reklama

Wałęsa zabrał głos po decyzji prokuratury. „Wybaczcie mi, ale nie mam wyboru”

Opublikowano:
Autor:

Wałęsa zabrał głos po decyzji prokuratury. „Wybaczcie mi, ale nie mam wyboru” - Zdjęcie główne
Autor: Nieznany | Opis: Lech Wałęsa odpowiada na umorzenie sprawy z jego udziałem

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości GdańskMiał się już nie odzywać, ale nie wytrzymał. W niedzielnym nagraniu Lech Wałęsa odniósł się do umorzenia śledztwa w sprawie teczek Kiszczaka i do fali komentarzy, która po nim przyszła. Przyznał się do „analfabetyzmu”, oskarżył Kiszczaka o fabrykowanie donosów i opowiedział o funkcjonariuszach SB, którzy mieli go przepraszać.
reklama
reklama

Koniec sprawy sprzed dekady

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła 24 września postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie, podejrzanemu o składanie fałszywych zeznań (art. 233 § 1 k.k.). Chodziło o przesłuchanie z 13 kwietnia 2016 roku w IPN. Byłemu prezydentowi pokazano wtedy odręczne dokumenty z teczek tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”, znalezione w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku. Wałęsa zaprzeczył, że napisał lub podpisał większość z nich.

Śledztwo od 2017 roku prowadził IPN, w 2023 roku przejęła je warszawska prokuratura. Ówczesny prokurator okręgowy Mariusz Dubowski skierował akt oskarżenia pod koniec listopada 2023 roku. Według obecnego komunikatu prokuratury zrobił to bez wykonania ani jednej czynności procesowej. W czerwcu 2024 roku sąd zwrócił sprawę do uzupełnienia.

reklama

Dlaczego umorzono?

Prokurator zakwestionowała kluczowy dowód, czyli opinię biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna. Zarzuciła jej, że długie, wielostronicowe teksty porównywano z krótkimi zapisami i podpisami, a biegli nie wyjaśnili, dlaczego podobieństwa przeważyły nad różnicami. Nowej opinii nie zlecono, bo zdaniem prokuratury nie da się zebrać materiału porównawczego, który na pewno pochodziłby od Wałęsy. Wątpliwości rozstrzygnięto na korzyść podejrzanego.

Prokuratura wskazała też na prawo do obrony. Wałęsa mógł się obawiać, że przyznanie się do autorstwa dokumentów podważy wszystkie jego wcześniejsze zeznania, w których zaprzeczał współpracy z SB.

Najwięcej emocji wywołał jednak inny fragment. Z zeznań świadków wynikało, że Wałęsa w latach 70. nie sporządzał długich rękopisów. Jak napisano w komunikacie, niektórzy wskazywali wprost, że był wtedy „wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał”.

reklama

Na decyzję ostro zareagowali prawicowi politycy i historycy. Prof. Sławomir Cenckiewicz ironizował w sieci i zapowiedział, że wystąpi o wgląd do akt. IPN podkreślił z kolei, że umorzenie dotyczy wyłącznie zeznań i nie zmienia ustaleń w sprawie współpracy Wałęsy z SB ani autentyczności dokumentów.

„Nie mogłem wam o tym powiedzieć”

W niedzielę głos zabrał sam zainteresowany. Nagranie zaczyna od przeprosin.

reklama

Bardzo Państwa przepraszam, macie dość mojej sprawy, mojego tłumaczenia się z agenta Bolka. Miałem się już nie odzywać. Ale ci sami wrogowie moi i wrogowie polskich sukcesów nadal niszczą polskie sukcesy i brudzą mi życiorys. Wybaczcie mi, ale nie mam wyboru, mówi Lech Wałęsa, były prezydent RP.

Tłumaczy, że w internecie wyzywa się go od debili, a komentatorzy uczepili się słów o analfabetyzmie. Wałęsa nie zaprzecza.

To prawda, wtedy miałem ograniczone możliwości tworzenia pisemnego. Jako robotnik przez ponad dziesięć lat nie miałem w ręku długopisu. Stąd nie mogłem pisać takich tekstów. I ich nie pisałem. Ja się do tego analfabetyzmu przyznaję, mówi Lech Wałęsa.

