Przez lata choroby serca kojarzyły się z dwiema grupami. Z ludźmi z nadwagą albo z tymi, którzy mają już swoje lata. Dziecko i kardiolog? To zestawienie brzmiało raczej jak powód do niepokoju niż rutyna. Tymczasem w Polankach odbywa się Dzień Serca i chętnych nie brakuje.
Najpierw pediatra, potem specjalista
Zasada jest prosta. Każde dziecko przechodzi podstawowe badanie przesiewowe, a dalsza droga zależy od tego, co wyjdzie.
Dzisiaj mamy tutaj akcję Dzień Serca, w której dzieci mogą przychodzić do nas do poradni, żeby zostać przesiewowo zbadane przez pediatrę. Osłuchujemy serce, oceniamy EKG, wzrost dziecka, ciśnienie tętnicze. Potem część dzieci kierujemy dalej do kardiologa na echo serca albo do dietetyka na konsultację, mówi Ilona Derkowska ze Szpitala Dziecięcego Polanki.
Pomiar ciśnienia i EKG dostaje każdy mały pacjent. Echo serca już tylko ci, u których lekarze widzą taką potrzebę.
Tu nie szuka się zawału
Skąd tak duże zainteresowanie? Lekarka nie ma wątpliwości, że zmieniło się myślenie rodziców. Jednocześnie podkreśla, że u dzieci szuka się zupełnie innych problemów niż u dorosłych.
Świadomość ludzi jest większa. Wiemy, że nie szukamy tego typu chorób co u osób starszych, tylko wad serca. Patrzymy, czy dzieci mają jakieś inne obciążenia, czy EKG jest prawidłowe. Mamy też dużo dzieci otyłych, stąd konsultacja dietetyczna. Zainteresowanych jest naprawdę dużo i to jest fajne, mówi Ilona Derkowska.
Otyłość wśród najmłodszych to temat, który wraca w gabinetach coraz częściej. Stąd obecność dietetyka na akcji, która na pierwszy rzut oka dotyczy tylko serca.
Za późno bywa po sześćdziesiątce
Medycyna przesunęła granicę bardzo daleko. Serce dziecka ogląda się dziś jeszcze w brzuchu mamy, a potem zaraz po porodzie. Po co więc kolejne badania u kilkulatka? Odpowiedź jest prosta i trochę niewygodna.
To serce ma nam starczyć na całe życie. Jeśli zainteresujemy się nim dopiero w wieku 60 lat i wtedy okaże się, że przez lata chodziliśmy z wadą serca albo z innymi obciążeniami, to będzie już za późno, żeby działać, mówi Ilona Derkowska.
Wada, która przez dekady nie daje objawów, potrafi dać o sobie znać w najgorszym możliwym momencie. Wykryta u dziecka daje czas. Wykryta u dorosłego często już tylko ogranicza straty.
Badają dziecko, pomagają rodzicowi
Najciekawszy wątek pojawia się przy okazji bilansu siedmiolatka. W ramach programów profilaktycznych dziecko ma wtedy badany lipidogram, czyli poziom cholesterolu i innych tłuszczów we krwi. Wynik mówi coś nie tylko o nim.
Oceniamy w ten sposób dziecko, ale cofamy się też do rodzica. Jeżeli dziecko ma nieprawidłowy lipidogram, być może to już jest sprawa genetyczna, czyli hipercholesterolemia rodzinna. Dzięki temu możemy pomóc również rodzicowi – mówi Ilona Derkowska.
Brzmi to trochę paradoksalnie. Mama czy tata mogą przez lata nie mieć pojęcia o swoim problemie, dopóki nie wyjdzie on w badaniu krwi ich dziecka. Hipercholesterolemia rodzinna to schorzenie dziedziczne, więc jeden nieprawidłowy wynik może uruchomić diagnostykę całej rodziny.
Bez skierowania i bez stresu
Dla wielu rodzin taki dzień to szansa na zrobienie badań bez długiego czekania na wizytę. Dla lekarzy to okazja, by wyłapać problemy, zanim zdążą narobić szkód. A dla dzieciaków? Kilka minut z elektrodami na klatce piersiowej i mankietem na ramieniu. Niewielka cena za spokój na długie lata.
Komentarze (0)