Pierwszy zdjęty kawałek ważył 47 ton
Na Moście Tczewskim trwa demontaż. 12 października, w 169 rocznicę otwarcia mostu, starostwo powiatowe pokazało zdjęcia z placu budowy. Na jednym z nich widać zdjęty już fragment konstrukcji o wadze 47 ton. W czwartek 15 października prace weszły w decydującą fazę.
To część przęsła ESTB, powojennej stalowej kratownicy, którą po zniszczeniach wojennych wstawiono tymczasowo w miejsce 19-wiecznej konstrukcji, żeby po moście dało się znowu jeździć. Prowizorka przetrwała dekady. Według starostwa cała konstrukcja przewidziana do opuszczenia i rozbiórki waży niemal 1000 ton, czyli mniej więcej tyle, co 700 samochodów osobowych. Przęsło ma zostać opuszczone i rozebrane sekcjami.
Przez to przęsło budowa stała ponad 6 lat
Rozbiórkę ESTB zaczęto już raz. W 2019 roku ówczesny pomorski wojewódzki konserwator zabytków nakazał ją przerwać, bo przęsło miało zostać zachowane i wyeksponowane. Wykonawca zszedł z placu budowy, a częściowo rozebrany most przez kolejne lata podpierał tymczasowy filar wbity w dno Wisły.
Nowa umowa, ze Strabagiem, została podpisana dopiero 18 marca 2026 roku. Kontrakt jest wart niemal 34 mln zł, a wykonawca dostał 10 miesięcy. Pieniądze pochodzą głównie z rządowego programu Polski Ład, 1,5 mln zł dołożył samorząd województwa, a 1 mln zł miasto Tczew.
Przy podpisaniu umowy starosta tczewski Mirosław Augustyn wymieniał 3 zadania: zdjęcie przęsła ESTB, odbudowę filara w nurcie rzeki i obłożenie kamieniem przyczółka od strony Tczewa. Mikołaj Gomuła, dyrektor techniczny w Strabagu, mówił wtedy Radiu Tczew, że największym zmartwieniem budowlańców jest sama Wisła i zmienny poziom wody, a firma rozważa, czy opuszczać przęsło w całości, czy ciąć je nad wodą.
Starostwo zapowiada, że opuszczenie przęsła nastąpi w najbliższych dniach, ale dokładny termin zależy od pogody i gotowości technicznej.
W 2019 roku cały etap IIA miał kosztować ok. 35 mln zł. Dziś samo jego dokończenie kosztuje niemal 34 mln zł.
Rozbierają je, ale nie po to, żeby wyrzucić
Przęsło, o które toczył się spór, nie pójdzie na złom. Zgodnie z decyzją konserwatora zabytków ma zostać ocalone i wyeksponowane w mieście. Na razie elementy trafią na miejską działkę na północ od mostu kolejowego, w okolicy dawnej drożdżowni. Miasto użyczyło ją starostwu za darmo.
Miasto chce ustawić przęsło na tczewskim bulwarze. Pierwotny pomysł zakładał ustawienie go przy ulicy Jana z Kolna na betonowych palach. Prezydent Tczewa Łukasz Brządkowski mówił pod koniec września w Telewizji Tetka, że miasto chce postawić je bezpośrednio na ziemi, jak najbliżej skarpy przy drodze, a rozmowy z konserwatorem są zaawansowane. Na ekspozycję samorządy chcą przeznaczyć 30 mln zł, które zostały z przyznanych na most pieniędzy. Według prezydenta starosta jest zdeterminowany, żeby tych środków nie oddawać.
Kiedy znów będzie można przejechać? Nie po tym etapie
Obecny etap prac ma się zakończyć do końca roku. Nie oznacza to powrotu ruchu. Most drogowy jest zamknięty dla samochodów od jesieni 2011 roku, a najbliższa przeprawa przez Wisłę to wciąż Most Knybawski na drodze krajowej nr 22, na południe od Tczewa.
Most Tczewski był kiedyś dumą regionu. Za dzień jego otwarcia uznaje się 12 października 1857 roku. Miał wtedy 837,3 m, był pierwszą stałą przeprawą przez Wisłę i najdłuższym mostem w Europie. Zaprojektował go Carl Lentze.
Przełom, po którym w moście będzie dziura
Po zakończeniu obecnego etapu nad nurtem Wisły powstanie wyrwa. Zabraknie przęseł, po których dałoby się przejechać albo przejść. Na nie potrzeba kolejnych etapów prac i pieniędzy, których powiat dziś nie ma.
Starosta Augustyn szacował w marcu, że pełna przejezdność mostu to wydatek co najmniej 200 mln zł. Tę samą kwotę, jako możliwy koszt remontu i przywrócenia mostu do użytku, podawała już w 2023 roku interpelacja poselska skierowana do ministra infrastruktury. Przełom, na który Tczew czekał ponad 6 lat, oznacza więc, że nad nurtem Wisły most najpierw zostanie bez przęsła.
Komentarze (0)