Lekceważenie jako broń

Były prezydent odwraca jednak sens zarzutu. Twierdzi, że to, jak postrzegała go bezpieka, było mu na rękę.

To lekceważenie mnie przez bezpiekę i komunę pozwalało mi realizować moje nierealne marzenia. A miałem dwa. Pierwsze, zrobić wszystko, by skończyć w Polsce komunę. Drugie, urwać się Sowietom. Problem polegał na tym, że nie mogłem wam o tym powiedzieć, mówi Lech Wałęsa.

Początek tej drogi umieszcza w 1970 roku. Przyznaje, że nie był wtedy przygotowany, ale jak mówi, jego umysł pracował dobrze. Wyciągał wnioski i budował pozycję, dzięki której ludzie mieli go poprzeć.

Bezpieka się orientowała, ale też mnie lekceważyła. I o to właściwie wtedy chodziło. Niech oni mnie lekceważą, a zobaczą, czego dokonam, mówi Lech Wałęsa.

Donosy pisane po latach

Główna część nagrania to jego wersja historii teczek. Według Wałęsy dokumenty z domu Kiszczaka powstały dużo później, niż wskazują daty.

Kiszczak chciał mnie maksymalnie zrujnować. Wyprodukował masę donosów, tylko popełnił błędy. Gdyby te donosy powstawały w tamtym czasie, musiałyby powodować skrzywdzenie paru ludzi, zwolnienia z pracy i inne prześladowania. Zauważcie, nikt, ale to nikt nie został za to pokrzywdzony. Bo te donosy wyprodukował Kiszczak dziesięć lat później, mówi Lech Wałęsa.

Zwraca też uwagę na list generała, w którym ten zastrzegał, by materiały ujawnić dopiero po śmierci Wałęsy. Jego zdaniem chodziło o to, by nie mógł się już bronić.

Patrioci w bezpiece

Najbardziej zaskakujący jest fragment o ludziach z SB. Wałęsa mówi, że część funkcjonariuszy świadomie z nim walczyła, ale z innych pobudek, niż mogłoby się wydawać.

Może wam się to nie podobać. Nawet w tej ohydnej bezpiece byli ludzie, patrioci polscy, i oni walczyli ze mną. Mówili tak: Wałęsa za bardzo przyspieszył. My też chcemy wolnej Polski, ale jego działanie doprowadzi do tego, że Sowieci wymordują jedną trzecią Polski. Dlatego musimy go zwalczać, mówi Lech Wałęsa.

Według byłego prezydenta ci ludzie organizowali nawet pisanie fałszywych donosów. Wymienia z nazwiska jednego z nich, jak twierdzi najważniejszego. Ten funkcjonariusz miał po zwycięstwie przyjść, przeprosić, opisać wszystko i zadeklarować, że powie prawdę przed sądem.

Wałęsa uważa, że Kiszczak w końcu zrozumiał, że ujawnienie teczek obróciłoby się przeciwko niemu, i dlatego ich nie przekazał. Materiały powinny były zostać zniszczone, ale jak mówi, częściowo przetrwały albo trafiły „w ręce Kaczyńskiego i jego mafii”.

„Mamy zwycięstwo”

Uzasadnienie prokuratury Wałęsa odczytuje jako potwierdzenie swojej wersji. Formalnie śledczy stwierdzili brak pewnych podstaw, by uznać go za autora dokumentów.

Jeszcze raz powtarzam, nigdy nie byłem agentem. Wrogowie moi, wrogowie polskich zwycięstw próbują wykorzystać każdą okazję, aby niszczyć nasze zwycięstwo. Niszcząc zwycięstwo Polski, niszczą mnie osobiście. Jednak przekroczyli granicę ubliżania mi i dlatego się odzywam, mówi Lech Wałęsa.

Nagranie kończy zaskakująco krótko. Mówi, że zna wiele rzeczy, o których publicznie się nie mówi, i nie wie, czy powinien je ujawniać. Ostatnie słowa brzmią: „Mamy zwycięstwo”.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo