W Trójmieście – od dużych galerii handlowych po osiedlowe dyskonty – stanowiska samoobsługowe często dominują nad tradycyjnymi kasami. Sieci handlowe rozwijają je, bo zwiększają przepustowość i ograniczają koszty personelu. Dla klientów to oszczędność czasu. Problem w tym, że wygoda może oznaczać wyższe wydatki.
Z danych firmy Vita Mojo z Londynu, która wdraża systemy zamówień i płatności samoobsługowych, wynika, że 61 proc. klientów wydaje więcej przy korzystaniu z takich terminali. Różnica w wartości koszyka potrafi sięgać nawet 40 proc. W praktyce oznacza to, że zakupy planowane na 100 zł mogą zakończyć się rachunkiem w wysokości 140 zł.
Podobne obserwacje przedstawili ekonomiści behawioralni z Uniwersytetu w Tel Awiwie. Ich analizy wskazują, że samodzielne skanowanie produktów obniża tzw. psychologiczny koszt wydawania pieniędzy. Klient koncentruje się na technicznej obsłudze urządzenia – wybieraniu kategorii, ważeniu warzyw, zatwierdzaniu komunikatów – a nie na kontrolowaniu budżetu.
Psychologiczny koszt wydawania pieniędzy. Dlaczego wydajemy więcej?
Mechanizm nie wynika z błędu technologii, lecz z ludzkiej psychiki. Badania z zakresu ekonomii behawioralnej od lat pokazują, że im mniej „bolesny” jest moment płacenia, tym łatwiej akceptujemy wyższe kwoty. Płatność kartą czy telefonem już zmniejszyła odczuwalność wydatku w porównaniu z gotówką. Kasa samoobsługowa dokłada do tego kolejny element: rozproszenie uwagi.
W trakcie skanowania produktów klient przejmuje rolę kasjera. Musi kontrolować, czy towar został prawidłowo odczytany, czy waga się zgadza, czy system nie zgłasza błędu. W tym czasie rosnąca suma na ekranie nie jest w centrum uwagi. Decyzje o dołożeniu kolejnego produktu zapadają szybciej i bez głębszej refleksji.
W Gdańsku, gdzie ruch turystyczny jest wysoki, a zakupy często mają charakter spontaniczny – szczególnie w sezonie letnim – ten efekt może być jeszcze silniejszy. Krótkie wizyty w sklepach przy plaży czy w centrum kończą się dodatkowymi przekąskami, napojami i drobnymi produktami, które podnoszą końcowy rachunek.
Brak presji społecznej zmienia decyzje zakupowe w sklepach
Istotną rolę odgrywa także brak kontaktu z kasjerem. Przy tradycyjnej kasie część klientów ogranicza impulsywne zakupy z powodu naturalnej presji społecznej. Świadomość, że ktoś obserwuje zawartość koszyka, skłania do większej kontroli.
Przy samoobsłudze ten czynnik znika. Klient działa sam, bez bezpośredniej interakcji. Znika moment zatrzymania, w którym można jeszcze zrezygnować z części produktów. W efekcie łatwiej zaakceptować dodatkowe wydatki.
Dodatkowo przestrzeń wokół kas samoobsługowych bywa projektowana tak, by maksymalnie eksponować drobne towary – słodycze, napoje, baterie, produkty sezonowe. To zwiększa prawdopodobieństwo spontanicznych decyzji.
Kasy samoobsługowe a budżet domowy mieszkańców Gdańska
Jeżeli różnica w rachunku rzeczywiście sięga 40 proc., skala w ujęciu miesięcznym jest znacząca. Przy kilku większych zakupach tygodniowo nadwyżka może oznaczać kilkaset złotych więcej wydanych pieniędzy.
Dla gdańszczan oznacza to potrzebę większej kontroli. Proste działania – lista zakupów, ustalenie limitu wydatków przed wejściem do sklepu czy świadome śledzenie sumy na ekranie – mogą ograniczyć efekt psychologiczny. Technologia nie jest zagrożeniem sama w sobie, ale zmienia sposób podejmowania decyzji.
W realiach rosnących kosztów życia każdy procent ma znaczenie. Warto wiedzieć, że skrócenie kolejki nie zawsze oznacza oszczędność.
Komentarze (0)