reklama

Za słabo pisał, żeby skłamać? Prokuratura zamyka sprawę Wałęsy i „teczek Kiszczaka”

Opublikowano:
Autor:

Za słabo pisał, żeby skłamać? Prokuratura zamyka sprawę Wałęsy i „teczek Kiszczaka” - Zdjęcie główne
Autor: Nieznany | Opis: Lech Wałęsa 1980 rok

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości GdańskDziesięć lat po tym, jak z szafy generała Kiszczaka wypadły papiery „Bolka”, państwo kończy ściganie Lecha Wałęsy. Nie werdyktem sądu, tylko postanowieniem prokuratora. W uzasadnieniu pojawia się argument, o który w tej sprawie nikt by się nie założył: w latach 70. przyszły noblista miał być „wtórnym analfabetą”.
reklama
reklama

24 września 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie fałszywych zeznań, które były prezydent miał złożyć 13 kwietnia 2016 roku w warszawskim oddziale IPN. Komunikat podpisał zastępca prokuratora okręgowego Wojciech Sitek.

Sąd Apelacyjny w Warszawie zajmował się Wałęsą niedawno, ale w innej sprawie i z odwrotnym skutkiem. W sierpniu oddalił jego apelację w procesie o ochronę dóbr osobistych z historykiem Sławomirem Cenckiewiczem. W tamtym sporze chodziło o cytowanie przez Cenckiewicza fragmentów książek Rogera Boyesa i Pawła Zyzaka o Wałęsie, a nie o zarzuty karne.

Pięćdziesiąt dokumentów i jedno przesłuchanie

Historia zaczyna się w lutym 2016 roku, kiedy IPN zabezpieczył dokumenty w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku, szefie MSW z czasów PRL. Wśród nich była teczka tajnego współpracownika „Bolek”: zobowiązanie do współpracy z SB i pokwitowania odbioru pieniędzy. Wałęsa przesłuchiwany jako świadek zaprzeczył, że cokolwiek z tego napisał lub podpisał.

reklama

Biegli z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna uznali, że dokumenty wyszły spod jego ręki. Na tej opinii prokuratura zbudowała akt oskarżenia. Trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia pod koniec listopada 2023 roku. Zarzut dotyczył ponad pięćdziesięciu dokumentów, a za fałszywe zeznania z art. 233 § 1 kodeksu karnego groziły wtedy do trzech lat więzienia.

Prokuratura sama poprosiła o zwrot

Proces się nie odbył. W maju 2024 roku prokuratura przejrzała akta, uznała, że ma braki, i sama złożyła wniosek o zwrot sprawy. W czerwcu 2024 roku sąd się zgodził. Wskazał, że trzeba zebrać próbki pisma Wałęsy, przejrzeć akta IPN pod kątem materiału porównawczego i ewentualnie powołać kolejnego biegłego.

reklama

Po dwóch latach uzupełniania wniosek brzmi tak:

Brak jest pewnych podstaw do uznania, że Lech Wałęsa jest autorem dokumentów ujawnionych w »teczkach Kiszczaka«, pisze Wojciech Sitek, zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie, komunikat z 24 września 2026 r.

Porównywali nie to, co trzeba

Według prokuratury opinia z Krakowa „wcale nie jest kategoryczna”. Biegli ustalili, że część dokumentów napisała ta sama osoba, od której pochodzi materiał porównawczy. Problem w tym, że nie ma pewności, czy tą osobą był Wałęsa. Z 136 dokumentów porównawczych sam potwierdził autorstwo tylko dwóch podpisów. Zabrakło tzw. wpływowych prób pisma, czyli tekstu napisanego na polecenie, w obecności urzędnika.

reklama

Do tego rozjeżdżają się daty. Badane rękopisy pochodzą z okresu od 19 grudnia 1970 do 19 września 1980 roku (157 pozycji), a materiał porównawczy głównie z lat 80., 90. i XXI wieku.

Komunikat dodaje, że porównywanie długich rękopisów z kilkoma krótkimi tekstami i podpisami jest niezgodne ze standardami badań pismoznawczych. A potem pada zdanie, które na prawicy natychmiast zrobiło karierę:

Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, pisze w komunikacie Prokuratura Okręgowa w Warszawie. 

Prokuratura przywołuje też to, co z akt wynika bezspornie: w latach 80. esbecy fałszowali podpisy Wałęsy i preparowali dokumenty, podrabiając jego charakter pisma, by skompromitować go przed współpracownikami i Komitetem Noblowskim.

Jedni mówią o prawdzie, drudzy o żarcie

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ogłosił, że przez lata „upolityczniony aparat państwa ścigał legendę Solidarności”, a „prawda wygrała z próbą pisania historii na nowo”. Po drugiej stronie mecenas Bartosz Lewandowski pytał, czy prokurator naprawdę uznał opinię renomowanego instytutu za bezwartościową, bo Wałęsa umiał się „praktycznie tylko podpisać”. I zakończył: „To żart?”. Cenckiewicz skwitował rzecz krótko: „Ci szaleńcy twierdzą, że na czele 10-milionowego ruchu »Solidarności« stał »wtórny analfabeta«”.

Warto pamiętać, czego ta decyzja nie rozstrzyga. Prokuratura nie orzekła, czy Wałęsa był „Bolkiem”. Uznała, że nie da się ponad wszelką wątpliwość udowodnić, że skłamał, mówiąc, że tych papierów nie pisał, i niedające się usunąć wątpliwości rozstrzygnęła na jego korzyść (art. 5 § 2 kodeksu postępowania karnego). Komunikat przypomina zresztą, że nikt nie ma obowiązku obciążać samego siebie, nawet przesłuchiwany jako świadek.

Spór o stoczniowca z Gdańska przez dziesięć lat przenosił się z archiwów do sądów i z powrotem. W sierpniu Wałęsa przegrał z historykiem przed sądem apelacyjnym, we wrześniu wygrał z prokuraturą bez wchodzenia na salę rozpraw. Historycy dostali sprawę z powrotem, a z nią pytanie, którego żaden biegły nie zamknął.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo