Co orzekł sąd?
Sprawa dotyczy reportażu Bożeny Aksamit „Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?”. Tekst ukazał się w grudniu 2018 roku w „Dużym Formacie”, dodatku do „Gazety Wyborczej”. Siostry zmarłego w 2010 roku duchownego pozwały wydawcę, spółkę Agora, o naruszenie dobrej pamięci o bracie.
W marcu 2023 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku przyznał im rację tylko częściowo. Uznał, że nie potwierdziła się historia 16-letniej Ewy, która miała zajść w ciążę z księdzem i odebrać sobie życie. Za wiarygodne uznał jednak zeznania Barbary Borowieckiej o tym, że sama była molestowana przez duchownego jako dziecko.
18 września 2026 roku Sąd Apelacyjny poszedł dalej. Nakazał usunąć z reportażu nie tylko wątek 16-latki, ale też słowa Borowieckiej o molestowaniu jej w wieku około 12 lat oraz o lęku, jaki ksiądz miał budzić wśród dzieci z jej podwórka. „Duży Format” ma opublikować przeprosiny, a każda z trzech sióstr dostanie 1900 zł zadośćuczynienia.
Przewodnicząca składu sędzia Teresa Karczyńska-Szumilas zwracała uwagę, że autorka tekstu opierała się na relacji jednej osoby, potwierdzonej jedynie przez kogoś, kto usłyszał ją od tej samej kobiety.
Te wszystkie okoliczności absolutnie w tym materiale dowodowym nie znajdą żadnego potwierdzenia. Wręcz można stwierdzić, że te zeznania świadków wskazują na okoliczność zgoła przeciwną. Takie fakty według świadków, którzy wówczas zamieszkiwali w okolicy, gdzie miały mieć miejsce te zdarzenia; byli oni wówczas dziećmi, nie miały miejsca, mówiła sędzia Teresa Karczyńska-Szumilas.
Sąd podkreślił zarazem, że ks. Jankowski jest postacią historyczną i jego przeszłość wolno badać. Trzeba to jednak robić ze szczególną starannością.
Osiem dni od tekstu do projektu
Tomasz Rakowski - przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska na sesji wyliczał daty. Reportaż ukazał się 3 grudnia 2018 roku, a już 11 grudnia do biura rady trafił projekt KO o odebraniu księdzu honorowego obywatelstwa. W marcu 2019 roku radni w kilkanaście minut przyjęli trzy uchwały: o odebraniu tytułu, zmianie nazwy skweru i rozbiórce pomnika. Wcześniej, w lutym, pomnik obalili nocą aktywiści. Sąd później ich uniewinnił.
Dziś emocje opadły, a my wiemy znacznie więcej. Jest prawomocny wyrok sądu. Księdzu Henrykowi Jankowskiemu należy się przywrócenie dobrego imienia w Gdańsku. Za tym powinny pójść dalsze decyzje rady. Jakie i w jakiej formie, o tym chcielibyśmy rozmawiać, mówił Tomasz Rakowski, przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska.
Radny powołał się też na wspólny apel Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, Stowarzyszenia „Godność” i Federacji Młodzieży Walczącej. Środowiska te chcą powrotu tytułu, nazwy skweru i pomnika.
"Nie widze przestrzeni"
Na apel odpowiedział w Radiu Gdańsk wiceprezydent Piotr Borawski. Stwierdził, że osoby wyróżniane honorowym obywatelstwem muszą być kryształowe, a o prałacie trudno tak powiedzieć.
W mojej opinii postać prałata Henryka Jankowskiego jest bardzo kontrowersyjna. Uważam, że nie należy nic zmieniać w przestrzeni publicznej, nawet po wyroku. Nie widzę dzisiaj przestrzeni, aby taki bardzo zacny tytuł w naszym mieście ponownie nadawać tej postaci, mówił Piotr Borawski, wiceprezydent Gdańska.
Przy czym warto zaznaczyć, że jest to prywatne stanowisko wiceprezydenta Borawskiego. Z kolei radni zamierzają się naradzić w tej sprawie, przed zajęciem stanowiska.
Cień, który ciągnie się od lat
Wyrok nie rozstrzyga wszystkiego, co przez dekady mówiono o ks. Jankowskim. Już w latach 90. głośno było o jego antysemickich wypowiedziach z ambony, za które metropolita gdański zakazał mu na rok głoszenia kazań. W 2004 roku przestał być proboszczem parafii św. Brygidy.
W tym samym czasie prokuratura badała zarzuty dotyczące 13-letniego ministranta. Śledztwo umorzono. Mężczyzna, który oskarżał wtedy prałata o gwałt, kilka lat później w podobny sposób oskarżył dwóch polityków i został uznany przez śledczych za niewiarygodnego.
Po publikacji „Dużego Formatu” zgłaszały się kolejne osoby, w tym kobieta, która oficjalnie złożyła relację w gdańskiej kurii. Kuria zapowiadała dochodzenie historyczne. Jego wyników nigdy nie przedstawiono.
To może nie być koniec
Pełnomocnik Agory mec. Tomasz Ejtminowicz zapowiedział skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem sąd apelacyjny w ogóle nie odniósł się do zeznań, które Barbara Borowiecka złożyła w tym procesie jako świadek.
Te zeznania były wstrząsające, porażające, pokazywały praktykę molestowania i o tym nie padło dzisiaj ani jedno słowo. Jeżeli oceniać wiarygodność określonej osoby, to powinno się chociażby jednym słowem do tego odnieść. W związku z tym my oczywiście składamy skargę kasacyjną, mówił mec. Tomasz Ejtminowicz, pełnomocnik wydawcy „Gazety Wyborczej”.
Sąd Najwyższy nie będzie jednak ponownie badał faktów. Sprawdzi wyłącznie, czy prawo zostało prawidłowo zastosowane.
Komentarze (0)