Finał petycji
Petycja to finał kilkumiesięcznej akcji „Dom to nie hotel", którą prowadzi Stowarzyszenie Społeczny Gdańsk przy wsparciu partii Razem. Paweł Zarzycki z Kocham Gdańsk mówi, że w szczycie wakacyjnego sezonu ofert krótkoterminowego najmu w mieście jest nawet dziewięć tysięcy, czyli więcej na jednego mieszkańca niż w Barcelonie, mieście symbolizującym przesyt turystyczny w Europie.
„Rządowa ustawa o najmie krótkoterminowym jest w zawieszeniu. Wciąż nie trafiła z rządu do sejmu. Raz z rządu prawie wychodzi, a raz do niego wraca. Raz rządzący mówią, że oprócz obowiązkowej ewidencji będą w niej rozwiązania, które umożliwią samorządom, wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym decydować, czy taka działalność może mieć miejsce na ich terenie. Raz, że tylko samorządom, a potem, że w ogóle nie będzie tam rozwiązań dla wspólnot, samorządów i spółdzielni, tylko sama ewidencja".
Puste Śródmieście
Z kolei społenczik Filip Górski zauważa, że Śródmieście Gdańska wyludina się w ekspresowym tempie.
W przeliczeniu na jednego mieszkańca Gdańska ofert jest więcej niż w uchodzącej za zalaną przez turystów Barcelonie. Efekt jest taki, że miasto się wyludnia, w ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba mieszkańców centrum spadła o jedną trzecią. Mieszkania zamieniane są w pseudohotele, a nawet ci, którzy zostają, prędzej czy później uciekają. Wiąże się to z uciążliwością, hałasem, zaśmiecaniem, imprezami na klatkach i w bramach, a także tym, że znikają z centrum podstawowe usługi, sklepy i handel
Imprezy i telefon na 112
Świeży przykład ma zaledwie jeden dzień. Mieszkanka jednej z ulic Śródmieścia dostała wieczorem SMS od sąsiada: goście skarżą się na dziką imprezę pod ósemką, on sam już dzwoni na 112. Chwilę później drugi SMS, od siostry mieszkanki: impreza trwa godzinę, głośnik na cały regulator, otwarte drzwi, ktoś coś pali. Gdy przyjechała policja, turystów w lokalu już nie było, imprezę przenieśli na ulicę i zniknęli w bocznych uliczkach. Zarządca nieruchomości, zapytany o właścicielkę mieszkania, odpisał krótko: nie odbiera telefonu.
„Nie ma się z czego śmiać, bo to jest po prostu codzienność życia mieszkańców Śródmieścia. Spokojnego snu mieszkańców kamienic, które funkcjonują jak hotel, nie da się upilnować siłami policji. Nieprzypadkowo kluby nocne czy hotele mają ochronę na miejscu. Policja i tak nie wyrabia się w Śródmieściu ze zwykłym utrzymaniem porządku, więc ciężko oczekiwać od niej pełnienia funkcji stróża nocnego w każdej z tych hotelowych kamienic"
Mówi Paweł Zarzycki z Kocham Gdańsk.
Presja na samorządowców
Michał Dziergas ze Społecznego Gdańska wprost artykułuje, że jego zdaniem należy naciskać na samorządowców, by Ci przedstawiali lokalny punkt widzenia w Warszawie, jego zdaniem jest to dziś kluczowe:
Kiedy mamy sytuację, gdy ważą się losy ustawy o najmie krótkoterminowym, która może potencjalnie dać właśnie realne kompetencje samorządom, realne kompetencje wspólnotom i spółdzielnym mieszkaniowym do tego, aby tę działalność na swoim terenie ograniczać. Wzywamy władze Miasta Gdańska, wzywamy prezydenta Aleksandry Tulkiewicz, wzywamy wiceprezydentów, (4:31) wzywamy radnych Miasta Gdańska do tego, aby zabiegać o to, aby te rozwiązania, te kompetencje, te konkretne możliwości wprowadzania stref, w których wyłączona jest działalność najmu krótkoterminowego, kompetencji dla wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, aby zabraniać tej działalności na swoim terenie i w swoich budynkach.
Prawie rok temu Społeczny Gdańsk razem z Razem złożyli w Radzie Miasta projekt uchwały, który miał objąć lokale na dziki najem stawką podatku od nieruchomości właściwą dla działalności gospodarczej. Radni go nie poparli, zgadzali się z ideą, ale wątpili w skuteczność. Dziergas nie kryje, że ma na to swoją teorię, wskazując, że część radnych sama czerpie dochody z najmu. Teraz stowarzyszenie liczy, że ci sami radni i prezydent Dulkiewicz wykorzystają partyjne znajomości w Warszawie równie skutecznie, jak przy ustawie metropolitalnej.
Komentarze (0)