Ten tydzień nad Bałtykiem był wyjątkowo trudny dla turystów i lokalnych przedsiębiorców. W Gdańsku oraz innych nadmorskich miejscowościach pogoda mocno dała się we znaki. Sztorm, bardzo silny wiatr, intensywne opady deszczu i wysokie fale sprawiły, że wypoczynek na plaży był praktycznie niemożliwy. Na wielu kąpieliskach pojawiły się czerwone flagi, a ratownicy zakazywali wchodzenia do wody. Dla branży działającej nad morzem takie dni oznaczają konkretne straty i dużą niepewność. Restauracje, bary, wypożyczalnie sprzętu, punkty z pamiątkami czy atrakcje turystyczne żyją z sezonu, który trwa krótko i zależy od pogody bardziej niż wiele innych biznesów.
Choć pogoda zaczyna się uspokajać, a turyści wracają na plaże, ostatnie kilka dni było dla nadmorskich biznesów pełne niepewności. Przy tak silnym wietrze, deszczu i czerwonych flagach na kąpieliskach trudno było mówić o normalnym ruchu. Wielu odwiedzających rezygnowało z plażowania, a część wybierała inne formy spędzania czasu albo zostawała w hotelach i apartamentach. Dla punktów gastronomicznych działających blisko plaży oznaczało to słabsze dni, ale też sytuację, z którą w sezonie trzeba się liczyć. Jak mówi właścicielka jednego z food trucków nieopodal plaży w Brzeźnie, pogoda nad morzem bywa zmienna, a przedsiębiorcy zakładają niekorzystne scenariusze
Załamania pogody nad naszym polskim morzem to część tego biznesu. Każdy, kto się na niego decyduje ma świadomość, że bywają dni gdzie turyści po prostu nie przyjdą na plażę. Oczywiście, najlepiej dla nas byłoby, gdyby pogoda była stabilna, ale wiemy jakie są realia i trzeba się liczyć ze stratami. Kilka dni sztormu nie przekreśli całego sezonu, turyści wracają do nas bardzo szybko.
W nieco lepszej sytuacji są restauracje i lokale, w których można usiąść w środku, schronić się przed deszczem i przeczekać gorszą pogodę. Dla wielu turystów stają się wtedy naturalnym wyborem, zwłaszcza gdy spacer po plaży czy kąpiel w morzu nie wchodzą w grę. Trudniej mają budki, stoiska sezonowe i food trucki sprzedające głównie na wynos. Ich klienci najczęściej pojawiają się przy okazji plażowania, spaceru promenadą albo powrotu z kąpieliska. Gdy wieje, pada, a na plażach wiszą czerwone flagi, ruch szybko słabnie. W takich warunkach turyści rzadziej zatrzymują się po przekąskę czy napój, bo zwyczajnie nie chcą stać na zewnątrz ani jeść w pośpiechu pod parasolem.
Pracownicy tracą godziny przez pogodę
Mniejszy ruch odbija się nie tylko na właścicielach sezonowych biznesów, ale też na pracownikach. W wielu nadmorskich punktach są to osoby zatrudnione na umowach zlecenie, często studenci albo pracownicy sezonowi, których grafik zależy od pogody i liczby klientów. Gdy sprzedaż spada, pracodawcy ograniczają obsadę albo skracają zmiany. W praktyce oznacza to mniej godzin, a więc także niższe wynagrodzenie. Dla osób, które przyjechały nad morze właśnie po to, by w krótkim sezonie zarobić jak najwięcej, kilka słabszych dni potrafi być realną stratą.
Największym minusem pracy w gastronomii i zapewne w innych sezonowych punktach jest ucinanie godzin. Kiedy spada ruch, szefostwo wysyła wcześniej do domu część pracowników lub odwołuje im zmiany. Nigdy nie jestem w stanie określić, ile godzin faktycznie przepracuję.
Mówi nam Faustyna, kelnerka, która już trzeci rok z rzędu pracuje na wakacje w branży gastronomicznej.
Turyści nie rezygnują z wypoczynku mimo zakazu kąpieli
Mimo niesprzyjającej pogody turyści nie dają za wygraną i nie rezygnują z wypoczynku nad morzem. Choć warunki nie sprzyjają kąpielom, a na wielu plażach obowiązuje zakaz wchodzenia do wody, część odwiedzających nadal spędza czas w pobliżu Bałtyku.
Zamiast kąpieli wybierają spacery brzegiem morza, odpoczynek na kocach i leżakach albo wizyty w pobliskich lokalach-stają się one miejscem, gdzie można ogrzać się, przeczekać deszcz i nadal poczuć wakacyjny klimat.
Wraz z poprawą pogody turyści stopniowo wracają na plaże, promenady i do nadmorskich lokali. Choć ostatnie dni wymusiły zmianę planów, zainteresowanie wypoczynkiem nad Bałtykiem nie słabnie. Dla przedsiębiorców oznacza to szansę na odrobienie części strat, a dla pracowników sezonowych powrót do pełniejszych grafików. Wszystko wskazuje na to, że jeśli pogoda dopisze, najbliższe dni pozwolą nadmorskim miejscowościom wrócić do rytmu letniego sezonu.
Komentarze (0)