Sezon letni nad polskim morzem jeszcze się na dobre nie zaczął, a temat „paragonów grozy” już wraca. Co roku zdjęcia rachunków za gofry, lody czy kawę rozgrzewają internet bardziej niż lipcowe słońce. Czy w tym roku będzie podobnie? Wiele wskazuje na to, że tak — a dowodem mogą być ceny z niewielkiej budki przy wejściu na molo w gdańskim Brzeźnie.
Cennik, który może zaskoczyć
Już na pierwszy rzut oka cennik może wyglądać szokująco, szczególnie dla osób przyzwyczajonych do niższych cen poza sezonem lub w mniejszych miejscowościach. Lody włoskie kosztują tu od 14 do 16 zł, a popularne świderki 15-18 zł. Jeśli ktoś chce je urozmaicić, zapłaci więcej - lody włoskie z polewą to już wydatek rzędu 16–18 zł. Alternatywą są klasyczne lody gałkowe po 9 zł za porcję, ale i tutaj cena szybko rośnie: kubeczek kosztuje dodatkową złotówkę, słodki wafelek 1,5 zł, polewa 2 zł, a posypki od 2 do nawet 4 zł.
Gofry i napoje też podbijają rachunek
Podobnie wygląda sytuacja z goframi. Te najprostsze kosztują 9 zł, jednak dodatki - bita śmietana, nutella czy owoce - podnoszą cenę nawet o kolejne 8-9 zł. W efekcie zwykły gofr dla turysty rzadko kończy się na jednocyfrowej kwocie. Realny koszt to często ponad 20 zł.
Napojami też trudno nazwać okazję. Kawa w zależności od rodzaju kosztuje od 17 do nawet 26 zł, herbata do 22 zł, a piwo około 20-24 zł. Nawet zwykła woda potrafi zaskoczyć - za półlitrową butelkę trzeba zapłacić 9 zł. To poziomy, które dla wielu osób mogą już budzić zdziwienie - zwłaszcza gdy zestawi się je z codziennymi wydatkami poza kurortami.
-Najbardziej zaskakuje mnie cena zwykłej wody. 9 zł to już lekka przesada, nawet jak na lokalizację przy molo - powiedziała pani Maja, turystka z Krakowa.
Skąd się biorą "paragony grozy"?
Nie chodzi jednak o jedną absurdalnie drogą rzecz, lecz o zestaw kilku zupełnie zwyczajnych wyborów. Lody dla dwójki dzieci, gofr "na pół", kawa dla dorosłych i nagle z niewinnej przerwy robi się wydatek rzędu 70-100 zł. W przypadku większej rodziny kwota rośnie jeszcze szybciej. I to właśnie takie rachunki najczęściej trafiają do sieci jako "paragony grozy".
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć: ceny z Brzeźna nie odbiegają od tego, co od lat obserwujemy w nadmorskich kurortach. Lokalizacja robi swoje. Budka przy samym wejściu na molo to miejsce o ogromnym natężeniu ruchu turystycznego, a to oznacza wyższe koszty działalności - od czynszu po sezonowość biznesu.
Wakacyjna norma czy przesada?
Czy zatem mamy do czynienia z "drogą przesadą"? Niekoniecznie. Bardziej z przewidywalną ekonomią turystyki. Nad morzem płaci się nie tylko za produkt, ale też za wygodę, lokalizację i wakacyjną atmosferę.
To jednak nie zmienia faktu, że "paragony grozy" prawdopodobnie znów zaleją media społecznościowe. Nie dlatego, że ceny nagle eksplodowały, ale dlatego, że wielu turystów wciąż zderza się z nimi bez przygotowania.
Nad Bałtykiem w 2026 roku tanio nie będzie. Ale też trudno mówić o zaskoczeniu. Ceny z Brzeźna pokazuje jasno - wakacyjne przyjemności mają swoją cenę, a największym szokiem bywa nie pojedyncza pozycja z menu, lecz suma drobnych decyzji.
Komentarze (0)