej. Śledczy wciąż ustalają, co dokładnie wydarzyło się w garażu.
Komentarze (0)