Na trójmiejskich ścieżkach coraz częściej mija nas coś, co z klasyczną hulajnogą ma wspólną głównie deskę i kierownicę. Grube koła, mocne amortyzatory, czasem dwa silniki. W internecie przylgnęła do nich nazwa „kukiryny”, od popularnej chińskiej marki Kukirin, a do ich właścicieli „kukiryniarze”. Moda jest łatwa do zrozumienia: za kilka tysięcy złotych dostaje się maszynę szybszą od niejednego skutera, bez tablic, bez rejestracji i, jak sądzi wielu kupujących, bez żadnych formalności.
To ostatnie jest złudzeniem. Mariusz Dziedzic, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, mówi wprost, że część sprzedawanych dziś „hulajnóg” hulajnogami w świetle prawa po prostu nie jest.
Dwadzieścia i ani kilometra więcej
Cała sprawa kręci się wokół jednej liczby. Przepisy definiują hulajnogę elektryczną jako pojazd, którego konstrukcja ogranicza prędkość do 20 km/h. Nie „zalecana prędkość”, nie „tryb eco”, tylko twarda, fabryczna blokada.
Proszę państwa, na rynku pojawiło się obecnie wiele urządzeń, które są sprzedawane jako hulajnogi elektryczne, jednakże nie spełniają stricte warunków technicznych przypisanych do hulajnóg elektrycznych. Hulajnoga elektryczna ma ograniczoną prędkość do dwudziestu kilometrów na godzinę i w warunkach technicznych jest to ściśle określone. Wówczas spełnia ona wymogi hulajnogi elektrycznej. Producent, przekraczając te wartości, powoduje, że możemy kwalifikować te hulajnogi jako motorowery, a jeżeli przekroczą prędkość czterdziestu pięciu kilometrów na godzinę, można je kwalifikować jako motocykle, tlumaczy Mariusz Dziedzic, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Gdańsku.
Innymi słowy: to nie nazwa w sklepie decyduje, czym jeździmy. Jeśli sprzęt fabrycznie rozpędza się powyżej dwudziestki, właściciel nie ma już hulajnogi, tylko motorower. A jeśli przebija 45 km/h, to w oczach policji siedzi na motocyklu, nawet jeśli stoi na desce.
Tablica, polisa i kask na głowie
Z tą zmianą kategorii przychodzi cały pakiet obowiązków, o których przy zakupie mało kto myśli. Motorower trzeba zarejestrować i ubezpieczyć, tak samo jak samochód. Do tego dochodzi kask, i to bez żadnej taryfy ulgowej dla dorosłych.
To ważne, bo od 3 czerwca 2026 roku kask stał się obowiązkowy dla osób do 16. roku życia jadących na rowerze czy hulajnodze. Wielu starszych użytkowników uznało więc, że ich ta zmiana nie dotyczy. W przypadku „kukirynów” to błąd.
No i wówczas ten pojazd powinien być zarejestrowany, ubezpieczony. Obowiązkowy wówczas jest kask, nawet jeżeli kierujący przekracza ten wiek wystosowany przez ustawę, czyli szesnastu lat. Dlatego takie pojazdy są przez nas zatrzymywane. Traktowany jest jako pojazd niedopuszczony do ruchu. Jest informacja do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, czy ten pojazd podlega takiemu ubezpieczeniu, i jest przez fundusz wówczas nakładana kara za nieubezpieczenie takiego pojazdu - tak konsekwencje opisuje naczelnik Dziedzic.
Kontrola, a potem list z funduszu
Scenariusz jest więc prosty i mało przyjemny. Policjant zatrzymuje pojazd, sprawdza jego parametry i jeśli okaże się, że to motorower bez rejestracji, dalsza jazda się kończy. Pojazd zostaje uznany za niedopuszczony do ruchu, a sprawa trafia do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.
UFG nie wystawia mandatów, tylko kary za brak obowiązkowego OC. Ich wysokość liczona jest od płacy minimalnej i w przypadku motoroweru w tym roku przekracza 1,6 tys. zł. Do tego dochodzą ewentualne mandaty za jazdę bez kasku i bez rejestracji. Tu nie ma znaczenia, że właściciel „był przekonany”, że kupił zwykłą hulajnogę. Fundusz sprawdza, czy polisa była, a nie czy kierowca wiedział, że powinna być.
Szybkość sprzedaje się najlepiej
Najbardziej zaskoczeni bywają ci, którzy kupili sprzęt w dobrej wierze, często jako prezent dla nastolatka. Opisy w sklepach internetowych chętnie chwalą się zasięgiem, mocą silnika i prędkością maksymalną, rzadziej wspominają, że z tą prędkością wiąże się obowiązek rejestracji. Szybkość sprzedaje się świetnie. Tablica rejestracyjna i polisa już znacznie gorzej.
Zanim więc ktoś wyjedzie nowym nabytkiem na Grunwaldzką czy pas nadmorski, warto zajrzeć do specyfikacji. Jeśli producent obiecuje tam choćby 21 km/h, to ten zakup właśnie zaczął kosztować więcej, niż było napisane na paragonie.
Komentarze (0)