reklama

87 lat temu na gdańskiej Zaspie rozstrzelano 38 pocztowców. Tak dochodzono prawdy

Opublikowano:
Autor:

87 lat temu na gdańskiej Zaspie rozstrzelano 38 pocztowców. Tak dochodzono prawdy - Zdjęcie główne
Autor: Hans Sönnke | Opis: Niemieccy żołnierze prowadzą wziętych do niewoli obrońców Poczty Gdańskiej.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości GdańskRankiem 5 października 1939 roku na policyjnym poligonie na gdańskiej Zaspie Niemcy rozstrzelali 38 obrońców Poczty Polskiej. Skazał ich sąd wojenny, który uznał urzędników państwowej instytucji za partyzantów. Na to, by niemiecki sąd przyznał, że był to mord sądowy, rodziny czekały 59 lat.
reklama
reklama

Czternaście godzin zamiast sześciu

Kierownik muzeum Marek Adamkowicz nie ma wątpliwości, że historia pocztowców wykracza daleko poza gdańską kronikę.

 Jeżeli mówimy o losach pocztowców, to faktycznie mówimy o zderzeniu się z bezwzględnością nazizmu, nieszanującego prawa międzynarodowego, nieszanującego nawet prawa lokalnego. Niestety o potędze tego zła jako jedni z pierwszych przekonali się pracownicy Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku, mówi Marek Adamkowicz, kierownik Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku.

Atak ruszył 1 września 1939 roku około 4.45. Budynek przy placu Heweliusza szturmowała gdańska policja ochronna Schutzpolizei razem z oddziałami SS, wsparta samochodami pancernymi i haubicą. Wewnątrz było niespełna sześćdziesiąt osób, w tym żona dozorcy i jej jedenastoletnia córka Erwina. Obrońcy mieli trzy ręczne karabiny maszynowe, pistolety i granaty.

reklama

Obrona miała wytrzymać sześć godzin, do nadejścia odsieczy. Odsiecz nie przyszła, a pocztowcy wytrzymali czternaście. Dowódca obrony Konrad Guderski zginął w walce, po nim dowodzenie przejął Alfons Flisykowski. Wieczorem Niemcy wpompowali do piwnic benzynę i podpalili ją. Kilku obrońców spłonęło na miejscu, kolejni zmarli od poparzeń, wśród nich mała Erwina.

Około 19.00 pocztowcy się poddali. Dyrektor Jan Michoń, który wyszedł z białą płachtą, i naczelnik Józef Wąsik zginęli podczas kapitulacji. Sześciu obrońcom udało się uciec, czterech z nich przeżyło wojnę.

Partyzanci z wyroku sądu

Wziętych do niewoli pocztowców postawiono przed Sądem Polowym Grupy Eberhardta. Proces 8 września trwał kilka godzin i zakończył się wyrokami śmierci dla 28 osób. 29 września skazano kolejnych dziesięciu, w większości tych, którzy wcześniej leżeli w szpitalu. Sądem przewodniczył Kurt Bode, oskarżał Hans Werner Giesecke. Zarzut brzmiał: działalność partyzancka.

reklama

Absurd tego oskarżenia był widoczny od początku. Poczta Polska w Gdańsku była instytucją państwa polskiego, a jej pracownicy bronili się w budynku, który zaatakowano bez wypowiedzenia wojny.

Zostali zaatakowani bez uprzedzenia, wobec czego mieli prawo się bronić. Potraktowano ich po prostu jak bandytów i na tej podstawie, na podstawie niesłusznego oskarżenia, oskarżenia łamiącego podstawowe prawa, zostali skazani na śmierć. Dzisiaj, 5 października, wspominamy tragiczny dzień, w którym zostali rozstrzelani na gdańskiej Zaspie, mówi Marek Adamkowicz.

Świt na Zaspie i mogiła bez nazwisk

Egzekucję wykonano 5 października około 4.00 nad ranem, na dawnym poligonie gdańskiej policji. Dowodził nią Max Pauly, późniejszy komendant obozu Stutthof, po wojnie skazany na śmierć i stracony. Ciała zakopano w zbiorowej mogile, której położenia rodziny przez dziesięciolecia nie znały.

reklama

Grób odnalazł przypadek. 28 sierpnia 1991 roku robotnicy kopiący fundamenty pod garaże przy ul. Burzyńskiego na Zaspie trafili na ludzkie szczątki. Między kośćmi leżały guziki od pocztowych mundurów. W kwietniu 1992 roku obrońców pochowano na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu w Gdańsku.

Prawdę wydobył niemiecki policjant

Najwięcej dla podważenia wyroku zrobił Niemiec. Dieter Schenk, były funkcjonariusz niemieckiej policji kryminalnej, przekopał archiwa i opisał sprawę w książce, która w Polsce ukazała się w 1999 roku jako „Poczta Polska w Gdańsku. Dzieje niemieckiego zabójstwa sądowego”.

W 1998 roku Sąd Krajowy w Lubece uchylił wyroki z 1939 roku i uniewinnił obrońców, wskazując na rażące naruszenie zasad postępowania. Rodziny dostały symboliczne odszkodowania. Sędziowie z 1939 roku nigdy nie zostali ukarani, po wojnie zrobili kariery w niemieckim wymiarze sprawiedliwości.

Za rehabilitacją od lat stało Koło Rodzin Byłych Pracowników Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku.

Ten czas walki o zrehabilitowanie pocztowców znam oczywiście z opowiadań, ponieważ wtedy nie brałam jeszcze udziału w pracach koła. To był najbardziej intensywny okres w życiu Koła Rodzin. Trwało to długo: przygotowanie dokumentów, tłumaczenie, niepewność co do przyszłego wyroku, a w końcu, po wielu latach, satysfakcja z faktu, że obrońcy zostali uniewinnieni. Sądzę, że to jest największa zasługa Koła Rodzin Pracowników Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku, mówi Hanna Pietrzkiewicz, przewodnicząca Koła Rodzin.

W tym samym 1998 roku Gdańsk nadał obrońcom poczty honorowe obywatelstwo miasta. Cztery lata później ten sam tytuł dostał Dieter Schenk, na wniosek rodzin pocztowców.

Gdzie oddać hołd obrońcom?

Groby pocztowców są na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu na Zaspie. Przed budynkiem poczty, na placu Obrońców Poczty Polskiej, stoi pomnik obrońców. Od 5 października w budynku znów działa muzeum, a po raz pierwszy można w nim zejść do piwnic, w których toczyły się ostatnie godziny walki.

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo